Od Ayoko

 Obudziłam się bardzo wcześnie, jak z resztą zawsze. Otworzyłam niechętnie oczy i popatrzyłam przez chwilę przed siebie.Wstałam, przeciągnęłam się i ziewnęłam potężnie. Kolejny dzień spędzony w Domen Glace, watasze, do której należę od niedawna. Co by tu robić? Iść gdzieś? Zobaczyć kto w ogóle w tej watasze jest oprócz Alfy i Szeylen? Nie! Mowy nie ma! Nie będę spotykać się z innymi wilkami! Wybiegłam z jaskini i gnałam na oślep, właściwie, nie wiedziałam czemu. Biegłam tak i biegłam, dwa razy kogoś potrąciłam.Rzucałam szybkie przepraszam i ciągle gnałam jak opętana.Ciągle kogoś mijałam. Sama zaczęłam się dziwić że mogę biec tak długo i szybko. Jednak prędzej czy później zmęczyłam się, zaczęłam dyszeć i powoli zwalniać, ale i tak nie uchroniło mnie to przed wpadnięciem na jakiegoś wilka.
-Uważaj jak biegniesz!- krzyknął wilk
-A ty nie stój na środku drogi!- ryknęłam

<Ktoś?>

Od Szeylen Do Luny

 Biegłam przed siebie nie zwracając uwagi na biegnącą za mną małą panterą śnieżną. Przed pięcioma minutami próbowała wdrapać mi się na głowę, dlatego właśnie uciekłam. Przyśpieszyłam zostawiając ją daleko za sobą. Omijałam liczne zaspy, w jedną prawie wlazłam. No cóż... Gdy wybiegłam zza jednej z nich, odruchowo się zatrzymałam. Wadera z brązową sierścią patrzyła na mnie z ciekawością. Po chwili Genna we mnie wbiegła. Weszła mi na grzbiet i chciała abym była koniem. O nie! Tego już za wiele!
- Leć wysoko! Najlepiej w kosmos! - krzyknęłam i wykopałam ją na drzewo
Wadera patrzyła to na mnie to na Gennę
- Niecodziennie widuję pantery śnieżne na drzewach - parsknęła śmiechem
Zaczęłam się śmiać, bo rzeczywiście taki mały zwierz robiący słodkie minki na drzewie wygląda zabawnie.
- Nie przedstawiłam się jeszcze - powiedziałam z uśmiechem - Jestem Szeylen.
- W sumie ja też jeszcze nie. Jestem Luna. - rzekła
- To co robimy z tą młodą panterą śnieżną o imieniu Genna? - dodałam tak głośno, żeby ten niewdzięczny zwierz przebywający właśnie na drzewie usłyszał

<Hej Luna, witam w watasze! Tą decyzję zostawiam Tobie ( ͡° ͜ʖ ͡°) >

Od Asami Do Kastiel'a

 Z trudem ukrywałam moje roześmiane. Jeszcze chwila, a najpewniej parsknęła bym głośnym śmiechem. Nie wiem jakim cudem , jeszcze tego nie zrobiłam. Nie zadowolone pomruki basiora, przerwał Serek.
- Widzisz! Nie myliłem się! - powiedział dumnie. - Nawet Asami wolałaby mnie od ciebie, tylko że ja jej nie chcę. Prawda?
Gdy wypowiedział te słowa, a one do mnie dotarły, zatrzymałam się wpół kroku, patrząc na niego. Mogła bym teraz powiedzieć, że przebijałam go swoim wzrokiem. Co on sobie myślał? Cóż, ciekawe jak by smakował. Na pewno lepszy by był z niego pożytek jako jedzenie a nie rozpieszczona i dumna fretka. Po chwili jednak znowu wznowiłam marsz. Po chwili dogonił mnie także basior, i teraz szliśmy ramie w ramię. Fretka jednak znowu zaczęła.
- Wracając do... - powiedziała, lecz Kastiel nie pozwolił jej dokończyć.
- Milcz! - warknąłem, po czym szybko rozejrzał się wokoło. - Chyba nie chcesz by dopadł cię Lethal - powiedział, z grobowym wyrazem pyska. Spojrzałam na niego. Nie wiedziałam zbytnio o co mu chodzi. Jednak reakcja małego, wkurzającego stworzenia była dość jasna do zrozumienia. Miał przestraszone oczy, trząsł się i pisnął.
- Gdzie?! - krzyknął przerażony. Nie był to krzyk zbytnio przyjemny dla moich uszu. Najchętniej bym go teraz zjadła. Spojrzałam na basiora, który posłał mi porozumiewawcze spojrzenie i od razu zrozumiałam. Nadal nie wiedziałam kim jest Lethal, o którym wspominał basior, jednak myśl o jeszcze bardziej przerażonej fretce w pewien sposób mnie satysfakcjonowała. Sama teraz rozejrzałam się szybko wokoło siebie, i wydałam zgłuszony pisk.
- Kastiel! Coś tam było! Poruszyło się! Widziałam! - powiedziałam podniesionym tonem głosu. Skoczyłam przed niego. Miałam przerażony wyraz pyska, oczywiście udawany, jakby nie inaczej. Skierowałam ich wzrok w tamtą stronę, gdzie znajdowały się gęste zarośla. Serek, jak by był pchłą, to najpewniej wlazł by basiorowi do ucha. On zwinął się w kłębek na grzbiecie wilka, cały drżąc.
- Czyżby to nie Lethal? - zapytał się jakby powietrza, z chytrym uśmiechem na pysku. Mógł to zrobić ponieważ Serek był zwinięty niczym puchowa kulka i raczej nie chciał nic widzieć. Z trudem opanowałam złośliwy chichot. Nadal udawałam zlęknioną. Nagle, Serek zeskoczył z grzbietu basiora, i niczym błyskawica, znalazł się na pobliskim drzewie, oznajmiając nam przy okazji.
- Nie zejdę stąd! - krzyknął z góry. Westchnęłam tylko. Basior, powiedział tylko.
- Eh...nie sądziłem, że będzie aż tak zdesperowany - powiedział. Uśmiechnęłam się lekko, lecz nadal nie mogłam pojąć o kim mówi Kastiel, kogo się tak panicznie boi Serek? Kto to? Jedyne co wiem, nie znam go. Jeżeli jednak basior go dobrze zna, co na to wskazuje, może powinnam się o to zapytać? Zagadnęłam więc wilka, który teraz stał na dwóch łapach, oparty przednimi o drzewo.
- Serek! Zejdź rzesz! - krzyknął. W odpowiedzi ostał tylko gałęziom w głowę, na co warknął.
- Jak dorwę to małe pospólstwo... - nie dokończył bo ja mu przerwałam.
- Em...Kastiel? Kto to Lethal? - zapytałam się na tyle cicho by nie usłyszała tego fretka, która obrzucała nas teraz gałęziami.

Kastiel? Wybacz, że tak krótko, lecz wena mi gdzieś uciekła ;-;

Od Michaeli Do Amir'a

 Schowałam zęby i powoli zeszłam z basiora, nadal zachowując ostrożność. Kimże mógł być ten skrzydlaty stwór? Wilkiem? Dzisiaj coś mi się za bardzo żartów zachciewa.W każdym razie jedno jest pewne: nigdy wcześniej go nie widziałam. Albo jeśli go widziałam, to nie pamiętam... Co mi się często zdarza.
 - Wybacz - mruknęłam sucho, po czym odwróciłam się w stronę jeziora. Miejsce, w którym niecałe pół godziny temu rozbiłam lód, powoli znowu zamarza. Prawdę mówiąc, pięknie to wyglądało. Pomyśleć, że mogłabym to małe jeziorko zatruć kwasem. Wszystko wtedy zamieniłoby się w jedno wielkie bagno - zwabiłoby to Wyklętych. Oni wszyscy uwielbiają zniszczoną naturę... Kochają wszystko co zostało zniszczone.
 - A... A ty j-jak się n-nazywasz? - spytał niepewnie, cały czas stojąc w tym samym miejscu. Wyglądał na lekko... Na trochę bardzo przerażonego moją osobą. Zazwyczaj basiory, których spotykam, odgryzają się jakimiś beznadziejnymi tekstami, bądź też wywyższają się ponad wszystkich. Żeby zaimponować waderom, mówią o tym, czego nigdy nie zrobili... Ten natomiast był od nich inny... Bardziej wrażliwy i nieśmiały. Postanowiłam nie być dla niego taką zimną su*ą jak dla reszty bezmózgich "łamaczy serc"...
 - Michaela, miło mi - posłałam mu ciepły uśmiech, zachęcając do dalszej rozmowy. - Orientujesz się trochę co do tych terenów?
 - N-no nie bardzo - powiedział lekko ośmielony przez moje zachowanie. - Ale słyszałem, że niedaleko jest jakaś wataha...
 - Świetnie - odparłam z entuzjazmem - Idziesz ze mną ich poszukać?

< Amir? W końcu! Zawsze trzeba zacząć od tej bezpłodnej rozmowy c'nie? >

Od Kastiel'a Do Asami

 Poklepałem mojego małego przyjaciela po główce i wziąłem go na grzbiet - z resztą jak zawsze. Złapał swoimi małymi łapkami za moje śnieżnobiałe, puszyste futro i pogonił mnie tylnymi.
 - Wio rumaku! Biegniemy podbić serca pięknych niewiast! - krzyknął, po chwili dodał ledwo słyszalnie, by Asami tego nie usłyszała. - Ale ty już masz swoją niewiastę.
 - Pffff - parsknąłem. - Już wolę być koniem.
 - A Relijyon to co?!
 - Dlaczego wszyscy myślą, że ja i Reli kiedyś się zejdziemy?
 - Bo to bardzo prawdopodobne - poklepał mnie po uchu.
 - Nie dla mnie... I tym bardziej nie dla Relijyon.
 - Nie zaprzeczaj! Bujasz się w niej! Tylko nie zaprzeczaj bo je*nę cię w du*ę!
 - Relijyon woli ode mnie patyka, którego znalazła tydzień temu. Nawet z nim śpi.
W tej chwili dostałem soczystego klapsa w du*sko.
 - Masz za swoje milczący wodoroście! - walnął mnie w skroń.
 - Zaraz ty dostaniesz skrzeczący pierniku! - odparowałem.
 - Pierniki są dobre, a wodorosty ble - skrzywił się. - Poza tym jestem od ciebie przystojniejszy.
Nawet nie wiecie jak się powstrzymywałem by nie rzucić w niego jakimś tekstem. Zerknąłem w stronę Asami, która z trudem kryla swoje rozbawienie.
 - Widzisz! Nie myliłem się! - powiedział dumnie. - Nawet Asami wolałaby mnie od ciebie, tylko że ja jej nie chcę. Prawda?
Przystanąłem i mój wzrok powędrował do wadery. Ta stanęła wpół kroku, spojrzała na Serka wzrokiem mówiącym: "Chyba cię Bóg opuścił. Prędzej ty chcesz mnie, a ja nie chcę ciebie", po czym wznowiła marsz. Poszedłem jej śladami i już po chwili szliśmy ramię w ramię.
 - Wracając do... - zaczął Serek, pocierając łapką za uchem.
 - Milcz! - warknąłem, po czym szybko rozejrzałem się dookoła. - Chyba nie chcesz by dopadł cię Lethal.
No tak... Lethal. Serek panicznie się go boi, ja natomiast szybko znalazłem z nim wspólny język <pisanie w nocy to nie był dobry pomysł...> i teraz jesteśmy w jakimś sensie przyjaciółmi... Tylko że fretka o tym nie wie. Lubię go straszyć.
 - Gdzie?! - prawie pisnął przerażony.
Mrugnąłem porozumiewawczo do wadery, ta po chwili zrozumiała, że to żart i że ma go ciągnąć dalej.

< Asami? :3 >

Od Asami Do Kastiel'a

 Byłam zmęczona i nim się spostrzegłam zasnęłam. Gdy byłam dopiero w stadium zasypiania czułam jak basior, bierze moje ciało na grzbiet i niesie. Jednakże zasnęłam szybko po tym, czułam jeszcze przez chwilę miłe ciepło.
***
Otworzyłam leniwie oczy, czując, że w jaskini nie jestem sama. Zmysły moje wyostrzyły się gdy się obudziłam. Do moich uszu doszła rozmowa. Rozpoznałam głos naszej Alphy, jak i Kastiel'a jednak był w tym głos, którego nie potrafiłam rozpoznać no i najzwyczajniej nie słyszałam go nigdy wcześniej. Po cichu wstałam i przeciągłam się leniwie. Dostrzegłam Reli jak i Gammę, którzy rozmawiali z panterą śnieżną, która miała na imię najwidoczniej Tear? Jeżeli dobrze zrozumiałam. Gdy tak stałam, odwrócił się nagle basior, który uśmiechnął się na mój widok.
- Widzę, że wstałaś już - powiedział zadowolony. Oczy pantery i wadery, także skierowały się na mnie. Podeszłam z wolna do nich i usiadłam obok basiora. Kiwnęłam głową na powitanie wilczycy i panterze, której jednak nie znałam. Mimo to, grzeczność i wychowanie kazało mi się przywitać.
- Obudziłaś się w samą porę - odezwał się Kastiel, wskazując głową w stronę wyjścia. Od razu skierowałam tam moje oczy. Niebo było jeszcze ciemne, lecz na horyzoncie można było dostrzec, już blaski wschodzącego słońca, które powoli wschodziło i się ujawniało. Teraz przypomniałam sobie wczorajsze słowa basiora: ''Jutro, dokładnie o wschodzie słońca''. Popatrzyłam na białego basiora, który już wstał, rozprostowywał kości i także spojrzał się na mnie, pytającym wzrokiem, czy jestem gotowa. Uśmiechnęłam się lekko na to, jak i kiwnęłam ochoczo głową.
- Powodzenia...A, Asami! - krzyknęła jeszcze Alpha w moim kierunku. Odwróciłam się i spojrzałam na nią.
- Pilnuj Kastiel'a! - dodała po chwili, patrząc złośliwie na swojego doradce. Parsknęłam śmiechem a późnej jedynie przytaknęłam. Ruszyłam biegiem przed siebie by dogonić basiora, który dawno już ruszył.
Szliśmy w milczeniu, nie odzywaliśmy się do siebie. Poranek ten był wyjątkowo mroźny, nasze wydychane powietrze, zmieniało się w mgiełkę, która jednak szybko znikała. Niebo przybrało już szarawego odcieniu, zwiastując przybycie dnia. Księżyc, był już słabo widoczny i najpewniej za kilkadziesiąt minut nie będzie go widać. Gwiazdy, nie były już praktycznie widoczne. Pozostało nam jedynie czekać na całkowite powstanie słońca zza linii horyzontu. Śnieg, był wyjątkowo miękki, najwidoczniej padało w nocy, biały puch był świeży. Powodowało to, że samo stawianie kroków było naprawdę przyjemne. Po chwili odezwałam się jednak, przypominając sobie słowa basiora.
- Em... Po Serka nie idziemy? - zagadnęłam. On tylko kiwnął głową.
- Właśnie idziemy po tą wkurzającą fretko, jelenio coś - pwoiedział, robiąc by tym dziwną minę, która najpewniej miała być odwzorowaniem wyrazu pyszczka znanej fretki. Uśmiechnęłam się na to, nawet lekko zachichotałam.
Gdy byliśmy już przy małym zbiorze niskich drzew, Kastiel, podszedł do drzewa, w który najwyraźniej zamieszkiwał stworek. Wołał go parę razy, lecz nie było odpowiedzi. Zniecierpliwiony basior, warknął pod nosem, i uderzył łapą w drzewo. Z dziury wychyliła się mała, lecz zezłoszczona mordka, która od razu skierowała swój zezłoszczony wzrok w stronę basiora.
- Czemu mnie budzisz?! Uważasz, że taki wilk jak ty, ma prawo mnie budzić...?! - rzucił na Kasteil'a, który tylko zmierzył go rozbawionym wzrokiem. Jednak fretko podobne coś, zwróciło uwagę w moją stronę.
- Cóż, to za waderę przyprowadziłeś? - zapytał się basiora, jednocześnie przyglądając się mi uważnie. Kastiek, nie zdążył nawet otworzyć pyska, by mu odpowiedzieć, gdyż ja to zrobiłam.
- Jestem Asami. I będę wam towarzyszyła - odpowiedziałam, mierząc fretkę pewnym siebie, wzrokiem moich zielonych oczu, które teraz najpewniej by go przebiły na wylot. Uśmiechnął się nie pewnie, lecz i troszkę zadziornie by nie było po nim widać, że się mnie trochę przestraszył. Westchnęłam, wiedząc, że najpewniej miał nadzieję, że go nie zjem. Zawsze straszę małe nie winne stworzonka.

Kastiel?

Lethal

"Życie spytało śmierć: 
Dlaczego wszyscy mnie kochają, a nienawidzą ciebie?
A śmierć ze spokojem odpowiedziała: 
Bo ty jesteś pięknym kłamstwem, a ja okrutną P R A W D Ą."
L E T H A L
Rozkazodawca
Basior | 6 lat | Delta | Materia
Punkty - 450 000

C H A R A K T E R
 Co można o nim powiedzieć? Arogancki? Owszem. Wygadany? Jak najbardziej. Brutalny? Oczywiście.
A teraz do rzeczy. Lethal często swoimi sarkastycznymi żartami robi sobie więcej wrogów niż przyjaciół, co nie jeste dla niego dziwne gdyż... Przyzwyczaił się do tego.
Od zawsze chciał nauczyć się maskować swoje uczucia, jednakże nadal jest jak otwarta księga - możesz dowiedzieć się o jego sekretach zanim on zrozumie, że jakieś ma.
Uczucia dusi w środku. Nie chce ukazywać swojej troskliwej strony przed innymi gdyż... Oczywiście to moze być dla was bardzo wiadome. W ciągu swojego krótkiego życia narobił sobie strasznie dużo wrogów i za żadne skarby nie chce, by ci dowiedzieli się o jego słabościach.
Często można ujrzeć w nim Wykletego. Jego małe, niezauważalne gesty, takie jak oblizywanie warg na widok krwi innego wilka, próby wgryźcia się w jego ciało i pożarcia go całego. Mało kto o zauważa. Teraz pozostało jedno pytanie? Zjadł on kiedyś innego wilka? Otóż tak, i to nie jeden raz. Tak więc, czy to oznacza, że jest niebezpieczny? Nie do końca. Może i udaje mu się tracić panowanie nad sobą, ale przez większość czasu jest taki jak zawsze: arogancki, sarkastyczny śmieszek.
H I S T O R I A
 Historię to on ma bardzo krótką. Całe swoje życie spędził na treningach i robieniu sobie wrogów. Traktował rodziców należycie, lecz nawet to nie kłoniło go do zostania w swoich rodzinnych stronach. Zaczął podróżować. Oczywiście nie brakło mu przygód. Został pogryziony przez watahę Wyklętych, a pomimo to nadal pozostał w swojej pierwotnej postaci. Wszyscy zastanawiali się, dlaczego tak się stało? Przecież ugryzł go Wyklęty! Musiał zmienić się w jednego z nich! I owszem, zamienił się... Ale tylko w połowie. Od tamtego czasu w jego ciele zamieszkują dwie osobowości: sam Lethal i Wyklęty. Wszyscy zaczęli go omijać szerokim łukiem, a jego historia wędrowała z kontynentu na kontynent. Nikt nie chciał spotkać się z nim pysk w pysk.
Po swojej długiej wędrówce dotarł tutaj... Jego kuzynka - Relijyon nie zważała na jego odmienność i przyjęła go do swojego stada.
U P O D O B A N I A
 Lethal jest bardzo tolerancyjnym wilkiem, wsystko traktuje neutralnie. No może z wyjątkiem Wykletych. Daży ich całą swoją nienawiścią.
R O D Z I N A
 Ojciec - Amandeus
Matka - Louise
Kuzynka - Relijyon
Z A U R O C Z E N I E
 Póki co nie jest godny ani jednej wadery. Lecz pomimo wszystko jedna z nich zdążyła już przyciągnąć jego uwagę.
I N N E
 - - -
S K A R G I / P O C H W A Ł Y
 0/0
K O N T A K T
 Howrse - Paczałka   E- mail - losiowatyleos@gmail.com 
S T A T Y S T Y K I
Inteligencja: 20  Szybkość: 20   Siła: 15   Zwinność: 5  Wytrzymałość: 10

Glenn Odchodzi!

"Cisza może zadać ból, którego nie jest
w stanie spowodować żaden H A Ł A S."
G L E N N
Strażniczka Nocna
Wadera | 3 lata | Epsilon | Zagłada
Punkty - 13 185

Powód - decyzja właścicielki
Dziękujemy za wspólnie spędzony czas!

Od Kastiel'a Do Asami

 Zerknąłem kątem oka na waderę, która w tejże chwili leżała plackiem na śniegu. Uniosłem lekko kąciki ust ku górze i odrzekłem:
 - Jutro, dokładnie o wschodzie słońca. Już wspominałem, że idzie z nami Serek? - uniosłem brew.
 - Tak... - chwila zastanowienia - ... Chyba.
 - Błędna odpowiedź! Powiedziałem ci o tym dokładnie kilkanaście sekund temu! Kłaniaj się przed mistrzem logicznej logiki! - krzyknąłem, unosząc łapy ku górze w geście zwycięstwa.
 - Jakbym już tego nie robiła... - mruknęła wtulając swój łeb w śnieg - Jestem zmęczooooona.
 - Jak dam ci zioła to już nie będziesz taka zmęczona!
Bez żadnego ostrzeżenia wziąłem waderę na plecy i ruszyłem w kierunku jaskini Tear'a. Wadera nawet nie sprzeciwiła się moim zamiarom <Jezuuuu, mogłam tego nie pisać wieczorem... Mam skojarzenia ;-;>. Po kilku minutach jej oddech zdążył się unormować, a łeb miała wtulony w mój kark. Klatka piersiowa Asami wznosiła się i opadała miarowo. Lekko ogrzałem nas dzięki mojemu żywiołowi. Czyli co? Nikt nie narzekał.
Jakiś kwadrans później znalazłem się przed wąskim wejściem do jaskini pantery - naszego starego przyjaciela. Zapukałem z grzeczności i nie zwlekając ani chwili dłużej, wkroczyłem do środka. I co tam zastałem? Herbaciane przyjęcie.
Reli z warkoczykami na głowie, które dzisiaj rano sobie upletła i Tear... A on to się w sumie nic nie zmienił...
 - Co się stało z Asami? - spytał prosto z mostu.
 - Śpi - ułożyłem waderę w kącie pomieszczenia, po chwili dodałem. - Przynajmniej nie chrapie tak jak ty, Reli.
Dostało mi się za te kilka słów łapą w plecy i impulsywnym spojrzeniem Alphy. Usiadłem pomiędzy nimi, po czym zacząłem rozmowę.
 - To jak tam u was stare bydlaki?

< Asami? >

Od Ririn Do Yuki'ego

 Po prostu wyszłam. Przynajmniej dowiedziałam się gdzie znikły moje rany. Zeszłam z lodowej górki myśląc nad Kosiarzami. Sratatata na pięć milionów mogę się założyć ,że Kosiarz go nie posłucha. Ale dobra, ja wiem swoje on wie swoje. Nie mam czasu się z nim sprzeczać. Powoli zachodziło słońce a aj musiałam wpaść do Eteru spytać się o tego Kosiarza....
- AAAAA!!! Ratuj mnie!!! - usłyszałam krzyk.
Odwróciłam pyszczek w tym kierunku i za krzaków wyleciał kociak. Od razu wskoczył mi na głowę i zaczął łapką ciągnąc za moje prawe ucho.
- Ratuj mnie!!! - wydarł się a ja go po prostu strzepałam z głowy. - Auć!
O co ci chodzi, jeśli to żart nie mam na to teraz ochoty - powiedziałam i ruszyłam powolnym krokiem zostawiając oszołomionego kota na ziem.
- Tyle ze to nie żart!!! - wrzasną za mną kot.
Zatrzymałam się i spojrzałam na niego
- To streszczaj się bo nie mam czasu - mruknęłam do niego.
- Goni mnie jakiś upiór z wielkim czymś a do tego niewidzialny - wrzasnąć machając przy tym łapkami.
- Co to.... - nagle ucięłam po poczułam ten dziwny wiatr. - Oż ty!!! - złapałam kota w zęby i odskoczyłam gdy coś wbiło się w ziemie robiąc wielką dziurę. To coś było przezroczyste a jednak mogłam to coś widzieć przez "falowanie powietrza". Teraz dziękowałam wszystkim z eteru za ten trening który miał mnie nauczyć rozpoznawania aury dzięki "falowaniu powietrza". Jednak ta aura była sto razy mroczniejsza niż jakakolwiek.
Kosiarz sykną i zarazem warkną ze mu uciekłam.

?Yuki?

Od Luny

 Szłam jak zwykle po górzystych ścieżkach. Skakałam z kamienia na kamień, wspinając się coraz wyżej. Podróże po górach nigdy nie były łatwe. Jeden zły krok i upadek w przepaść jest gwarantowany. jednak bez ryzyka nie ma zabawy. W końcu wskoczyłam na szczyt. Wiało tu potwornym chłodem. Mnie już przestały przeszkadzać zimne wiatry. Tyle podróży po wzniesieniach dwa razy wyższych niż to zrobiło swoje. Wciągnęłam mroźne powietrze. Przyjemne uczucie. Zrobić to co zwykle. Coś co dla innych wydaje się być niemożliwe, wspiąć się na szczyt spokoju. Usiadłam na puchatym śniegu. Odetchnęłam i zamknęłam oczy. Moje myśli powędrowały w dal. Przestałam zwracać uwagę na otoczenie, zresztą jak zwykle. Po chwili powstałam. Pomyślałam nad tym nad czym musiałam i skoczyłam. Wylądowałam niżej na śliskim kamieniu. Moje łapy ślizgały się na pokrywającym go lodzie. Do ziemi miałam daleko, więc nie mogłam sobie pozwolić na upadek. Powili zeszłam na kolejny kamień, i kolejny, i tak w dół. W końcu od ziemi dzieliły mnie tylko 2 metry. Na nieszczęsny los pośliznęłam się. Wylądowałam głową w śniegu. Zimny puch złagodził upadek, na szczęście. Wygrzebałam się z zaspy i ruszyłam dalej lasem, jeśli można go tak nazwać. Gołe drzewa, wokół niczego zielonego. Każda łapa odbijała swój ślad, mój ciężar sprawiał że zapadałam się lekko. W końcu doszłam do jakiejś polanki. Usiadłam na najbliższym kamieniu, przed tym odgarniając z niego śnieg. Zamyśliłam się. Z zadumy wyrwał mnie dźwięk. Chrzęszczenie śniegu pod czyimiś łapami. Zerwałam się na nogi. Nie grzeszę siłą ,więc muszę być od napastnika o krok w przód. Nachyliłam się gotowa do ucieczki. Moje przypuszczenia co do zwierzęcia się sprawdziły. Zza niewielkiej zaspy wybiegł wilk...

<Ktoś>

Luna

"Gdy jedno umiera rodzi
się dwoje N A S T Ę P N Y C H."
L U N A
Zielarka
Wadera | 5 lat | Epsilon | Natura
Punkty - 1 335

C H A R A K T E R
 Miła i Sympatyczna wadera. Luna jest wilkiem z typu samotnika. Nie odrzuca towarzystwa innych, lubi przebywać z innymi wilkami, ale woli spędzać minuty w samotności. Bije od niej niezwykły spokój i opanowanie w każdej sytuacji. Troskliwa i opiekuńcza wadera jest tylko w stosunku do najbliższych, no i szczeniąt. Na początku jest nieufna. Żeby zyskać jej zaufanie trzeba na to trochę zapracować. Nie jest nieśmiała jednak nie zdradza łatwo swoich uczuć, a jeśli już to idzie jej to łatwo. Mówi o problemach otwarcie, bez zająknięcia się i potrafi wczuć się w sytuację innych. Małomówność pozwala jej na skupienie się na świecie wokół niej i dochowywanie najdrobniejszej tajemnicy. Gdy już ci zaufa jest podporą, można powiedzieć jej wszystko, nawet zwyzywać w pysk, a ona nie zareaguje złością. Trudno ją w ogóle doprowadzić do najmniejszego gniewu. Jednak nie należy jej uznawać za nudziarę! O nie! Potrafi się śmiać, nawet z rzeczy bez sensu. Często się uśmiecha, on (uśmiech) prawie nigdy nie schodzi jej z pyszczka. Jednak jak każdy ma i wady. Rozgniewana lub obrażona jest niepoczytalna. Zazwyczaj wtedy należy pozostawić ją samej sobie, inaczej może się to skończyć... no... źle. W takim stanie potrafi być zgryźliwa i porywcza. Jej zachowania stają się nieprzewidywalne. 
H I S T O R I A
 Swoje dzieciństwo pamięta jak przez mgłę, podobnie jak była trochę starsza. Jednak znakomicie kojarzy starsze lata. Mieszkała w małej watasze, miała rok. Już wtedy zajmowała się nią starsza siostra. Rodzice jakby zniknęli. Była traktowana jak rzecz. Popychana i źle traktowana. Często popadała w rozpacz i złość. Zaszywała się w lesie i czekała aż to przeminie. Nie minęło pół roku, a las stał się jej ulubionym miejscem. Pomimo iż był zimny i pozbawiony drzew zdawał się jej tętnić życiem. Tam nauczyła się nad sobą panować i odwracać myśli od nieprzyjemnych rzeczy. chodziła zawsze do jednego miejsca, małej polanki. Zawsze tam było najpiękniej. Spędzała na niej całe dnie, które potem przekształcały się w noce. Tak dorosła już prawie do wieku 2 lat. Alfa zauważając że znika na całe dnie i czasami noce, zarządził by jej pilnowano. Kazali jej ciągle chodzić z siostrą. Słuchała się. Spędziła miesiąc przy jej boku. Gdy osiągnęła 2 lata, potrafiła już wspinać się po drzewach i górach i znała większość dostępnych leczniczych ziół, a było tego całkiem sporo. Znikała coraz częściej, dopóki w okolicach nie pojawił się wrogi klan i wataha nie zarządziła alarmu. Spędziła kolejne 2 miesiące u boku siostry. Kiedy zbliżał się jej 3 urodziny alfa, jak to miał w zwyczaju, spytał się co ma jej dać. Odpowiedziała mu wyraźnie: Wolność. Następnego ranka nigdzie nie można było jej znaleźć. Przeszukano cały las. Ona w tym czasie była już daleko. Przez rok przemierzała zimne i surowe klimaty. Chodziła po górach i poznawała coraz to nowe rośliny. Te które zdołały się przystosować do nowej epoki lodowcowej były większością, jednak pojawiały się nowe. Wyrastały tu z powodu właśnie oziębień. Zimno nie przeszkadzało waderze w podróżach. W końcu zatrzymała się w jakimś miejscu. Spotkała tam inną watahę. Odebrała ją jako wroga. Jednak z czasem stała się jej nową rodziną. Gdy opowiedziała im swoją historię przyjęli ją jak własną. Sama alfa przygarnęła ją do siebie. Luna wytłumaczyła im że zostanie tylko na jakiś czas, bo lubi podróże. Odeszła po jakiś 10 miesiącach. Podróżowała jeszcze dwa po górach i przedostała się na ich drugą stronę. Gdy była u stup napotkała tę watahę... I skończyła jako jej nowy członek.
U P O D O B A N I A
 Uwielbia spokój i ciszę, jej ulubionym miejscem stały się góry, a zajęciem wędrówki po nich. Szczerze i od serca nienawidzi złościć się na kogoś lub coś. Nie przepada za małymi pomieszczeniami czy jaskiniami, po prostu się ich boi. Zazwyczaj dni spędza właśnie w górach lub lasach. 
R O D Z I N A
 Nie pamięta matki czy ojca, wie że miała starszą siostrę - Liliannę i czwórkę rodzeństwa, którego nie pamięta po imionach. Za rodzinę uznaje też pewnego wilka. Alan to wilk z jej rodzinnej watahy, były najlepszy przyjaciel. 
Z A U R O C Z E N I E
 Może kiedyś
I N N E
 -Jej brązowe futro wydaje się być cienkie, w rzeczywistości jest całkiem puchate.
-Wadera jest bardzo drobna i nie grzeszy siłą, ale potrafi wcisnąć się w prawie każdą szczelinę w skale czy odstęp między drzewami.
S K A R G I / P O C H W A Ł Y
 0/0
K O N T A K T
 Howrse - fochmanka13   E- mail - kochana422@gmail.com   Doggi - com33
S T A T Y S T Y K I
Inteligencja: 12  Szybkość: 12   Siła: 2   Zwinność: 12  Wytrzymałość: 13

Od Yuki'ego Do Ririn

 -Ja nie jestem zwykłą istotą żywą. Ja jestem ich władcą. Mogę władać każdym duchem na świecie. Poza tym nie ma tu żadnych zwykłych duchów... narazie, nie będę tęsknić. W ogóle mogłem nie prosić Boo o leczenie Cię.- Odwróciłem się na pięcie i ruszyłem w stronę źródła. Obok legowiska zobaczyłem królika. Połowa przysługi. Piesiec musiał się tutaj jakoś zakraść. Jezu, jaki ja jestem głodny!- W ogóle skąd pomysł na to, że mam się za kulę u nogi? Jestem zajebisty- zacząłem jeść. Nareszcie! Omnomnomnom. Ona nie wie o czym mówi. To jest przekleństwo. Nikt, kto jest normalny nie powinien mieć kontaktu z duchami... ale teraz to i tak nie ma znaczenia. Przyzwyczaiłem się do bycia samotnym i nie chcę tego zmieniać. Poza tym, wątpię czy byłbym w stanie żyć inaczej. Dołączenie do tej watahy to już i tak już szaleństwo z mojej strony. Ehh.

<Ririn?>

Od Ririn Do Yuki'ego

 W wpatrywałam się w niego, bez jakikolwiek emocji. Tak po prostu. Choć było mi go szkoda. Nie rozumiałam tego, jak można mówić o sobie takie coś? Ja bym na takie traktowanie nie pozwoliła.
- Ja mam na ten temat inne zdanie - powiedziałam a on lekko się dziwił - Masz dar którego nawet ja nie mam w świecie żywych. A ty mówisz to tak jakby było to przekleństwo - pokręciłam z niedowierzaniem głową - Jeśli uważasz że jesteś kulą u nogi to tak postrzegają cię inni.
Odwróciłam się do niego plecami i powolnym krokiem zmierzałam do wyjścia.
- A i jeszcze jedno - odwróciłam głowę w jego stronę - Po pierwsze wątpię by Kosiarze byli tacy głupi by słuchać istoty żywej, a po drugie zwykłe duchy nie mogą zabić. - rzekłam i ruszyłam do wyjścia.

?Yuki?

Od Asami Do Kastiel'a

 Po między nami nastąpiła chwila dość specyficznej ciszy. Spojrzałam na niego swoimi zielonymi oczami, patrząc na niego uważnie. Zauważyłam od razu jak przez jego ciało przebiega lekki dreszcz, który nie był jednak spowodowany przez zimno, a najpewniej przez moje spojrzenie. Widząc to, mrugnęłam i spuściłam wzrok, nie chcąc by basior czuł się nieswojo. Ostatnio wiele osób, przebywających ze mną, przechodzi dreszcz, przez moje zielone puste ślepia, które potrafią się czasami przewiercić przez ciało i duszę. Gdybym była kimś innym, uznała bym to za lekko przerażające. Podniosłam po chwili wzrok, znowu zadając pytanie.
- Czyli? - zapytałam się, znowu wiercąc dziurę w jego ciele moimi oczami. Kolejny dreszcz przeszedł przez jego ciało. Nawet nie drgnęłam. Oblizał pysk, by nawilżyć pysk przed mówieniem. Odpowiedział mi szybko, nie zastanawiając się nad swoją wypowiedzią.
- Czyli nie chce mi się tobie tego tłumaczyć. A tłumaczenie tego jest zbędne więc... Proszę zmieńmy temat! - jęknął na koniec, prosząc by zmienić temat. Racja, nawet ja nie miałam ochoty rozmawiać, na temat by rozwikłać mój specyficzny sposób bycia. Co nie zmienia faktu iż ulżyło mi, gdy odpowiedział mi krótko i jasno. Znając inne wilki z watahy, uciekały by wzrokiem lub i migały by się od odpowiedzi na zadana im pytanie. On jednak powiedział, prosto z mostu, że jest to zbędne do tłumaczenia. Szczerze mówiąc nie była usatysfakcjonowana odpowiedzią, lecz była lepsza niż nic. Możliwe, że poczułam się nawet lepiej, gdy usłyszałam jego słowa. Gdy powiedział ostatnie zdanie, zrobił teatralny gest łapą jak i przyjął dziwną pozę ciała, która najpewniej oznaczała prośbę. Było to tak dziwne, że parsknęłam śmiechem, rozbawiona jego zachowaniem. Znałam go stosunkowo mało, lecz zawsze odbierałam go jako basiora poważnego, był Gammą, więc na głowie miał całkiem sporo obowiązków z tejże strony. Nie znałam go od tej drugiej strony. Dodał po chwili śmiechu.
- Wykombinuje jakieś zioło od Tear'a i będzie jeszcze śmieszniej - udał śmiech tonącego wieloryba z opuchniętą wargą, może tak bym to określiła? Raczej to określenie idealnie tu teraz pasowało. Sprawiło to, że spotęgowało to mój śmiech, jak i jego. Poczułam jak lekko szturcha mnie łapą, rzucając do mnie, oskarżycielskim tonem głosu.
- Dusisz się? Brałaś zioła beze mnie!? - powiedział, przez śmiech, siląc się na poważny ton głosu, co mu jednak nie wychodziło. Ja tylko zakryłam pysk, łapą, w geście niewinności. Na moim pysku nadal był szeroki uśmiech i od czasu do czasu miałam napady śmiechu, przez jego żarty i zachowanie. Teraz jednak zamilkł, nie słysząc go, zdjęłam z pyska łapę, patrząc na niego. Spuścił głowę, kiwając nią, mówiąc jednocześnie.
- Nie ładnie... Zamknę cię razem z moimi bałwanami w piwnicy... - powiedział to wyjątkowo poważny tonem głosu i zmierzył mnie swoimi czerwonymi oczami. Położyłam uszy na głowie, na znak skruchy, lecz na psyku pojawił się szeroki uśmiech, który potem przemienił się w szczery śmiech. Rzadko się tak śmiałam, nawet nie pamiętam kiedy. Jednak gdy on kiwał głową, ja zdążyłam w tym czasie ulepić śnieżkę i idealnie rzucić mu w psyk.
- Wygląda na to, że teraz ty też jesteś bałwan - powiedziałam odskakując trochę dalej by mnie nie zdążył złapać czy też we mnie rzucić śniegiem.
Nasza bitwa na śnieżki trwała dobre z dwie godziny, z której chyba nikt nie wyszedł zwycięsko, sądząc po naszych wywieszonych językach i ciężkimi oddechami.
Położyłam się na śniegu niedaleko basiora, który także położył się ze zmęczenia.
- Co do twojej wyprawy... Po co w ogóle chcesz wyruszać? Masz w tym jakiś cel? - zapytałam się, kładąc się na plecach, mierząc go kątem oka. Lekko się uśmiechnął.
- Trzeba wyruszyć na zwiady po terenach watahy - usłyszałam w odpowiedzi. Kiwnęłam tylko głową na znak, że zrozumiałam.
-To kiedy chcesz wyruszać? - zapytałam się nieco energiczniej, przekręcając się na brzuch i robiąc typowego ''placka'' na śniegu z mojego ciała.

Kastiel? Dobra..uznajmy, że był remis :') ( Brakus wenus ;-; )

Od Amir'a Do Michaeli

 Stawiałem kroki ciężko i wolno, chcąc by nie tracić cennej energii, której zużyłem już zbyt dużo. Kilka dni temu złamałem skrzydło, które teraz wlekłem, niczym nie żywy członek ciała. Każdy ruch, powodował ból lewego skrzydła. Kość była najpewniej złamana, a nie odważyłem się jej nastawiać, wiedząc, że będzie to niesamowity ból. Dokuczał mi także żołądek który co chwilę przypominał o sobie, w sposób nie zbyt przyjemny, był pusty a ja głodny. Nie miałem już sił by zrobić cokolwiek, szłem przed siebie, bo tak nakazywał mi rozum, jak i instynkt, chciałem przetrwać, chciałem przeżyć. Nawet jeżeli teraz bym się poddał, upadł, nadal chciał bym żyć. Nie mam dla kogo, ale chciał bym istnieć.
Spojrzałem w górę, pogoda była naprawdę przyjazna. Słońce było w zenicie, środek dnia. Świeci mocno, grzeje moje plecy powodując iż choć to jest ulgą. Moje ciało muska lekki przyjemny wiatr, który jest tu pewnie zawsze. Za sobą zostawiam znaczące ślady, gdyż włóczę za sobą skrzydło. Wisiało bezwładnie, lecz powodując z drugiej strony ból. Przede mną rozciągał się biały horyzont Były tylko pojedyncze wielkie drzewa, które były przykryte śnieżno białym puchem, który zresztą był wszędzie. Jednak teraz gdy się dowlokłem bliżej, dostrzegłem zarys małej górki, przy której płynęła spokojnie jakaś rzeczka. Zboczyłem z obranej drogi, kierując się w tamtą stronę.
Gdy doszłem do jednego z drzew, postanowiłem się pod nim położyć i odczekać chociaż parę dni. Jednak wiatr przywiał do mnie nowy zapach, konkretnie wilka. Sądząc iż był to zapach delikatny doszłem do wniosku, że jest to wadera. Ruszyłem w tamtą stronę, skąd dochodził zapach wadery. Wychyliłem głowę za górki. Zauważyłem leżącą na plecach wilczycę, marudzącą coś pod nosem. Najwidoczniej była tak zajęta, że nawet nie mnie usłyszała. Był to pierwszy wilk, którego widzę od ponad roku. Poczułem jak zaciska mi się krtań na samą myśl, bym się odezwał. Jednakże postawiłem słabo łapę na śniegu, ukazując swoją sylwetkę do połowy. Westchnąłem po cichu, po czym zebrałem się na odwagę i jedyne co, to jęknąłem:
- Em...Przepraszam...? - chciałem zwrócić na siebie subtelnie uwagę, by jej nie wystraszyć. Jedyne co dostrzegłem, to błysk jej chorobliwie zielonych oczu. Były lekko wystraszone, ale i opanowane. Ciężar na klatce piersiowej, okazał się być jej łapami, którymi mnie przygniatała do śniegu, ukazując swoje białe kły. Dobrze wiedziałem, że jeden jej ruch i już leże, na śniegu w plamie krwi, z przegryzionym gardłem. Jedyne co zrobiłem to zamknąłem oczy i syknąłem z bólu, mówiąc jednocześnie.
- P-Przepraszam...N-nie chciałem cię w-wystraszyć... - jąkałem się z powodu bólu. Skrzydło ostro dawało się we znaki.
- Kim jesteś i czego tu szukasz!? - warknęła, nic sobie ze mnie nie robiąc. Otworzyłem swoje błękitne, spokojne lecz i smutne oczy, mówiąc.
- A-Amir...jestem tu tylko przypadkiem...a teraz, proszę zejdź ze mnie, mam złamane skrzydło - powiedziałem spokojnym tonem głosu, lecz przepełnionym bólem. Wadera widać, była dobrze odżywiona i silna. Teraz ja ledwo stałem na wychudzonych łapach ze złamanym lewym skrzydłem. Wydawać by się mogło, że patrzy teraz na nią chodzący szkielet, z szalikiem na szyi.

Michaela? ^^ Przepraszam za wszelkie błędy xd

Od Kastiel'a Do Asami

 Spojrzałem na waderę lekko mrużąc oczy.
 - Oceniają cię tak osoby, które nie chcą próbować ciebie rozgryźć. A jako, że jestem w tym mistrzem - ta skromność godna mojego obiadu - i nie mam nic innego do roboty, niżeli poznawanie bliżej swojego otocznia, zająłem się właśnie tobą. W sumie... Nie byłaś aż taka trudna do rozwikłania...
I teraz taka dramatyczna chwila ciszy...
 - Czyli? - spytała, wpatrując swoje zielone ślepia w moje cielsko. Aż ciarki mi przeszły po plecach, gdyż... Jezuuuu. Jej oczy w niektórych momentach naprawde przewiercają duszę.
 - Czyli nie chce mi się tobie tego tłumaczyć. A tłumaczenie tego jest zbędne więc... Proszę zmieńmy temat! - spojrzałem na nią przygnębionym, sztucznym wzrokiem, wykręcając przy tym w dziwny sposób swoje ciało. To wszystko spowodowało wybuch śmiechu wadery.
Aż mi się na sercu ciepło zrobiło... Lubię, jak ktoś śmieje się z mojego zachowania...
Boże...Jestem jak kobieta w ciąży z okresem... To się wyklucza... Nieważne! Nieważne...
 - Wykombinuje jakieś zioło od Tear'a i będzie jeszcze śmieszniej. - Udałem śmiech tonącego wieloryba z opuchniętą wargą. I to również spotęgowało rozbawienie Asami. - Dusisz się? - Tyrpnąłem ją łapą. - Brałaś zioła beze mnie! - rzuciłem oskarżycielsko, siląc się na poważny ton. - Nie ładnie. - Pokręciłem głową. - Zamknę cię razem z moimi bałwanami w piwnicy...

< Asami? Heheszki :3 >

Od Yuki'ego Do Ririn

 -Kosiarze, to moi podwładni, Złotko.- Zaśmiałem się wchodząc wgłąb. Może się przestraszy i pójdzie?
-Podwładni?- Usłyszałem jej zaciekawiony głos. A niech to.
-Tak. Jestem Psyche.
-Władcą dusz?- Jej głos wydał się być podekscytowany
-Tak. Duchy do moi przyjaciele. Jedyni przyjaciele.
-Jak to j...
-Spadaj stąd, bo każę im Cię zjeść- przewróciłem oczami- Dość się już nasłuchałem o tym jakie sprowadzam nieszczęście, jaki uciążliwy, niepotrzebny i dziwaczny jestem. Wystarczy? Idź- Zwinąłem się w kulkę na posłaniu i zamknąłem oczy. Boo położył się, o ile można tak to nazwać, przy moim boku, a Aka i Kama unosiły się w powietrzu i patrzyły na Ririn bez wyrazu. Śmiesznie byłoby jakby je widziała w tym świecie. Są przerażające, ale po kilku latach bezsenności przyzwyczaiłem się.
Pewnie wtedy nie musiałbym się martwić jej obecnością. Otworzyłem oczy i znów zerknąłem na nią.
-Czego tak sterczysz? Głucha jesteś?

<Ririn?>

Amir

"Nadal chcę być niszczycielem,
który może kogoś O C A L I Ć."

A M I R
Żołnierz
Basior | 4 lata | Epsilon | Zniszczenie
Punkty - 2 475

C H A R A K T E R
 Jest osobą... zrównoważoną pod względem psychicznym. Basior ten, wykazuje się wyjątkową inteligencją, która nie została przez nikogo odkryta. Spokojny, nawet za bardzo. Gdy spotkasz go pierwszy raz, będziesz wiedział, że jest typem wrażliwym. Mimo iż jest to basior, jest delikatny i byle jaka obelga może spowodować w nim załamanie nerwowe. Posiada smutny wyraz pyska jak i oczu. Mówią, że nigdy się nie uśmiecha szczerze, zawsze jest to sztuczny, smutny uśmiech. Nigdy nie odpowiada na pytania typu: "Czemu jesteś smutny? Co się stało?". Jest bardzo cierpliwy i tolerancyjny, jednak gdy wyprowadzić z go z równowagi tymi ciągłymi odpowiedziami, odpowie Ci niepokojącym tonem głosu: "Taki się urodziłem".
Zawsze bierze pod uwagę zdanie innych. Jednak przez brak wiary w siebie, nigdy nie jest pewny swoich działań, zawsze myśli, że wszystko spartoli. Brakuje mu podpory psychicznej, osoby, która wspierała by go i wysłuchiwała z cierpliwością. On sam jest idealnym słuchaczem, lecz drugiego nie może znaleźć. Amir nie potrafi poradzić sobie z samym sobą. Patrzy na wszystko pustym, smutnym i szklistym wzrokiem. Nigdy nie usłyszysz jak krzyczy, posiada piękny głos, lecz on sam uważa, że nie potrafi podnieść głosu. A gdy ktoś krzyczy na niego, po prostu odchodzi. Zawsze znajdziesz go samego, powiesz, że samotnik? Pewnie tak, lecz nie masz racji. Brakuje mu otwartej rozmowy, w której mógł by mówić. Brak mu jakiegokolwiek słuchacza. Ma wielkie serce, wszystkim dookoła mógł by pomóc, podać pomocną łapę. Uważa, że warto być dobrym, ponieważ szczęście kiedyś wróci, szkoda tylko...że nie wróciło do tej pory. Posiada wielkie pokłady nadziei, nigdy mu jej nie brak. Zawsze potrafi wesprzeć kogoś na duchu, tylko inni nie zauważają jego cierpienia, które skrywa się w jego błękitnych oczach. Jest bardzo ceniony, na polu bitwy gdyż nawet w trudnej sytuacji potrafi zachować zimną krew. Dla bliskich jest bardzo opiekuńczy, nie pozwoli by ktokolwiek ich skrzywdził. Jednak... Boi się. Boi się, że wszystko zniszczy.
H I S T O R I A
 Urodził się w watasze, takiej jak wszystkie, typowej normalnej watasze. Był synem pary Delty, więc na swój sposób był poważany i szanowany. Nie czuł się być ważny, więc szybko się zaprzyjaźnił z każdym członkiem. Za lat szczenięcych nie dało się nie lubić, puchowej skrzydlatej kulki, o ślicznych niebieskich oczach i wesołym uśmiechu, która dopiero co się uczyła latać, co wychodziło jej to... bądźmy szczerzy, beznadziejnie. Pomijając, i tak wzbudzał sympatię u każdego, nawet u najstarszego basiora w watasze, spójrzmy prawdzie w oczy, każdy nazywał tego wilka: ''Stary, przemądrzały dziad'', a młodemu szczeniakowi udało mu się z nim zaprzyjaźnić. Miał szczęśliwe życie, nie narzekał. Miał mnóstwo przyjaciół w swoim wieku, jak i zresztą członkowie watahy lubili go, a nawet jeżeli coś spsocił, patrzyli na niego pociesznym wzrokiem. Nie dało się gniewać na tą puchową kulkę. Był zupełnie inny niż teraz jest. Gdy był szczeniakiem, był wiecznie uśmiechnięty, miał pełno energii, która nigdy nie była zużyta do końca. Jeżeli dobrze pamiętam, młody Amir, miał rok gdy wybrał się sam, na swoje samodzielne pierwsze polowanie. Młody, basior był wyjątkowo inteligentny, więc lekcje polowania, szybko wbito mu do głowy, szybko się uczył i nigdy nie trzeba było mu powtarzać drugi raz. Próbował dopóty mu się nie uda, wytrwały.
Tak więc, wrócił z swojego pierwszego samodzielnego polowania, z zającem w pysku. Pamiętam jaka duma go przepełniała i szczęście. Jednak...wystarczył jeden krok za dużo, by zobaczyć krwawą scenerię, która rozegrała się na polanie, na której aktualnie przybywała ich wataha. Wszyscy wybici,dwudziestu ośmiu członków watahy, jak i sześcioro szczeniąt. Wszyscy, w kałuży krwi, która obejmowała całą polanę. Upuścił z pyska zwierzynę. Zamrugał parę razy, chcąc by to wszystko był sen lub iluzja, która zniknie gdy znowu otworzy oczy. Nie zniknęła. Nie mógł się ruszyć. Jego mięśnie zastygły, jego błękitna żywa, tęczówka oczu, jakby zgasła, zmętniała. Widok, rozmazały mu łzy, które po kilku sekundach napłynęły mu do oczu. 
U P O D O B A N I A
 Nie ma upodobań, robi zawsze to na co ma aktualnie ochotę. Trudno określić co lub kogo lubi, gdyż nigdy tego nie okazuje.
R O D Z I N A
 Lakota [Matka] | Sudan [Ojciec] 
Z A U R O C Z E N I E
 Wszyscy mówią, że miłość jest najważniejsza. Osobiście stwierdzam, że tlen jest ważniejszy.
I N N E
 ---
S K A R G I / P O C H W A Ł Y
 0/0
K O N T A K T
 Howrse - Natka2222   E- mail - s.ara02@wp.p
S T A T Y S T Y K I
Inteligencja: 10  Szybkość: 10   Siła: 5   Zwinność: 16  Wytrzymałość: 10

Od Asami Do Kastiel'a

 Basior podsunął mi kawałek mięsa, pod moje łapy, mówiąc jednocześnie, że jadł już i jeżeli chcę mogę skonsumować kawałek mięska. Podziękowałam cicho, czując jednocześnie jak mimowolnie uniósł mi się kącik ust, powodując na moim pysku ledwo widoczny uśmiech. Nachyliłam się i zaczęłam kawałek po kawałeczku odrywać mięso, połykając je. Było już zimne, lecz nadal tak samo smaczne jak świeże. Żyjąc w takim środowisku, trzeba cieszyć się z tego co się ma, a jeżeli się to dostało za darmo, powinno się być wdzięcznym. Czułam jak basior, siedział obok mnie, lecz jego myśli były gdzieś daleko. Milczał, słyszałam tylko jego lekki oddech jak i odgłos połykanego prze zemnie, kawałków mięsa. Nie jadłam od bardzo dawna, co sprawiło, że poczułam zadowolenie, które najwyraźniej było efektem napełnienia pustego żołądka. Jednak, czułam, że jest to błędne koło, które będziemy powtarzali do końca naszych, beznadziejnych dni. Jemy, znowu stajemy się głodni, polujemy - jeżeli coś złapiemy, jest dobrze, ale gdy się nam nie uda - głodujemy, opadając jednocześnie z sił. Mimo iż nasz gatunek jest na samej górze łańcucha pokarmowego, zawsze, w każdej chwili możemy umrzeć. Możemy źle stanąć łapą, łamiąc ją, a kość która złamię w w stronę żył, przerwie ją, powodując krwotok wewnętrzny. Możemy spaść w lodowatą otchłań, na środku jeziora, może załamać się lód, co graniczy z cudem, ale jest prawdopodobne. Żyje na tej białej pustyni, trzy lata, a nadal się uczę. Uczymy się zawsze, do końca, gdy przyjdzie po nas wieczny sen.
Oblizałam pysk, kończąc na tym moje rozmyślania. Było to jedno z wielu myśli, które mogę poruszyć praktycznie przy każdej najmniejszej czynności, którą wykonuje codziennie, odruchowo mechanicznie. Wyprostowałam się, wracając do prostej siedzącej pozycji. Przede mną, nie było nic, tyko lekko zabrudzony śnieg. Lekko czerwona plama, wyróżniająca się wokoło białego otoczenia. Popatrzyłam w stronę, gdzie skupiał swój wzrok biały basior. Nie było tam nic szczególnego, co by przykuło większą uwagę, typowego wilka. Na horyzoncie można było tylko dostrzec, zarys majestatycznych gór, które teraz wydawało by się, że są mniejsze od nas. Ogromny las, z potężnymi drzewami, wydawał się być cienkim sznurem, który oddziela białe niebo, z także białą ziemią, by się nie stały jednością.
Zimne powietrze, owiewało moją sierść, która była dość specyficzna pod względem kolorystycznym jak i dobraniem koloru moich tęczówek oczu. Czułam na sobie, jak powietrze delikatnie muska mój pysk, powodując jednocześnie uczucie, przyjemne lecz i bolesne jednocześnie. Wydawało by się, że delikatny wiatr, okazuje się niewidzialnym ostrzem, który subtelnie zadaje małe, lecz coraz częstsze rany.
Wdychałam tlen, czułam jak rozlewa się po moich płucach, powodując uczucie chłodu od wewnątrz mojego ciała.
Z zamyślenia wyrwał mnie głos Kastiel'a, który kątem swoich czerwonych oczy, spojrzał się na mnie. Czując na sobie jego wzrok, odruchowo także spojrzałam na niego, ten wymówił moje imię, chcąc bym skupiła na nim moją uwagę, więc tak zrobiłam, a on zapytał się.
- Chciałabyś wyruszyć ze mną na kilkotygodniową wyprawę? - zamrugałam, lekko zmieszana, czego jednak nie było po mnie widać. Miałam kamienny wyraz pyska jak i pusty wyraz oczu, jak zawsze. Lecz czułam jak w moich zielonych obojętnych oczach, pojawiła się iskierka zaintrygowania pytaniem. Spojrzałam znowu na horyzont, myśląc nad zadanym pytaniem. Nie miałam nic innego do roboty, wojny nie było więc wilk z moim stanowiskiem, do niczego się nie przydawał. Jedyne co robiłam całymi dniami, to leżałam w swojej jaskini, nie ruszając się. Nie ruszanie się w takiej temperaturze, było dość nie bezpieczne, gdyż mogło to doprowadzić do odmarznięcia kończyn, powodując iż najpewniej by obumarły. Gniły by, wyżerając każdą cząstkę mojego ciała, więc najpewniej musiała bym mieć je amputowane.
Znowu skierowałam wzrok na basiora, mówiąc.
- Czemu by nie. Jednak to chyba raczej ty powinieneś się zastanowić nad doborem towarzysza na wyprawę, która trwa kilka tygodni, jak to powiedziałeś. Czy nie obawiasz się brać na taką wyprawę wadery, która na pewno jest słabsza pod względem fizycznym od basiora, lecz już nawet pomijając to... Trochę mnie znasz, prawda? Nie obawiasz się brać ze sobą, osoby mojego pokroju? - zapytałam, kończąc moją wypowiedz. On spojrzał na mnie, marszcząc brwi.
- W jakim sensie: ''mojego pokroju''? - zapytał się. Bez zastanowienia się nad odpowiedzią, powiedziałam na jednym tchu, wymieniając moje główne wady, które są na tyle duże, że nie pozwalają na jakikolwiek kontakt między wilczy.
- Pusta, z nieobliczalnymi zachowaniami, pozbawioną empatii osobą, która posiada niepokojącą moc - grania na psychice innym - wymieniłam. Wszystkie te cechy, były niepokojące. Dla osób, które znałam kiedyś, byłam chodzącą kulą niebezpieczeństwa. Na wyprawę, się więc zgodziłam, lecz czy aby jest pewny swojego wyboru pod względem swojego towarzysza podróży? Mimo, iż każdy uważa, że nie mam uczuć, ja je posiadam... Nie było tego po mnie widać, lecz chciałam usłyszeć pocieszającą choć trochę odpowiedź, która by mnie pokrzepiła na moim lodowatym duchu.

<Kastiel? ''W końcu! (...) Jak ja się ciesze'', że ktoś mi w końcu odpisał XD>

Wyniki Konkursu!

 W I T A M
P O N O W N I E

Jako, że Reli nie a dostępu do internetu, to ja wybierałam prace...
Tak więc oczywiście muszę zaznaczyć, iż zwracałam uwagę tylko na treść, błędy miałam gdzieś... No chyba, że były dosyć mocno zauważalne.

3 MIEJSCE - 200 D, 50 tys pkt i Amulet Odpowiedzialności wędrują do... Leji!
2 MIEJSCE - 400 D, 100 tys pkt i Amulet Wieczności otrzymuje... Asami
1 MIEJSCE - 700 D, 200 tys pkt i Dar Od Bogów zdobyła... Xena!

Wolę być dla was szczera, więc bez obrazy Leja, twoje opko nie wpadło mi do gustu (każdy ma inny, nie bijcie!), jednakże miałam pewien dylemat pomiędzy Asami a Xeną... Więc zrobiła losowanie, bo nie chciało mi się nad tym rozmyślać xD

Życzę miłego łikendu i zachęcam was do dalszego pisania, trening czyni mistrza jak to mówią. I to jest prawda... Kiedyś pisałam coś w stylu... "Spojrzałam na błękitne niebo. Chmury zasłoniły błękitne niebo."... xD
Teraz się z siebie śmieje, ale dwa lata temu, uważałam te dwa zdania za ideał...

To kunic na dziś... Wybaczcie za lekkie opóźnienie i szczerość (czasem boli) :P Los kazał mi poczekać.


Od Xeny - Konkurs

 Obudziłam się o wschodzie. Słońce powoli wychodziło zza linii horyzontu. Rozprostowałam kości i udałam się w stronę Lodowej Polany oczekując jedynie spokoju. Co zastałam? Cholerne zamieszanie. Wilki biegały tam i z powrotem.
-Ej! Co wy wszyscy odwalacie?- zapytałam przebiegającego obok mnie wilka.
-Co ty nie słyszałaś?- samica wytrzeszczyła oczy i zwolniła tępo mówienia wypowiadając ostatnie słowo.
-Nie bardzo… Oświecisz mnie?- warknęłam.
-Nie powiem ci teraz… Spieszę się i to bardzo…- uciekła w głąb lasu oświetlonego pomarańczowo-różowymi promieniami powoli górującego obiektu. Słońce tego ranka było wyjątkowo piękne, wprawiające mnie w zadumę, zgadując, że nie tylko mnie, chociaż nie, teraz wszyscy byli zainteresowani czymś innym.
-Xena, Xena!- usłyszałam głos za sobą po czym gwałtownie odwróciłam się. Ujrzałam biegnącego w moja stronę Kastiela. Basior sprawiał wrażenie zestresowanego i spanikowanego. Podczas szybkiego biegu samiec potknął się o kamień. Zwinnie podniósł swoje ciało.
-Do jaskini Reliyon… Szybko- wydusił.
-Już biegnę- rzuciłam z pogardą.
-To poważne- naprawdę- zrobił smutne oczy- Chodzi o Reliyon
-Zapewne. Skoro mamy iść do jej jaskini, to oczywiście, że nie idziemy do Asami.
-Jesteś wrogo nastawiona- obraził się.
-Dobra idziemy, ale…
-Ale-zaciekawił się…
-Berek- wykrzyczałam trącając basiora przednią łapą. Nie miałam ochoty iść tam gdzie pozostałe wilki. Dlaczego? Bo są tam pozostałe wilki. Uczucie ścisku, braku oddechu. Wymyślenie tej zabawy było najlepszą decyzja jaką kiedykolwiek podjęłam, chyba. Jaki był tego cel? Zaprowadzić za sobą Kastiela z daleka od miejsca całej afery i oczywiście nie dać się złapać. Obudziłam w sobie dziki instynkt- nareszcie.
Byłam z siebie cholernie dumna. Jak mogłam wpaść na taki genialny pomysł. Chyba zmienię moje motto na: ‘Jak mnie widzisz to podejdź po autograf czy coś’.
-Jak tylko chcesz- ucieszył się i udał w pościg za mną.
Po 10 minutach bezsensownego biegania poczułam, że słabnę.
-Xena , chodźmy już do tej Reli.
No i znowu wpadłam na genialny pomysł. Postanowiłam wykorzystać moje zaburzenia odżywiania.
-Jestem głodna- oznajmiłam, rzeczywiście byłam głodna. Kastiel nie zaprzeczając udał się ze mną do mojego ulubionego miejsca jeżeli chodzi o polowanie. Udało mi się zdobyć dwa zające. Zjadłam jednego a następnego zostawiłam przyjacielowi, widać po nim było, że nie pojadł, ale nie bardzo miał ochotę jeść w tym momencie.
Potem poszło tylko z górki. Kompan zapomniał co mięliśmy zrobić- zresztą ja też . Usnęliśmy pod drzewem i spaliśmy tak do zachodu słońca, które z minuty na minutę coraz bardziej chowało się za horyzont.
Obudziłam się i zerknęłam na niebie.
-Jutro będzie pełnia- westchnęłam, a śpiący Kastiel gwałtownie się obudził.
-Zabiję cię. Wiedziałaś co zrobić, żebym zapomniał o alfie. Jesteś potworem!- pluł mi w prostu w pysk- Chciałem cię tylko poprosić o pomoc, ale ty jak zawsze masz wszystko w dupie. Myślałem, że zawsze wybierasz cudze szczęście, nie twoje! Jeżeli ona zdechnie to będzie to tylko i wyłącznie twoja wina, a ja poniosę karę. Karę w postaci wiecznego cierpienia.
Dopiero teraz zrozumiałam co zrobiłam, agorafobia wygrała z żelaznymi zasadami mojej mamy. To było wystarczającym ciosem dla samej siebie. Kastiel odwrócił się i pobiegł przed siebie. Przełknęłam ślinę i czując palący ból u przełyku pobiegłam za nim.
Około północy zgromadzenie delikatnie zmalało. Udało mi się go ujrzeć… Siedział przy Reliyon. Nie myślałam wtedy o niczym, przepchnęłam się pomiędzy gapiącym się basiorami i waderami tym samym wyróżniając się z tłumu. Okropne uczucie. Podczas gdy alfa ociężałym ruchem spróbowała się podnieść.
-Przepraszam was- odetchnęłam- Zostały mi nie całe trzy doby- spuściła głowę sprawiając wrażenie bezradnej.
-Nie da się na to zaradzić?- jakiś głos wydostał się z silnego uścisku tłumu.
-Jest pewna roślina, ale jest zdecydowanie za daleko stąd. Poza tym droga jest zbyt niebezpieczna, wy wiecie jak bardzo bardzo niebezpieczna. Nie chcę, aby zdrowy wilk rzucił się na śmierć za… tak naprawdę martwego wilka.
-Wszyscy jesteśmy martwi- rzuciłam- Martwi od dnia narodzin. Nie obchodzi nas krzywda innych, mimo, to staramy się wszystkim wmówić, że jest inaczej.
Ludzie zginęli z własnego życzenie, a my? My tez tak zginiemy, nie dlatego, że ludzie zaczęli erę wiecznego mrozu, tylko dlatego, że nie obchodzą nas inni. Jesteśmy martwi jak noc i sen. Zadajcie sobie pytanie. Czy straciliście kiedykolwiek kogoś, KOGOŚ, a nie COŚ rzeczy materialne nie mają znaczenia jedyne co zostaje na zawsze to wspomnienia, a stworzenia tylko im towarzyszą. Ile razy chciało się nam płakać. Ile razy?! A ile razy ktoś chciał przez was płakać? Tego już nie wiemy, i nigdy się nie dowiemy, bo jesteśmy martwi. CHOLERA MARTWI!- wykrzyczałam. Reliyon otarła łzy. Wadery spuściły głowy na dół, a basior ugięły łapy- Zginę, wszyscy zginiemy, ale ja nie chce ginąć ze starości ja chcę pomóc. ZGŁASZAM SIĘ NA OCHOTNIKA!
-Xena, ty nie możesz!- Kastiel tupnął łapą o kamienna posadzkę jaskini.
-Szczerze? Nie obchodzi mnie to, jutro o wschodzie wyruszam
-Xena, nie musisz tego robić.
-Nie muszę, ale chcę- odwróciłam się i ze łzami w oczach pobiegłam w stronę Lodowej Polany.
-Martwi nie płaczą- usłyszałam znajmy głos.
-Obawiam się, że się mylisz, płaczą  za często.
-Idę z tobą- dotknął mnie łapą- Powinnaś się położyć- po tych słowach otrząsnął się ze śniegu i podszedł w stronę swojej nory.
-Aha i…- zawrócił- Łzy to oznaka słabości- uniósł kącik ust, po czym wrócił do poprzedniej czynności.
Nastał ranek  gdy doszłam do miejsca zamieszkania alfy, towarzysz już na mnie czekał, w jego torbie znajdowało się parę zajęcy. Alfa stała podtrzymywana przez dwie wysokie wadery. Kiwnęłam głową na znam wyruszenia w podróż i skierowałam się na północy-wschód. Na początku trasy panowała błoga cisza, wiatr nie oszczędzał sile, ale byłam tak zdeterminowana, że nie czułam jego możliwości. Kastiel zakrył się swoimi ogonami- ja nie miałam się czym przykryć. Głupio mi było poprosić o chociaż przytulenie, trzęsłam się z zimna. Nie zwracał na mnie uwagi- to w sumie dobrze.
Po godzinie intensywnego chodu zatrzymałam się i spuściłam głową.
-Kastiel, nie mam siły iść dalej, musimy odpocząć- mówiłam to z wyjątkowym smutkiem, ze względu na to, że miałam dać rady i wytrzymać wszystko.
-Śnieg jest za zimny, nie możesz się na nim położyć, chodź poszukamy najbliższej jaskini- uśmiechnął się biorąc mnie na swój grzbiet.
-Przeszkadzam ci- stwierdziłam
-Może trochę- spodziewałam się takiej odpowiedzi- Ale gdybym nie wiedział, że tak będzie nie poszedłbym. Ty potrzebujesz mnie, ja potrzebuje ciebie- rozpromienił się
Do zachodu słońca mówił do mnie, chciał żebym wiedziała, że jest przy mnie- to było czuć. Pięliśmy się coraz to wyżej i wyżej, aż w pewnym momencie poczułam się nieswojo. Doznałam wtedy uczucia- niezapomnianego uczucia, w negatywnym tego słowa znaczeniu. Tysiące par oczu wpatrywało się we mnie jak w najgorszym koszmarze.
-Nie czuję się bezpiecznie.
-Musimy być cicho- szepnął.
-Ale… ale- zaczęłam
-Ciii…
-Kastiel!- wykrzyczałam.
-Zamknij się proszę!- krzyknął zdenerwowany.
-Jest pełnia- zdążyłam wydusić, gdy razem skierowaliśmy nasze głowy w stronę księżyca. Nagle usłyszeliśmy innego, kolejnego, kolejnego, a następnie całe stado. Udało mi się wyrwać z zadumy księżyca.
-Kastiel!- próbowałam przywrócić go do normalnego funkcjonowania.- Zabiją nas, rozumiesz, musimy uciekać- ten nawet na mnie nie zerknął. Stres był coraz większy. Wzrastał razem z paniką. Wzięłam rozmach i z w miarę opanowaną siłą drapnęłam udo samca, starając się ominąć wszystkie ważne tkanki.
-Odwaliło ci!- uniósł się
-Uciekajmy! Zabiją nas!
-Podobno jesteś już martwa!
-To nie jest odpowiedni moment na droczenie się.
-O nie! Teraz jest odpowiedni. Powiem ci coś jesteś chora psychicznie, masz urojenia, masz urojenia- łzy napływały mi do oczu.- Słyszysz głosy, widzisz martwych, czy tego chciała twoja matka?!
-Zostaw do cholery temat mojej mamy!- przełknęłam ślinę
-CZY ONA CHCIAŁABY, ŻEBY JEJ CÓRKA BYŁA NAWIEDZONA?!
-Nie jestem nawiedzona, ja mam uczucia!- wybuchłam, szybko odwróciłam się i zaczęłam biec, starałam się zgubić watahę, chociaż wiedziałam, że to nie możliwe, dzięki ich zmysłom mogliby mnie z łatwością odnaleźć.
-Znajdę cię Xena!- Kastiel krzyknął na pożegnanie. Potem słychać było tylko piski, które mobilizowały mnie do dalszego i szybszego biegu.
Dotarłam wysoko, za wysoko do miejsca, magicznego. Kilka razy okrążyłam teren i to wystarczyło, żeby określić historię tego miejsca.  Nieliczne ślady łap odpitych na śniegu wskazywały na pobyt tylko jednego wilka- samotnika. Sądząc po ich wielkości byłą to wadera. Polana okazywała spokój, niezmierny spokój. Nagle usłyszałam kroki. Ugięłam łapy i już chciałam się odwrócić gdy usłyszałam:
-Nawet się nie drgnij!
-Nic ci nie zrobię!- nie bałam się tego wilka, coś mnie do niego ciągnęło. Powoli wykonałam- wbrew woli wader spokojny ruch. Gwałtownie moje źrenice się pomniejszyły, a do oczy napłynęły łzy.
-Blusij…- moje tętno przyśpieszyło. Brałam głębokie i rzadkie wdechy.
-Siostro, co ty tu robisz?- zapytała
-Szukam takiej rośliny, która wyleczy alfę w mojej watasze.
-Wiem, o co ci chodzi… Pozwól, że zaprowadzę cię tam.
Droga była krótka, ale w trakcie jej pokonywanie udało nam się poruszyć wszystkie tematy i wszystko sobie wyjaśnić.
-Nie zmieniłaś się ani trochę, nadal te same oczy mamy, zawsze ci ich zazdrościłam- oznajmiła- …To tutaj- wskazała łapą grządkę z trzema kwiatami.
-Jest ich mało-przełknęłam ślinę
-Nie martw się, za niedługo powinny wyrosnąć nowe, a teraz weź ile potrzebujesz
Schyliłam łeb i wyrwałam jednego kwiatka. Głos kazał mi wziąć drugiego, coś jeszcze skłaniało mnie do zrobienia tego, dlatego tak postąpiłam.
-Rano muszę wyruszyć, alfie nie zostało dużo czasu. Prześpię się i z samego rana wyruszę- mówiłam to wszystko z wielkim trudem, widziałam siostrę pierwszy raz od roku, pierwszy raz od roku. Kiedyś była mi taka bliska.
-Rozumiem cię w pełni, przynajmniej się znowu zobaczyłyśmy, a teraz chodź, idziemy spać.
Wygodnie ułożyłam się do snu, chwilę walczyłam z nim próbując rozmawiać z siostrą jak najwięcej, ale nic z tego.
Następnego dnia Blusij obudziła mnie. Wyciągnęłam nogi i ospale podniosłam się. Ziewnęłam, a łzy naleciały mi do oczu, to już koniec, już nie będzie drugiego razu.
-Chcę wrócić do domu- jąkałam się, a krople wody leciały z moich oczu.
-Nie chcesz wrócić, nie ma tam wiele dobra, za dużo alf dopuszczona do władzy, już nie jest tak jak było wcześniej… A…a…- zawahała się
-Tak?
-Mama… Zabili ją- przygryzła wargi
Przez chwilę miałam ciemno przed oczami, rozglądnęłam się dookoła siebie i wybuchłam głośnym szlochem. Śmierć rozrywała mnie od środka.
-Zabij mnie! Zabij! – krzyczałam
-Pamiętasz balladę o dwóch siostrach?- siostra spojrzała na niebo-Były dwie siostry: Noc i Śmierć
-Śmierć większa, a Noc mniejsza…
-Noc była piękna jak sen, a śmierć…
-Śmierć była jeszcze piękniejsza… Przyjdę tu jeszcze zobaczysz, wtedy nie będzie za późno, żeby cokolwiek zmienić.
-Czekam na ciebie siostro, niech szczęście ci sprzyja.
-Wszystko co było we mnie wygasło.
Droga powrotna była nudna, nuda, nuda, jak ja, miałam po co przyszłam, miałam, miałam, pod koniec drogi zakrwawiony Kastiel dołączył do mnie.
-Wtedy chciałem, żebyś uciekała, nie zostawiłabyś mnie, chciałem cię chronić, przepraszam- tłumaczył się, a ja nadal szłam przed siebie nie okazując nic.
Po dotarciu do watahy przekazałam roślinę Reliyon, okrzyknięto mnie ‘Żywą’, ale co to dało? Umierałam od środka, nie mogłam pogodzić się ze śmiercią matki i poddałam się. Drugą rośliną wyleczyłam rany Kastiela.
Czy opłaca się robić coś dla innych bez żadnego zysku? Tak.
A ty co byś zrobił?

Od Ririn Do Yuki'ego

 Przez całe te szukanie Yukio myślałam ,że nos mi zamrozi. Czemu ten idiota mieszka na lodowej górze?. A zresztą musiałam tylko sprawdzić czy "Białemu Księciu" nic nie jest. Ale bardziej zastanawiałam się nad dziwnym wiatrem....
Gdy byłam prawie na górze próbując nie spaść zauważyłam kątem oka białego basiora jak się odwraca. A gdy już się wdrapałam mruknęłam do siebie.
- Już nigdy więcej nie włażę na taką górę. - pacnęłam na miękki śnieg głośno dysząc ze zmęczenia.
Spojrzałam na basiora który akurat wchodził do jaskini. Zdziwiłam się trochę ,że ma mnie gdzieś i sądziłam, że usłyszę jakiś tekst typu: "Po jakiego grzyba tu przylazłaś?" Czy coś w tym stylu.
- No fajnie, a ja chciałam mu ratować tyłek przed Kosiarzem. - powiedziałam.

?Yukio?

Od Michaeli

 Otwierając oczy, ujrzałam przed sobą błękitną taflę lekko zamarzniętego jeziora. Nie wiem, skąd się tu wzięłam, i nie wiem, dlaczego tu jestem. Ja nawet nie wiem co to za miejsce! Ehh, mniejsza z tym.
Powoli wstając, otrzepałam się ze świeżego śniegu. Chciałabym wiedzieć jak to było kiedyś... Kiedy były cztery pory roku, kiedy dni były dosyć długie i ciepłe, kiedy to po ziemi stąpali jeszcze ludzie. Ostatnio, przechodziłam koło miasta ruin. Wszystko było zaśnieżone, budynki porozwalane. Jak na moje jakże cudowne oko #taskromnosc, to wszystko miało coś w sobie... Niesamowitego. Żyjemy w teraźniejszości, a co jest naszą przeszłością? Mało kto o niej pamięta. Ja mam tylko trzy lata, widziałam człowieka jeden jedyny raz w całym swoim krótkim życiu i muszę przyznać... Dziwniejszej istoty nie widziałam... No może prócz Wyklętych, ale mniejsza o nich.
Delikatnie położyłam swoją chudą łapę na jeziorku. Lód - którego prawie w ogóle nie dało się nazwać lodem - w mgnieniu oka pękł. Schyliłam się, by napić się wody. Od razu po pierwszym łyku poczułam przyjemne zimno w okolicach przełyku i żołądka. To mnie w pewnym sensie... Uspokajało? Nom... Można tak to nazwać.
Następną czynnością, którą zrobiłam po przebudzeniu, było pokazanie swojego długiego kręgosłupa, który jest z lekka krzywawy, ale mniejsza z tym.
 - Nic mi się nie chcę - mruknęłam sama do siebie, opadając bezwładnie na ziemię. Mnie się naprawdę nic nie chciało, nawet kiwnąć łapą. To było zbyt męczące. Zbyt męczące dla osoby mojego pokroju. Czyli mnie!
Przewróciłam się na plecy i spojrzałam w niebo.

< Jakiś basior? :3 Wznawiamy aktywność! Nał >

Od Kastiel'a Do Asami

 Z westchnieniem spojrzałem na Asami.
 - Już jadłem - podsunąłem jej pod nos połowę renifera, którego zostawiłem dla Tear'a. Miał on przyjść za jakieś dwie godziny, ale jakoś się nie śpieszył z tego co wiem. - Jeśli jesteś głodna, to możesz go zjeść.
 - Dzięki - uniosła lekko kąciki ust do góry i zaczęła pałaszować mięso zwierzęcia. Ja w tym czasie ponownie spojrzałem na horyzont. Moje plany na dziś się zmieniły. Miałem wyruszyć na kilka tygodni poza tereny watahy na zwiady, ale skoro Asami postanowiła mi towarzyszyć, tego jednak nie zrobię. Nie ma to jak odkładać na następne dni obowiązki. Gdyby Relijyon dowiedziała się, co zamierzam teraz zrobić, powiedziałaby mi, że jestem leniem i że przytyje. Tear oczywiście by się z niej śmiał, jak to on ma w zwyczaju, a ja... Siedziałbym i czekał aż skończy swoje przemówienie, oczywiście skończy je tym zdaniem: "A teraz idziemy na wycieczkę, bo jestem głodna.". Zawsze tak jest... No w każdym razie przez ten rok, w którym musiałam ją znosić (i prawdopodobnie będę ją znosił do końca moich dni) tak było.
Serek nam kiedyś mówił, że cudownie wyglądamy jako para, lecz... Ja zacząłem się śmiać, a Rey próbowała go udusić. Bo ona jak to ona... Mówi że widzi siebie samą do końca życia, lecz ja wiem swoje. Ma kogoś na oku, ale nie powiem kto to jest. Przyjacielska Solidarność, myślę, że wiecie o co chodzi.
Właśnie wpadłem na cudowny pomysł.
 - Asami? - zerknąłem kątem oka na waderę. - Chciałabyś wyruszyć ze mną na kilkotygodniową wyprawę?

< Asami? W końcu! Weno, jak ja się cieszę, że wróciłaś! >

Od Yuki'ego Do Ririn

 Obudziłem się. Ile spałem? Nie wiem. Ale poczułem się bardzo słaby. To głód. Ale to minie. Wstałem powoli i kichnąłem. Ehh, szkoda, że ludzie już nie żyją- pomyślałem zmierzając do wyjścia. Poczułem dość silny wiatr. Byłem na zewnątrz. -Witaj Yukio- usłyszałem głos znajomego Pieśca.-Witaj Ek- Pieśce z gór zawsze miały dziwne, dwuliterowe imiona. Ble.-Wyglądasz słabo- stwierdził przyglądając mi się uważnie.-Nie mam siły... nie jadłem nic od kilku dni.-Mogę coś dla Ciebie upolować!-Nie musisz...-To dwa zające. Będę mógł spać za to dzisiaj przy źródle?-....no dobra, niech będzie. Uczciwy deal.-No, jak 2x2=4!- stwierdził.-Yhm. Tylko nie mów nikomu, jasne?-Jasne, mordka w kubeł- zaczął zdrapywać się z góry zadowolony. Pieśce górskie charakteryzowały się porządniejszą budową od zwykłych pieśców, a także, przyzwyczajone do trudu życia w górach zwykły oddawać przysługę za przysługę. Są jednak równie bystre i przyjazne. Uśmiechnąłem się zadowolony z naszej umowy i liznąłem śniegu. Zmarszczyłem się. Ma metaliczny, ochydny posmak. Już miałem się zawracać, by móc napić się czystej wody ze źródła ale ujrzałem... wdrapującą się na górę wilczycę. Cholera. Oszalała. Patrzyłem tylko, czy przypadkiem nie spada, ale gdy dotarła na górę po prostu odwróciłem się i wróciłem do groty.

<Ririn?>

Od Ririn Do Yuki'ego

 Powoli otworzyłam oczy. Wszystko wydawało mi się szaro-białe. Może dlatego, że jestem w krainie skutą lodem? A zresztą tak mnie głowa bolała że nie miałam czasu się nad tym zastanawiać.
Pomasowałam się w głowę i od razu poczułam nieduży guz.
- Ale się narobiło - mruknąłem wstając.
Zdziwiłam się jednak że nie doznałam żadnych obrażeń. No może poza całym obolałym bokiem którym przygrzmociłam w skałę.
- Coś czuję że potem będę miała zakwasy.
Jednak w tym wszystkim czegoś tu brakowało. Omiotłam wzrokiem cały teren.
Po chwili dotarły do mnie wszystkie wspomnienia.
- Chwila ale gdzie jest...
Nagle poczułam zimny wiatr, ale tylko przez chwile. Nie, to nie był wiatr. Już takie coś kiedyś czułam. Usiadłam na puchatym śniegu próbując sobie rzypomniec to wspomnienie. Jedno wiedziałam na pewno, że to coś jest ze świata podobnego do Eteru. Nie pasowało mi to. Jeśli to Kosiaż albo inny stwór może być nieciekawie. Najpierw musiałam znaleźć tego basiora a potem iść do Eteru zbadać całą tą dziwną sprawę....

? Yuki o?

Od Yuki'ego Do Ririn

 Aka zatrzymała mnie i wstałem spokojnie. Poprosiłem Boo, by wyleczył wilczycę. Duszek owinął się wokół niej i zaczął regenerację. Usiadłem obok Ririn. Była nieprzytomna i zimna, a z jej pyszczka leciała krew.
-I było się tak rzucać?- Spytałem i spuściłem głowę zrezygnowany.
-Boo, skoro już uratowałeś jej kruche życie to obudź ją, ale dopiero jak stąd trochę odejdę- kichnąłem- Niech trzyma się ode mnie z daleka.
Duchy nigdy mi nie przytakują, ani nie zmieniają wyrazu... twarzy. Mają kształt kul z ogonkiem, kolor jakby... mgły i dwoje pustych oczu. Nie odzywają się. Ale wiem, że rozumieją co do nich mówię. To moi jedyni przyjaciele... ruszyłem w stronę mojej groty. Dziś zostanę głodny. Mam ochotę spać. Nie wygląda na to, by śnieg miał zacząć padać, więc niestety nie przykryje śladów moich łap. Mam jednak nadzieję, że Ririn pomyśli, że uciekłem i wróci do domu. Powoli wdrapywałem się na górę. Tutaj wiatr wieje mocniej, więc przymykam oczy. U mojego boku pojawił się Boo.
-I jak?- spytałem. Jadnak odpowiedź jak zawsze nie nastąpiła.
-Dzięki- dodałem. Wiedziałem, że zrobił to, co do niego należy. Wszedłem do groty i ruszyłem wgłąb. Tutaj, pod wpływem niżej położonych ciepłych źródeł, panująca temperatura była bardzo miła. Położyłem się na przygotowanym wcześniej legowisku i zamknąłem oczy pogrążając się w śnie. Dobranoc Ako, Kamo i Boo.

<Ririn?>

Podsumowanie Miesięcy - Kwiecień, Maj

H E L O U

Witam was ludki, i coś ostatnio widzę, że aktywność spadła ;-;
Postaramy się to poprawić!

Tak wiec, to o czym chcę wam powiedzieć to...
Każdy z waszych wilków starzeje się o rok i dostaje 10 tys punktów i  50 D

Asami - 3 lata, 67 940 pkt, 544 D, 12 opowiadań
Ashton - 4 lata, 14 315 pkt, 70 D, 4 opowiadania
Ayoko - 5 lat, 11 490 pkt, 59 D, 3 opowiadania
Glenn - 3 lata, 13 185 pkt, 63 D, 3 opowiadania
Kastiel - 4 lata, 719 055 pkt,  82 D, 6 opowiadań
Leja - 3 lata, 32 630 pkt, 460 D, 11 opowiadań
Megami - 4 lata, 10 000 pkt, 50 D, 0 opowiadań
Michaela - 3 lata, 1 250 pkt, 55 D, 1 opowiadanie
Nerka - 16 lat, 10 000 pkt, 50 D, 0 opowiadań
Relijyon - 3 lata, 1 018 885 pkt, 95 D, 6 opowiadań
Ririn - 4 lata, 15 935 pkt, 81 D, 8 opowiadań
Rivaille - 5 lat, 11 600 pkt, 56 D, 2 opowiadania
Shinigami - 16 lat, 12 885 pkt, 61 D, 1 opowiadanie
Shiren - 6 lat, 11 520 pkt, 56 D, 1 opowiadanie
Sophia - 4 lata, 10 785 pkt, 53 D, 1 opowiadanie
Szeylen - 3 lata, 17 440 pkt, 179 D, 9 opowiadań
Xena - 3 lata, 10 680 pkt, 52 D, 1 opowiadanie
Xevertis - 4 lata 22 215 pkt, 98 D, 3 opowiadania
Youkami - 3 lata, 11 455 pkt, 55 D, 3 opowiadania
Yukio - 3 lata, 24 075 pkt, 218 D, 5 opowiadań
Zayan - 4 lata, 18 280 pkt, 415 D, 9 opowiadań

Legenda:
Zwykły tekst - bezpieczne
Pogrubione - prosimy zwiększyć aktywność
Podkreślone - prosimy do 12 czerwca napisać opowiadanie
Pochylone - nieobecni

Od Asami Do Kastiel'a

 Leniwie się przeciągłam, otwierając jednocześnie oczy. Leżałam centralnie w wejściu do mojej jaskini, więc na łapach miałam cienką warstwę śniegu. Podniosłam się, jednocześnie wytrzepując się z kropelek wody, które utworzył topiący się śnieg ma mojej sierści. Gdybym to tak zostawiła, zamarzła by mi sierść, co nie jest ciekawym doświadczeniem. Moje zielone oczy bacznie obserwowały biały, monotonny widok. Podniosłam wzrok ku górze. Słońce było w zenicie a na niebie nie było ani jednej małej chmurki. Czyżby zbliżało się ocieplenie? Jeżeli tak, można liczyć na sporą ilość karibu, które chętnie jedzą trawę, która pokazała się z pod grubej warstwy puchu. Ile to już nikt mnie nie widział? Cztery, pięć dni? Może dłużej? Powinnam się ruszyć i pójść z kimś porozmawiać.
Ruszyłam w stronę głównej polany, na której najczęściej można kogoś spotkać.
Po jakieś godzinie, byłam już na miejscu, gdyż moja jaskinia jest położona najdalej od kogokolwiek. Gdy weszłam na białą polanę, nie widziałam nikogo, oprócz białej, zlewającej się z śniegiem, sylwetki. Choć była daleko widziałam, jak mierzył mnie swoim czerwonym wzrokiem. Podeszłam bliżej, i ową sylwetką okazała się nasza Gamma, Kastiel. Siedział sam. Podeszłam do niego bez słowa i usiadłam obok niego. Mimo iż jestem wysoką wilczycą, wilk był ode mnie wyższy o parę centymetrów.
- Dawno cię nie widziałem - Zaczął pierwszy rozmowę. Nie patrzył się na mnie, lecz tylko przed siebie. Przed nami nie było ciekawego widoku. Jedynie biały śnieg i pojedyncze ciemne drzewa lub krzaki. A w oddali góry.
- Owszem. A ty czemu sam? - Odparłam. Kątem oka dostrzegłam jak kącik jego ust, ledwo widocznie się podnosi w lekkim uśmiechu.
- Nie mam nic do roboty - odparł. Cóż, Alpha była zdrowa więc wszystkim zażądzała.
- Jeżeli chcesz, możemy iść na spacer a potem na polowanie, gdyż dawno nic nie jadłam - zaproponowałam. Popatrzyłam na niego swoimi zielonymi oczami, czekając na odpowiedź.

Kastiel? Wybacz za marną długość (brak weny) i liczne błędy (pisanie na telefonie xd)

Od Ayoko

 Dobrze, że zabiłyśmy tego zwierza, bo wyglądał okropnie, mam nadzieję, że inne zwierzęta z tych terenów wyglądają trochę normalniej.
-Masz rację-odpowiedziałam. Choć trochę zdziwiło mnie to, że Szeylen sama do siebie powiedziała ,,Przymknij się!" Ale jeśli lubi rozmawiać ze sobą, to jej nie zabronię.Pomyślałam, że skoro to jest wataha jak każda inna, powinny być tu jaskinie. Bo przecież muszę gdzieś spać, a robi się ciemno.
-Są na waszych terenach jakieś jaskinie, bo chyba nie śpicie pod gołym niebem?
-Jest jeszcze parę wolnych jaskiń. Wybierzesz sobie jakąś-powiedziała i zaprowadziła mnie do jednej z jaskiń.
-Wow...-odparłam zachwycona wchodząc w głąb groty.
-Podoba ci się, co?-odparła Szeylen
-Jasne...
-Ok...To ja już się żegnam, a ty się rozgość-powiedziała i wyszła.
Niedługo po tym, jak wadera opuściła moje nowe mieszkanie, zobaczyłam, że zaczyna się ściemniać. Nic dziwnego, przecież każdy dzień ma swój początek i koniec. Dość zmęczona całym dniem, położyłam się pod drzewem i po chwili zasnęłam.

KONIEC
© Agata | WioskaSzablonów | x.