Od Asami Do Kastiel'a

 Kastiel i tak już rozgniewany, posadził fretkę na grzbiecie. On nadal lekko roztrzęsiony podniósł swój łepek chcąc zerknąć na otoczenie, co wydawało mi się idealną okazją by go przestraszyć. Lekko zwolniłam po czym gdy Serek, odwracał głowę w moim kierunku ja kłapnęłam mu zębami prosto przed oczami. Wydał z siebie nie naturalnie głośny pisk, który był piekłem dla naszych delikatnych wilczych uszu. Krzyknęłam więc.
- Zamknij papę! - warknęłam jednocześnie, jednak nie mogłam powstrzymać chichotu, który przez parę sekund dusiłam już w sobie. Fretka zrobiła w tamtej chwili taką przerażoną minę, że wydawało mi się, że za chwile zdechnie ze strachu. Parsknęłam śmiechem gdy Serek sam w sobie dygotał z przerażenia na plecach wilczura i wydawał z siebie dźwięk, jaki bym zatwierdziła do płaczu i szlochania. Wydawało mi się, że jego strach jest wyjątkowo zabawny a w jego aktualnej formie z zapłakanymi oczkami wyglądał wyjątkowo komicznie.
- Dobra, skończ bo za chwilę zejdzie i będziemy mieli tu trupa - powiedział Kastiel poważnym tonem głosu, lecz mimo tego na pysku miał prawie niezauważalny uśmiech z rozbawienia. Parsknęłam po raz ostatni śmiechem po czym zamilkłam.
Przez połowę drogi rozmawialiśmy o tym co Kastiel musi zrobić. Dowiedziałam się, że jego zadaniem jest przegonienie Wyklętych z wschodniej granicy naszej watahy. ''Parszywe bydło, które nie ma prawa istnieć na tym świecie'' - jak to podsumował w pewnym momencie basior, z czym całkowicie się zgodziłam. Jednakże gdy o Wyklętych usłyszał Serek, znowu pisnął po czym krzyknął.
- Ale to to samo co Lethal! Te same parszywe istoty! - wrzasnął na całą ta lodową pustynie. Warknęłam teraz jeszcze głośniej do czego dołączył się Kastiel. Nachyliłam się nad grzbietem basiora, jednocześnie nad fretką.
- Mam ci odgryźć łeb, roztrzaskać go, wypluć go, po czym wypruć ci flaki i zostawić tak zmasakrowane ciało na po żarcie Wyklętych? - warknęłam pokazując zęby, jednak dodałam po chwili zamysłu - Ah, odgryzę ci jeszcze tylną łapkę na szczęście, bo przydało by się nam bo jeżeli się nie zamkniesz i nadal będziesz się tak darł to zlecą się te parszywe istoty jakimi są Wyklęci - powiedziałam na jednym wydechu, lekko przerażającym tonem głosu nadal warcząc na małą skulona postać, na plecach basiora. Prychnęłam na niego, po czym wróciłam do normalnego tępa, idąc równo z basiorem, który zerknął teraz na mnie i powiedział.
- Czasami jesteś przerażająca - podsumował. Nie zwróciłam uwagi na jego słowa, i nie wiedziałam czy odebrać to jako upomnienie czy zwykły wyraz jego opinii. Jednakże mimo, że może miał o mnie tak nie pochlebną opinie nie obchodziła mnie. Nigdy nie liczyłam się ze zdaniem innych więc i teraz nie będę.
***
Słońce zaczęło schodzić wolno ku zachodowi i uznaliśmy jednogłośnie z basiorem, że będzie to odpowiedni czas na odpoczynek. Tchórzofretkę postawiliśmy na ziemi, która i tak po kilku minutach wyrażania swojego wiecznie niezadowolonego zdania, że jej zimno, że ciemno będzie, że tak mnie nie lubi - w końcu poszła spać. Kastiel rozpalił ognień i podtrzymywał go. On pierwszy zaczął wartę za co byłam, można by chyba powiedzieć, że byłam wdzięczna gdyż moje mięśnie domagały się chociaż minimalnego odpoczynku.
Kastielowi nie była jednak dana spokojna warta a mi sen. Po zaledwie dwóch godzinach do naszych uszu dobiegły niepokojące dźwięki na które obudził mnie basior. Fretka mimo ich dalej twardo spała.
Basior sprawił, że ognisko buchnęło i stało się naprawdę duże, oświetlając minimalnie otoczenie. Nasz wzrok spoczął na miejscu gdzie można było dostrzec co najmniej cztery pary wielkich czerwonych ślepi jak i groźnych warknięć z tamtego miejsca. Na naszych grzbietach zjeżyła nam się sierść.

Kastiel? XD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WioskaSzablonów | x.