Pitu Pitu o Niczym...

C Z E Ś Ć  L U D K I

Z przykrością informujemy iż... Zawieszamy bloga.
Powody są różne.
Nie wiem, czy będę chciała jeszcze wrócić do pisania opowiadań. No... Kobiety zmienne są. Jeśli chodzi o drugą administratorkę, to ta nadal będzie tworzyć te swoje cudowne teksty i możliwe, że za kilka miesięcy otworzy bloga z powrotem (w co wątpię, bo jest strasznie leniwa).

Dziękujemy za wspólnie spędzony czas i zachęcamy do dalszego rozwijania swoich pasji, bo naprawdę warto.

Pozdrawiamy
   Trafka&Lejek Company

Od Asami Do Kastiel'a

 Kastiel i tak już rozgniewany, posadził fretkę na grzbiecie. On nadal lekko roztrzęsiony podniósł swój łepek chcąc zerknąć na otoczenie, co wydawało mi się idealną okazją by go przestraszyć. Lekko zwolniłam po czym gdy Serek, odwracał głowę w moim kierunku ja kłapnęłam mu zębami prosto przed oczami. Wydał z siebie nie naturalnie głośny pisk, który był piekłem dla naszych delikatnych wilczych uszu. Krzyknęłam więc.
- Zamknij papę! - warknęłam jednocześnie, jednak nie mogłam powstrzymać chichotu, który przez parę sekund dusiłam już w sobie. Fretka zrobiła w tamtej chwili taką przerażoną minę, że wydawało mi się, że za chwile zdechnie ze strachu. Parsknęłam śmiechem gdy Serek sam w sobie dygotał z przerażenia na plecach wilczura i wydawał z siebie dźwięk, jaki bym zatwierdziła do płaczu i szlochania. Wydawało mi się, że jego strach jest wyjątkowo zabawny a w jego aktualnej formie z zapłakanymi oczkami wyglądał wyjątkowo komicznie.
- Dobra, skończ bo za chwilę zejdzie i będziemy mieli tu trupa - powiedział Kastiel poważnym tonem głosu, lecz mimo tego na pysku miał prawie niezauważalny uśmiech z rozbawienia. Parsknęłam po raz ostatni śmiechem po czym zamilkłam.
Przez połowę drogi rozmawialiśmy o tym co Kastiel musi zrobić. Dowiedziałam się, że jego zadaniem jest przegonienie Wyklętych z wschodniej granicy naszej watahy. ''Parszywe bydło, które nie ma prawa istnieć na tym świecie'' - jak to podsumował w pewnym momencie basior, z czym całkowicie się zgodziłam. Jednakże gdy o Wyklętych usłyszał Serek, znowu pisnął po czym krzyknął.
- Ale to to samo co Lethal! Te same parszywe istoty! - wrzasnął na całą ta lodową pustynie. Warknęłam teraz jeszcze głośniej do czego dołączył się Kastiel. Nachyliłam się nad grzbietem basiora, jednocześnie nad fretką.
- Mam ci odgryźć łeb, roztrzaskać go, wypluć go, po czym wypruć ci flaki i zostawić tak zmasakrowane ciało na po żarcie Wyklętych? - warknęłam pokazując zęby, jednak dodałam po chwili zamysłu - Ah, odgryzę ci jeszcze tylną łapkę na szczęście, bo przydało by się nam bo jeżeli się nie zamkniesz i nadal będziesz się tak darł to zlecą się te parszywe istoty jakimi są Wyklęci - powiedziałam na jednym wydechu, lekko przerażającym tonem głosu nadal warcząc na małą skulona postać, na plecach basiora. Prychnęłam na niego, po czym wróciłam do normalnego tępa, idąc równo z basiorem, który zerknął teraz na mnie i powiedział.
- Czasami jesteś przerażająca - podsumował. Nie zwróciłam uwagi na jego słowa, i nie wiedziałam czy odebrać to jako upomnienie czy zwykły wyraz jego opinii. Jednakże mimo, że może miał o mnie tak nie pochlebną opinie nie obchodziła mnie. Nigdy nie liczyłam się ze zdaniem innych więc i teraz nie będę.
***
Słońce zaczęło schodzić wolno ku zachodowi i uznaliśmy jednogłośnie z basiorem, że będzie to odpowiedni czas na odpoczynek. Tchórzofretkę postawiliśmy na ziemi, która i tak po kilku minutach wyrażania swojego wiecznie niezadowolonego zdania, że jej zimno, że ciemno będzie, że tak mnie nie lubi - w końcu poszła spać. Kastiel rozpalił ognień i podtrzymywał go. On pierwszy zaczął wartę za co byłam, można by chyba powiedzieć, że byłam wdzięczna gdyż moje mięśnie domagały się chociaż minimalnego odpoczynku.
Kastielowi nie była jednak dana spokojna warta a mi sen. Po zaledwie dwóch godzinach do naszych uszu dobiegły niepokojące dźwięki na które obudził mnie basior. Fretka mimo ich dalej twardo spała.
Basior sprawił, że ognisko buchnęło i stało się naprawdę duże, oświetlając minimalnie otoczenie. Nasz wzrok spoczął na miejscu gdzie można było dostrzec co najmniej cztery pary wielkich czerwonych ślepi jak i groźnych warknięć z tamtego miejsca. Na naszych grzbietach zjeżyła nam się sierść.

Kastiel? XD

Od Ayoko - Quest nr 4

 Obudziłam się tak jak zawsze o wczesnej porze, nie mając co robić wyszłam z jaskini, może pójdę na polowanie czy coś. Wyszłam i już miałam zacząć kierować się do lasu, kiedy podeszła do mnie Alfa.
-Ayoko, mogę cię o coś poprosić?-zapytała
Czego ona chce? Ok, i tak nie mam nic ciekawszego do roboty.
-Tak, co co chodzi?-odpowiedziałam
-Naszej medyczka potrzebuje pewnych ziół które rosną tylko w górach, chciałam się zapytać, czy mogłabyś się po nie wybrać?
Zastanowiłam się przez chwilę, podróż w góry może zająć kilka dni.Dobra...Zrobię to.
-Dobrze-zgodziłam się, i w tej samej chwili zaczęłam się zastanawiać czy nie będę żałować tej decyzji,ale i tak nie miałam już wyjścia, zgodziłam się.
Alfa udzieliła mi instrukcji jak wyglądają rośliny, i tak najpierw udałam się na to polowanie, a gdy tak jadłam swoją zdobycz, uznałam, że wyruszę jutro.W końcu nikt nie powiedział że muszę iść dzisiaj.Po całym dniu pełnym rozmyślań czy dobrze zrobiłam zgadzając się na tę wyprawę poszłam spać, aby być wypoczętym na jutro. Nie musiałam się pakować, bo i tak nie posiadam żadnych broni ani czegoś w tym stylu.Wystarczają mi moje kły i pazury.Następnego ranka po tym, jak znów coś zjadłam udałam się na poszukiwanie tej zielenizny dla medyczki. Szłam po górach rozglądając się za ziołami. Po czterech godzinach miałam już trochę dość,aż tak ciężko znaleźć jakieś zielsko?Ciągle się za nim rozglądając, zauważyłam że słońce zachodzi. Już? Ok, najwidoczniej moja wyprawa się przedłuży. Zaczęłam szukać jakiegoś schronienia,na szczęście znalazłam jakąś pustą jaskinię i poszłam spać.
Kolejnego dnia, zjadłam jakiegoś zająca na śniadanie i marszem ruszyłam dalej. Okropnie się nudziłam, piękne widoki nie wystarczały mi za rozrywkę. Idąc z opuszczoną głową i nucąc jakąś piosenkę usłyszałam warknięcie. Pewnie jakiś wilk, pogadam z nim i po sprawie. Nie miałam racji, podniosłam łeb a moim oczom ukazał się wyklęty.Wystraszyłam się jak głupia, lecz po chwili się opanowałam. Stanęłam gotowa do ataku, gdy bestia rzuciła się na mnie, walczyłam na śmierć i życie. Wilk, choć nie wiem czy mogę wilkiem to nazwać, gryzł mnie próbując sięgnąć szyi, a ja robiłam wszystko żeby go zrzucić, nawet nie musiałabym go zabijać, wystarczyłoby mi ogłuszyć potwora i zwiać.Po chwili to ja byłam na górze, ale nie na długo, gdyż wyklęty mnie zrzucił.Uderzyłam o jakiś kamień i zemdlałam, mając nadzieję, że mnie nie zabije.
Obudziłam się w jaskini medyczki.Jestem w Domen Glace, na szczęście,tylko kto mnie uratował? Mniejsza, ważne, że żyję. Chciałam odezwać się do medyczki by zapytać, co się stało, ale zwymiotowałam krwią.Wystraszyłam się, a medyczka wytłumaczyła mi, że zostałam pogryziona przez wyklętego. Nie...Wszystko, tylko nie to...Wadera powiedziała mi, że muszę zostać to na kilka dni, a ona postara się zrobić wszystko, żebym nie stała się jednym z tych potworów.Czułam się okropnie, bałam się, że będę wyklętym, to musi być okropne. Przez resztę dnia, leżałam nudzą się, i od czasu do czasu dostając jakieś leki.Po kilku dniach, medyczka powiedziała, że udało jej się mnie wyleczyć, i i nie zamienię się w wyklętego.Chciałam skakać z radości, wróciłam do domu, a w głowie miałam tylko jedną myśl. ,,Jakie ja miałam szczęście".

KONIEC

Od Ririn Do Yuki'ego

 OK... Yukio był człowiekiem. Jakoś to było zbyt pokręcone... Chyba nie na mój mózg d: Ale bardzo prawdopodobne. Słyszałam kiedyś kilka opowieści że Śmierć była tak łaskawa że robiła coś przeciw regulaminowi. Ale że jest spoko? To dopiero historia. Jednak mnie jedna żecz dręczy. Zawsze Śmierć gdy ma z kimś układy coś zabiera osobie która do niej przyszła. Ciekawe...
-Dobra. Nikomu nie wypaplam. - obiecałam mu.
Spojrzałam na słońce próbując określić która może być godzina. Chyba... 18. Czyli możemy zacząć naszą duchową pracę. Świetnie -_-
- Dobra Yuki, włączajaj swoje sensory duchowe i szukaj zbłąkanych duchów. Nasza praca czeka - powiedziałam wstając.

?Yuki?

Od Yuki'ego Do Ririn

 -W sumie spoko babka.-
-I tyle?- spytała niezadowolona
Westchnąłem ciężko.
-Tylko nikomu nie mów.
-Okej! Obiecuję!- uśmiechnęła się podekscytowana.
-Więc... kiedyś byłem człowiekiem.
-Człowiekiem!?
-Noooo tak. I od dziecka widziałem duchy. No, ale dla dziecka to było na tyle przerażające, że noc w noc się przeraźliwie darłem, więc... emm.. skrócę tą opowieść i powiem, że trafiłem do domu dziecka. Tam zaprzyjaźniłem się z panią pielęgniarką i odkryłem, że chcę być lekarzem! No i podczas gdy uczyłem się biologii na studiach ludzie zaczęli dobijać nasz ekosystem. Na szczęście moje duchy mi pomogły. I spotkałem się ze śmiercią. Jest trochę małomówna, ale nie powiem, interesująca. Stwierdziła, że może mi pomóc, bo jestem całkiem spoko i odrodzi mnie jako stworzenie, które przetrwa. Pod warunkiem, że moje duchy stworzą pole ochronne wokół jej domu. Bo męczyły ją dusze, które nie zasługiwały na śmierć i umarły... co prawda potrafiła je odgonić, ale tylko duch potrafi zrobić barierę przeciw duchom, a Śmierć jest leniwa i nie chciało jej się cały czas ich odganiać. I tak odrodziłem się jako szczenię, dwa lata temu. Z pamięcią poprzedniego życia. Moja "matka" była zrozpaczona moim brakiem miłości do niej, a po miesiącu od urodzenia poszedłem do swojego mieszkania. No, ale smutno mi było samemu, więc wyruszyłem w podróż... no i dotarłem tutaj... to tak pokrótce... ale ciiii... każdemu mówię coś innego, więc nie wypaplej. Informacja o moich kontaktach ze śmiercią są pod strict protection. Nie chcę, by się obraziła, jest fajna.

<Ale Crazy XD Ririn?>

Od Ririn Do Yuki'ego

 Taak, właśnie go zatrudniłam do mojej roboty.
Szefunio chyba się ucieszył bo skinął na mnie głową.
- Niech będzie, przyda nam się Psyche. - odwrócił się do nas plecami - W końcu pojawią się od ciebie jakieś zbłąkane dusze.
Zrobiłam niewinną minę.
- Ode mnie? - szef spojrzał na mnie unosząc jedną brew - No dobra kilka razy się zdarzało, ale.... - szef machnął rękę. Chyba mi odpuścił. Spojrzałam na Yukio... Uuuuu chyba się mu nie spodobała nowa praca.
- No choć pomożesz mi - powiedziałam z uśmiechem, ciągnąć go za szalik.
Yukio mruknąłą tylko coś pod nosem niezadowolony. Tupnełam łapą o czerwono-czarną ziemię otwierając portal.
- Bajo Szefie - powiedziałam śpiewanie, gdy weszliśmy do portalu.
Po chwili wyskoczylismy z portalu. Spojrzałam na basiora i pstryknełam go w nos.
- A teraz wszystko mi wyśpiewasz związane z tą Śmiercią - powiedziałam gdy ten masował nos.

? Yukio?

Od Yuki'ego Do Ririn

 -Ja nigdzie nie idę...- Powiedziałem zrezygnowany
-Nie masz nic do gadania!- Uśmiechnęła się szczęśliwa
Przewróciłem oczami. Chciałem jej jeszcze raz wyperswadować to z głowy ale wepchnęła mnie do portalu nie dając dojść do słowa.
Poczułem niesamowite ciepło. Zacząłem kaszleć
-Wszystko gra?- Spytała mnie. Rozejrzałem się.
-Jesteśmy w piekle! Pewnie, że k*wa nie gra!
-W Eterze- poprawiła mnie ze skwaszoną miną
-Eter, piekło, jeden ch*j. Chcę do domu. Znaczy na ziemię.-
-Najpierw Cię komuś pokażę-uśmiechnęła się i chwyciła mój szalik w pysk
-A co ja, pies?
-Piesopodobny, ale to bez znaczenia- szczerząc się szła przed siebie.
-W pewnym momencie doszliśmy przed oblicze Szefów.
-Czego chcesz?- powiedział jeden z nich
-PRZYPROWADZIŁAMWAMKOGOŚŚWIETNEGO!!!-  Zapiszczała. Aha. Godzinę temu byłem debilem i idiotą. Nie wiem co o tym myśleć.
-Hmm... ty...-wydaje mi się, że uśmiechnął się lekko- Witaj, Psyhe.
Śmierć dużo o tobie mówiła.
Na twarzy Ririn pojawił się duckface.
-Dużo?- zaśmiałem się
-Ona nigdy dużo nie mówi, racja. Dużo jak na nią. Dobrze Cię widzieć.
-Yukio... o co im chodzi?- Spytała zaintrygowana Ririn.
-Moje układy ze śmiercią to... potem Ci to wyjaśnię, okey?
Ririn spojrzała na mnie, jej wyraz twarzy był pełen dezaprobaty.
-Ririn. Co Cię tu sprowadza?
-Ah tak... a więc... Yukio potrafi kontrolować dusze naprawdę silne, w tym Kosiarzy...
-Umiesz panować nad Kosiarzami, Psyche?
-Śmierć o tym nie wspominała? Posiadam wrodzoną umiejętność panowania nad wszystkimi rodzajami dusz...
-Nie będę już miała problemu z przeprowadzaniem ich na drugą stronę- wtrąciła wilczyca
-Co? Ni...
-Zadeklarował Ci pomoc?
-Ni...
-TAK!- Powiedziała z uśmiechem
Że co proszę?

<Ririn?>

Leja Odchodzi!

"Nadzieja umiera O S T A T N I A."

L E J A
Obrończyni
Wadera | 3 lata | Epsilon | Woda
Punkty - 82 630

Powód - decyzja właścicielki
Dziękujemy za wspólnie spędzony czas!

Od Shiren'a

 Powąchałem powietrze. Renifer... zacząłem iść w jego kierunku. Trop był coraz świerzszy, aż w końcu zobaczyłem poroże. Zacząłem się skradać i kiedy byłem wustarczająco blisko skoczyłem. Ten chciał uciec, ale było już za późno, wielkie wilcze szczęki zacisnęły się na szyi zwierzaka jednocześnie go dusząc. Krew... co za piękna ciecz, o pysznym metalicznyn zapachu i smaku. O przepięknej czerwonej barwie, której nie może równać się żadna inna. Zacząłem wyrywać sierść ofierze i po chwili nie było na niej nawet włoska.
Niestety był to stary renifer. Żyłkowate mięso... fuj!
Postanowiłem szukać innej zdobyczy. Niedaleko znalazłem drugiego. Skoczyłem, a po chwili leżał już pod moimi łapami z zatopionymi wilczymi szczękami w miękki brzuch. Znowu krew... Przepysznie. Oblizałem się i zacząłem jeść. Włożyłem pysk do środka w poszukiwaniu mięsa, moja cała głowa była teraz we krwi. Gałązka złamała się niedaleko mnie. Wyjąłem głowę i rozejrzałem się. Kiedy zobaczyłem wilka zawarczałem złowrogo. Byłem gotów by go zabić, żeby tylko nie dostał mojej zdobyczy.

<Ktoś?>

Od Ririn Do Yuki'ego

 - Idziesz ze mną - powiedziałam łamiąc go za jego czerwony szaliczek i odciagajac go od posiłku. Trudno, przeżyje.
- Że co? - zdziwił się. Chyba pierwszy raz go zdziwiłam. Jest postęp.
Przewróciła oczami i powtórzyłam. Nie wyrywał się, tylko patrzył się na mnie jak na ostatnią warjatke, gdy ciągnęłam go za szalik, wyciągając go z jaskini.
- Ale po co? - spytał.
- A wiesz muszę pochwalić się pewnym przydupasom, że znalazłam pewnego kolesia który z jakiś przyczyn umie zapanować nad Kosiarzami. - powiedziałam na jednym oddechu, szczerząc się jak głupia. - Pasuje taka odpowiedź? - nie czekając na jego reakcje tupnełam łapą o ziemię i przed nami otworzył się portal do Eteru.

?Yuki? Teraz będzie wjazd na chatę Szefom XD

Od Yuki'ego Do Ririn

 Wysunąłem się spod niej
-Często tak łapiesz zawiechę? Trochę to dziwne...- mruknąłem. Otworzyła buzię, by coś powiedzieć, ale nie dałem jej- To ja już idę. Ehh, jaka szkoda, że wilki nie powinny pić kawy... - zwróciłem się w stronę jaskini- A... i uważaj. Mogą jeszcze po Ciebie przyleźć.
-Wiem- Odpowiedziała
-No. To powodzenia- uśmiechnąłem się uroczo i wspiąłem się na górę.W jaskini czekało na mnie jedzenie. Nareszcie! Zatopiłem kły w mięsie... ble. Nie lubię surowego, ale... to teraz w sumie nie ma znaczenia. Po co ja tu jestem? Powinienem wrócić do podróżowania, pozostanie tu nie zrobi mi dobrze... z chęcią poszukałbym jakiś opuszczonych bibliotek... chociaż czytanie nie jest już tak proste jak kiedyś...
Myśląc tak usłyszałem kroki. Westchnąłem ciężko.

<Ririn?>

Od Kastiel'a Do Asami

 Odszedłem trochę od drzewa, by Serek nie mógł usłyszeć o czym szepczemy.
 - Lethal, kuzyn Relijyon. Dołączył zaledwie kilka dni temu, jest Deltą i jednocześnie Rozkazodawcą. Można powiedzieć, że miał kiedyś spotkanie trzeciego stopnia z Wyklętymi i został w połowie jednym z nich.
Wadera przez chwilę trawiła wypowiedziane przeze mnie słowa, po czym kiwnęła głową i krzyknęła w stronę fretki:
 - Złaź już stamtąd! Nikogo tu nie ma!
 - Akurat - prychnął lekceważąco Ser, po czym wtulił łebek w korę drzewa.
Westchnąłem i podłubałem trochę łapą w śniegu. Muszę jeszcze dzisiaj wykroczyć poza teren watahy. Ta wędrówka została zapoczątkowana tylko dlatego, iż niektórzy widzieli Wyklętych przy wschodniej granicy. Moim zadaniem jest ich odgonić jak najdalej. Z nimi trzeba obchodzić się jak z bydłem... Takim wku*onym bydłem, które cały czas chce ci coś wbić w grzbiet i pożera żywcem.
Jestem jedynym Strażnikiem Granic w watadze i co za tym idzie? Mam strasznie dużo obowiązków. Do tego stanowisko Gammy. Najgorzej jest wtedy, gdy Relijyon musi gdzieś wyruszyć. Zazwyczaj wtedy bierze ze sobą Tear'a, a ja zostaje z wszystkim na głowie... Zdążyłem się już do tego przyzwyczaić. Całe szczęście, że żyjemy na odludziu. Nie ma żadnej watahy, z którą musielibyśmy prowadzić wojnę.
Fretko-coś tam (nie wiem jaką to coś ma rasę, wybaczcie) nie chciało zejść na ziemię, co mnie już powoli zaczynało drażnić. Za pomocą mojej mocy umieściłem go z powrotem na grzbiecie i ruszyłem przed siebie.

< Asami? Sry, że takie nijakie, ale najważniejsze, że jest, prawda? >

Od Ririn Do Yuki'ego

 Nie odwróciła się do niego. Nadal stałam nad nim i wpatrywała się w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą stał Kosiarz. Wciąż niewierzyłam, że Yuki umie w jakiś sposób kontrolować wszystkie istoty że świata żywych. Moim zdaniem zwykłymi duchami można kontrolować ale Kosiarzami mało to prawdopodobne.
- Zejdziesz ze mnie, kotku? Czy Ci się to podoba?- spytała.
Sporzałam na niego. Wyszczerzył zęby w uśmiechu. Zmarszczkami brwi i przywalilam mu.
- Cicho bądź bo myślę - warknełam na niego.
Spojrzał na mnie oskarzycielsko i coś mrukną pod nosem. Omiotłam wzrokiem otoczenie w poszukiwaniu kota. Jednak go nie zobaczyłam.
~ Może uciekł? ~ pomyślałam. ~ Jeśli uciekł to dla niego chyba dobre rozwiązanie.

?Yuki?

Od Yukiego Do Ririn

 Usłyszałem krzyk. Zaśmiałem się. Nareszcie. Usiadłem na zboczu górki i patrzyłem rozbawiony na to jak wilczyca uskakuje spanikowana przed wrogiem. Gdy mnie ujrzała krzyknęła.
-Czego rżysz?! Uciekaj!
-Wiesz, że on Cię nie zabije?
-ZABIJE!
-On mierzy w Ciebie tak, by nie trafić. Kazałem mu- uśmiechnąłem się pełen dumy.
-Nie możesz mu rozkazywać!- wydarła się uciekając kilka metrów od napastnika. Zdrapałem się na dół i stanąłem obok kosiarza. Zamachnął się na mnie. Ririn, widząc to, rzuciła się w moją stronę i odepchnęła od zjawy, przewracając mnie na plecy i upadając na mnie.
-Lecisz na mnie?- zaśmiałem się
-Jesteś największym idiotą jakiego widziałam- warknęła
-Jestem bardzo inteligentny :>
W tym momencie broń mrocznej istoty zatrzymała się zaraz nad grzbietem Ririn. Odwróciła się przerażona i pisnęła.
-Śmiesz celować bronią w swego pana?- Spojrzałem nań miną pełną dezaprobaty. Cofną się krok, ale sięgnąłem go jeszcze tylną łapą i znikł. Puf.
Wilczyca spojrzała w przestrzeń i na mnie.
-Zejdziesz ze mnie, kotku? Czy Ci się to podoba?- spytałem z uśmiechem.

<Ririn? xD. Wybacz, że tak długo, ale wyczerpałam neta ;-;>
© Agata | WioskaSzablonów | x.