Od Ririn Do Yuki'ego

 Ten gość jest największym palantem jakiego widziałam!!! Zatłukę go!!
Nieprzytomnego kota zostawiłam tam gdzie wyrzuciła go Eterowa dziura. Na stówę był zdrów i sobie poradzi gdy mnie nie będzie.
~*~
Biegłam za tą gnidą i myśląc co zrobię jeśli go złapie. Nie umiałam się zdecydować czy torturować go ,a może kazać ludowi z eteru go zabić w najstraszniejszych męczarniach. Szczerze mówiąc wychodziło na to samo więc by nie zaśmiecać sobie tym mózgu, przyspieszyłam.
Po jakiś 10min biegu byłam na tyle blisko niego by skoczyć. Oczywiście byłam pewna ze zrobi unik w bok więc tylko gdy się wybiłam, przekręciłam się (i tym samym zmieniając tor lotu) i skoczyłam na niego. Niestety nie zanalizowałam terenu na którym biegliśmy i gdy tylko go przewróciłam stoczyliśmy się z górki. Kiedy byliśmy już na samym dole ja zahaczyłam łapą o coś i przeleciałam nad basiorem. Oczywiście musiałam w coś wlecieć. Ale nie w coś mięciutkiego tylko w twardą skałę !! Jeśli są pechowe dni to takie które mogą ci zniszczyć życie!

(Yuki) XD

Od Szeylen Do Ayoko

 Gdy obok nas pojawiło się to jakże dziwne stworzenie to myślałam, że mi mózg nosem wyjdzie.
~Jeśli w ogóle go mam~
Miarka się przebrała! Ja tu się spokojnie nudzę, uspokajam siedzącego we mnie downa, a tu mi nagle takie "coś" z nieba spada!
~Jak możecie!~
Brrrrrrrrr... Weź się uspokój.
1...
2...
3...
Przewidziałam, że to stworzenie na mnie skoczy, więc się odsunęłam. Ayoko zresztą też. Koń wbił się w zaspę, a my śmiałyśmy się do znoju. No cóż... Tak nagle, zupełnie przypadkiem zachciało mi się jeść i dałam Ayoko znak co chcę zrobić. Zabiłam dziwne zwierzę
~Błahahaha! Dobry z ciebie zabójca!~
- Przymknij się! - powiedziałam do siebie
- Ale przecież nic nie mówię... - rzekła zdziwiona Ayoko
- A, tak se gadam do siebie - mówiłam
- Będzie dużo żarcia z tego konia z ostrzem na głowie - zaśmiałam się

<Ayoko? Otóż zabiłyśmy tego jakże dziwnego konia XD>

Od Yuki'ego Do Ririn

 Cofam to co powiedziałem o jej inteligencji. Jednak jest tępa.
-Jasne, super. To ty tam gadaj sama do siebie, a ja się zmywam, ok?- stwierdziłem i ruszyłem przed siebie
-Nie gadam sama do siebie!- pisnęła wściekła
-Jasne.- Wariatka
Skoczyła na mnie przyciskając do ziemi.
-Nie mów. Do mnie. Takim. Tonem.- Powiedziała wściekła
-Roar- zaśmiałem się
-Tyyyy =-=
-Ja? Wiesz co, przygniatasz mnie.
-Delikatniś się znalazł- stwierdziła poddenerwowanym głosem
-Ah tak?- Zepchnąłem ją (raczej skopałem, by ze mnie spadła) tylnymi łapami.
-Ała!
-Delikatnisia się znalazła- zaśmiałem się i przeskoczyłem nad nią
-Niech ja Cię tylko dorwę!
Powiedziała i rzuciła się w pogoń za mną.
-Ty dupku!

<Ririn? XD>

Rodney Odchodzi!

"Przeżyj. Musisz przeżyć. Wstawaj i walcz!
Niektórym wydaje się, że przetrwali piekło bo byli bliscy
 śmierci, bo byli świadkami okropności, bo widzieli 
straszne rzeczy... nie mają o tym pojęcia.
 Piekłem nie jest zagrożenie, a jego 
całkowity brak... i O D R Z U C E N I E."
R O D N E Y
Szpieg
Basior | 6 lat | Epsilon | Ogień
Punkty - 9 960

Powód - decyzja właścicielki
Dziękujemy za wspólnie spędzony czas!

Konkurs Przedłużony!

D R O G I E
L U D K I !

 Postanowiłam przedłużyć konkurs do 20 czerwca.
od razu was poinformuję, że za 1 miejsce jest 150 tys pkt., wiec chyba jest o co walczyć...

Do następnego
Pani Prezes

Od Ayoko Do Szeylen

 Nie chciałam jej odpowiadać, bo co ją to interesuje jaka jestem, ale w końcu powiedziałam:
-Jestem samotnikiem i prawie cały czas zmienia się moje miejsce zamieszkania, chcesz wiedzieć coś jeszcze?
-Tyle mi wystarczy, chodź- odpowiedziała wadera po czym zaprowadziła mnie do Alfy, chwilę potem byłam już członkiem watahy Domen Glace.
-Jeśli nie masz nic przeciwko, może pokazałabyś mi terytorium tej watahy?-zapytałam.
-Oczywiście-odparła i zaczęła mnie oprowadzać. Miejsca, które pokazała mi Szeylen były piękne, przynajmniej będę miała gdzie chodzić na spacery. Nie odzywałyśmy się za bardzo, więc pomyślałam, aby jakoś zacząć rozmowę:
- Mogłabyś mi powiedzieć, jakie zwierzęta można spotkać na waszych terenach?
-Można to spotkać pieśce, sowy śnieżne, renifery, pantery śnieżne,niedźwiedzie polarne i wiele innych zwierząt. Niektórym lepiej nie wchodzić w drogę.
-Dzięki-odparłam i szłyśmy dalej. Nagle między drzewami ujrzałam okropnie wyglądającego konia z czymś w stylu ostrza na głowie.
,,Co to ma być?!"- przemknęło mi przez głowę. Chwilę potem, zwierzę nas zauważyło i pobiegło w naszą stronę...
<Szeylen? Brak pomysłu>

Od Glenn Do Zayan'a

 Małpie zachciało się skakać po drzewach. Mogłam się tego spodziewać, tia... Tolerowałam to w miarę do momentu gdy basior spadł w zaspę, a śnieg z gałęzi opadł na moja głowę. Stawałam się udawać niewzruszoną, ale gdy oczami wyobraźni przedstawiłam siebie, z miną taką, jakbym miała zaraz zemdleć i jednocześnie iść na ścięcie. Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem, otrzepując z siebie resztki białego puchu z mojej czupryny.
 - Jeśli chciałeś mnie rozśmieszyć, to ci się udało - uśmiechnęłam się, przecierając łapą pysk.
Basior w odpowiedzi triumfalnie podskoczył, dobijając do gałęzi, która znajdowała się centralnie nad jego głową.
Dosłownie sekundę później, o mój łeb zahaczył jakiś ptak. Jego szpony wplątały się w moje kłaki i jastrząb z marnym skutkiem próbował się wydostać.
 - Wybacz - powiedział, kiedy udało mu się odplatać pazury z moich włosów.
Mój łeb wyglądał w tej chwili jak jedna, wielka, blond góra gunwa. Nawet mój towarzysz nie powstrzymywał się od śmiechu.
Gdy już w miarę się uspokoił, zapytał mnie o imię.
 - Glenn. A teraz ty powiedz jak cię zwą. Ciekawi mnie jakie bardzo szlachetną nazwę dostałeś. Mam nadzieję, że to nie będzie coś typu Butelka Zbyszek. - powiedziałam, siłując się na poważny ton.

< Zayan? Nie sprawdzałam :P >

Od Relijyon Do Shinigami'ego

 Uśmiechnęłam się promiennie do basiora po tym, jak zanalizowałam jego słowa. Był on o łeb wyższy ode mnie. Nie umiałam nic wyczytać z jego karmazynowych oczu, jednocześnie czułam się przy nim jakoś... Dziwnie. Jakby nie był do końca tym, kim jestem ja - wilkiem. Ciemne, zdrowe futro basiora lśniło w blasku zachodzącego słońca.
 - Dobrze trafiłeś - rzekłam. - Znajdujesz się na moich terenach. Jestem Alphą pobliskiej watahy i z wielką przyjemnością przyjmę cię do naszego grona. - W tym momencie lekko przejechałam poduszkami łapy po śniegu, powodując dziwnie przyjemne dla mnie uczucie. Z cierpliwością czekałam na odpowiedź Shinigami'ego.
 - To i ja w takim razie z wielką przyjemnością do was dołączę. - Czy ja dobrze widziałam, że po jego pysku przemknął cień uśmiechu? Nie... Jednak nie. To tylko paproch.
Przetarłam łapą oczy.
 - W takim razie chodź za mną. - Odwróciłam się w stronę gór i nadsłuchiwałam, czy wilk zamierza za mną iść. Gdy podszedł do mnie i stanęliśmy ramię w ramię, jak dwaj towarzysze broni, ruszyłam w stronę jaskini mojego przyjaciela.
Śnieg zapadał się z lekkim skrzypieniem, gdy stąpałam po nim truchtem, zmierzając do celu. Dzień już prawie oddalił się za horyzont, powołując tym samy noc do działania. Podczas drogi opowiadałam nowo upieczonemu katowi - gdyż taką sobie wybrał profesję - o naszych zwyczajach. Mówiłam o tutejszych zagrożeniach - głównie o Tanger'ach, które wybrały sobie akurat nasze tereny, na miejsce zamieszkania - i opisałam mu każdego wilka w naszym stadzie z osobna.
Gdy dotarliśmy na miejsce, księżyc już dawno unosił się nad naszymi głowami, oznajmiając, że jest już noc, i trza już spać.
~*~
  - No to skoro jesteś taki mądry, to powiedz co mówi księżyc. - Spojrzałam na Tear'a wyzywającym wzrokiem, wskazując na wieli okrąg nad moją głową.
 - Mówi, że powinnaś nie zadawać głupich pytań i iść w końcu spać, bo od tego przecież jest noc.
~*~
 Weszłam bez pukania do jaskini pantery, która była bardzo bliska memu sercu.
 - Relijyon? To ty tutaj? Myślałem, że poszłaś przeganiać tygrysy. - Uśmiechnął się serdecznie i po chwili przeniósł wzrok na mojego towarzysza. - A któż to?
Basior już chciał się przedstawić, lecz przerwałam mu, odpowiadając za niego.
 - To jest Shinigami, spędzi tutaj noc, a rano znajdziemy dla niego jaskinię.

< Shinigami? Nudne, ale pomysłu ni miałam :/ Nie sprawdzałam, więc mogą być błędy >

Od Asami - Quest nr 3

 Otaczały mnie drzewa, byłam w ciemnym lesie. Nie wiem co mnie podkusiło by wybrać się nocą do lasu. Może chciałam wyjść z mojej jaskini i po prostu się przejść? Nawet nie wiem co mną kierowało i co mnie do tego podkusiło. Rozejrzałam się dookoła siebie, widząc tylko w oddali panujący mrok. Westchnęłam a z nozdrzy wyłoniła się szarawa mgiełka, która po chwili znikła, już do mnie nie wracając tylko rozpraszając się w powietrzu. Ruszyłam dalej, przecież nie chce zamarznąć.
Dostrzegłam przed sobą zagłębienie w ziemi, co by oznaczało, że znajduje się tam rzeka. Podeszłam do niej i schyliłam łeb, by napić się wody. Wzięłam jeden łyk, woda była na tyle lodowata iż gdy przepływała przez tchawice, czułam jak zimno przepływa przez całe moje ciało. Instynktownie podniosłam głowę, by być jak najdalej od lodowatej wody. Możliwe było też to, że po prostu nie chciałam do niej wpaść. Byłam tu sama, a nurt jest na tyle silny by porwać moje sztywne ciało do jakiegoś jeziora. Nie miałabym też na nic liczyć, jeżeli chodzi o jakąkolwiek pomoc. Popatrzyłam na rzekę, była czarna. Jedyną oznaką, że tu była był srebrzysty poblask księżyca, który odbijał się od strumienia. Był naprawdę silny i ciągnął za sobą kry lodu. Zmarszczyłam brwi, wyobrażając sobie mnie wpadającą do wody i widząc iluzję samej siebie, jak bez skutecznie próbuje utrzymać się nad taflą wody, wymachując łapami w panice a po kilku minutach przestaje się w ogóle ruszać. Iluzja sztywnieje i znika, nosząca przez nur wody. Potrząsam mocno głową, na znak by iluzja, którą stworzyłam znikła. Często łapie się na tym, iż tworząc iluzje jest na tyle realistyczna by zmylić niektóre wilki, pożywienie i wrogów, jak w tedy smoka. Pomyślałam o ratunku Rodney'a i o tym ile wysiłku kosztowało mnie to wszystko. Na samą myśl o nim i jego ratunku, mimowolnie na pysku pojawił mi się ledwo widoczny uśmiech, który znikł po chwili. Była to przyjemna myśl, choć dość dawno go nie widziałam. Miałam ochotę z nim porozmawiać lub nawet iść na jakieś małe polowanie. Cóż, powinnam poczekać na niego ze względu na to iż już od kilkunastu dni jest na przeszpiegach i nie wraca. Moją myśl przerwał dźwięk chlupoczącej wody. Szybko odwróciłam głowę w tamtą stronę, chcąc się dowiedzieć co wydało taki dźwięk.
Ruszyłam w tamtą stronę, myśląc iż do rzeki wpadł jeleń. Dawno nie patrzyłam na nic co się topi, a miała bym chociaż zajęcie. Szybkie kroki, przemieniły się w bieg, słysząc głos. Teraz dopiero dostrzegłam jasną sylwetkę, i czerwone oczy, które emanowały paniką lecz i zawzięciem. Wymachiwał łapami, lecz nie były to chaotyczne ruchy, lecz opanowane i pełne przemyślenia. Jednak nic to nie dawało, nurt był zbyt silny. Był to wilk, basior o jasnej sierści i czarnymi paskami na grzbiecie. Pierwszy raz go tu widzę. Ile tak stałam? Minutę? Dwie? Może tylko parę sekund? Inny wilk, szybko by wskoczył do wody by pomóc, lecz ja stoję niewzruszona na brzegu, obserwując martwym wyrazem oczu. Nie współczułam mu. Nie potrafiłam mu współczuć. Nie potrafiłam współczuć wilkowi, który się topi przed moimi oczami.
Po chwili myślenia, co dla tamtego wilka była wiecznością, powiedziałam:
- Ch**erny ze mnie socjopata - mruknęłam pod nosem i wskoczyłam po tym do wody. Zimno dawało się wyraźnie we znaki, lecz już po kilku sekundach byliśmy już na brzegu. Szybko się otrzepałam z lodowatej wody, by krople wody, na mojej sierści nie zamarzła. Stałam obok wilka, parząc na niego z góry. Leżał na śniegu i ciężko oddychał z wysiłku. Otworzył swoje czerwone oczy, przyglądając się moim, zielonym oczom pozbawionym współczucia.
- Czemu nie wskoczyłaś od razu do wody!? - wybuchnął na mnie. Przyglądałam się mu po czym usiadłam i odpowiedziałam.
- Nie potrafię współczuć, jestem pozbawiona jakiejkolwiek empatii w stosunku co do innych. Jestem socjopatą - powiedziałam po czym znowu spojrzałam na niego i jego czerwone ślepia spotkały się z moimi. Czyżby jest do mnie choć w małym stopniu podobny? Nie wydaje się być normalny, choć sama nie jestem normalna.

Shiren? A pisze sobie do ciebie bo jakoś tak na ciebie wypadło xd
No do kogoś musiałam XD
Przepraszam za długość, ale no nie chciało mi się a był czas, że muszę coś już napisać XD

Od Ririn Do Yuki'ego

- Ririn - przedstawiłam się
A po chwili dałam mu z liścia. Był zdziwiony moją reakcją.
- To za prawie utopienie kota - uderzyłam łapą o ziemie i w powietrzy pojawiła się ciemna dziura z której wyleciał cały ubrudzony kot. Wstał na chwiejnych łapkach i niewyraźnie coś powiedział. Po chwili zamkną oczy i opadł pyszczkiem zarytym w ziemie.
Jeśli ci idioci z Eteru coś mu zrobili zatłukę ich - wymamrotałam pod nosem podchodząc do kotka. - I ciebie też to się liczy - spojrzałam na basiora wzrokiem zabójcy.
Zamrugał niepewnie oczami (chyba wciąż nie otrząsną się z liścia). Wzięłam kota w pyszczek i położyłam go wygodnie na plecach.

(Yuki)

Uwaga!...?

H E L O U
P Ą C Z U S I E ! ! !

Mam dla was wieści nie z tej ziemi!
No dobra, z tej...
Od jutra (12.05) do niedzieli (15.05) nie będzie żadnej z administratorek.
Więc chciałabym prosić o wysyłanie opowiadań (tylko opowiadań!) do Ayame na howrse, bądź też shirley.fenette59@gmail.com

Formularze wysyłacie w dalszym ciągu do administratorek... Więc najprędzej wasze KP zostanie wstawione w niedzielę w nocy, bądź też poniedziałek.

Z poważaniem
Pani Sekretarka

Od Asami - Konkurs

 Promienie słoneczne, zaczęły irytująco często muskać moje powieki, spędzając z nich sen. Do moich uszu dochodziło kapanie, kropelki wody, która już na stałe tu zamieszkała, jednak ona tu była pierwsza. Otworzyłam swoje zielone oczy, odsłaniając je i ukazując im standardowy widok. Wokół mnie, tak jak zawsze, panował mrok. Tylko dalej, u wejścia do jaskini, można było dostrzec, oślepiającą biel, która nawet ''krzyczała''. Moje kości, nie były jeszcze rozprostowane i z największą przyjemnością, najpewniej by została właśnie w takiej pozie. Sen, był przyjemny. W umyśle, za każdym razem, powstawał nowy świat, nowa historia. Mimo tego, że zawsze była nie dokończona i zostawiała lekki nie dosyt, byłam usatysfakcjonowana, moim małym światem, który był tylko i wyłącznie mój, heh, samolubna ze mnie istota. Choć chyba tylko w tej sprawie. Zmusiłam moje mięśnie, do ruchu. Wstałam i się leniwie przeciągałam. Moje pazury, wydawały głuchy, słaby stukot, kiedy szłam i stawiałam łapę na kamiennej posadce. Powinnam dziś wyjść i ruszyć na polowanie, lub chociażby ruszyć się z miejsca i się przejść. Ruszyłam w stronę wyjścia, a gdy wyszłam z niej, oślepiła mnie jasna biel, która wita mnie co rano. Od razu poczułam chłód, który przenikał przez moją puszystą sierść. Śnieg, muskał moje opuszki łap, na początku sprawiając wrażenie delikatnych, a tak na prawdę kujących niczym miliony, małych igieł. Dwa lata życia w takim środowisku, przystosowało mnie do tego, zresztą tak jak każdego urodzonym w tym czasie. Westchnęłam. Nie wiedziałam sama już co mam robić. Swój głód zaspokoiłam kilka dni temu więc żołądek dawał mi spokój, jednak nie rozmawiałam z nikim przez dobry tydzień, więc dobrze by było dać znać komuś, że żyje. Rozejrzałam się po białej pustyni, która panowała wokół mnie. Ruszyłam wolnym krokiem w stronę jaskini alfy. Zawsze jest tam ktoś z kim mogę choć przez chwilę wymienić się słowami a później odejść. Lecz tym razem widziałam tam tylko naszą gammę. Jego biała sierść zlewała się z białym puchem, który był praktycznie wszędzie. Siedział u wejścia jaskini. Miał podniesioną głowę lecz gdy podeszłam do niego, nie zwrócił na mnie uwagi. Patrzył przed siebie, a jego czerwone oczy były mętne. Siedział tu fizycznie lecz nie był obecny umysłem. Miał wyjątkowo smutny wyraz pyska a oczy zdradzały bezsilność. Usiadałam obok niego, a ten nawet nie zerknął. Dopiero po chwili gdy zapytałam co się stało, odwrócił powolnie głowę. Teraz oczy nabrały wyrazu. Był to wyraz przytłaczającego nieszczęścia i wyjątkowego ciężaru jaki spadł na jego barki. Oczy miał zaszklone, co świadczyło to tym, że za chwilę zaleje się łzami. I właśnie w tej chwili dowiaduje się o naszej alfie. Opowiadając mi o jej śmiertelnej chorobie, zalał się łzami. Był tak roztrzęsiony, że cały drgał i trudno było go zrozumieć gdy cokolwiek mówił, lecz usłyszałam wystarczająco by zrozumieć cały sens. Słuchając go patrzyłam na niego swoimi zielonymi oczami, które były pozbawione empatii a wyraz pyska, pozbawiony jakiegokolwiek wyrazu. Gdy skończył, nie uspokoił się i nadal płakał. Pod wpływem silnych emocji jakie nim szargały, położył mi głowę na ramieniu. Był sam z tym problemem. Ruszył by w wyprawę, lecz on teraz opiekuje się watahą i nie może pozostawić jej bez nadzoru. Potrzebował wsparcia, kogoś kto go choć trochę pokrzepi i doda odwagi. Lecz nie należę do takich osób. Jedyne co w tej chwili powiedziałam.
- Pójdę po nią - powiedziałam bez jakichkolwiek uczuć w głosie. Wypowiedziałam to niemal szeptem, do jego ucha. On jednak słysząc to, oderwał się ode mnie i popatrzył na mnie swoimi czerwonymi oczami, z których ciągle płynęły łzy, choć teraz pojawiła się w nich iskierka nadziei. ''Naprawdę?'' - powiedział z taką nadzieją i radością, która przez chwilę ukuła mnie w moje zlodowaciałe serce. Na odpowiedź jedynie pokiwałam głową twierdząco, na co on upadł przede mną i zaczął dziękować, w taki sposób jakbym sama uratowała jego życie. Popatrzyłam na niego przez chwilę, po czym bez słowa odeszłam od basiora, pozostawiając go samego a ja wyruszyłam po roślinę, która miała uratować naszą alfę, która przyjęła mnie z otwartymi łapami i z uśmiechem na pysku. Ona jedna nie przegoniła mnie, lecz z uśmiechem zaproponowała dołączenie do jej rodziny. Muszę się odwdzięczyć za jej wielkie serce i za zaufanie jakim mnie obdarzyła. Dzień pierwszy mojej wędrówki nie okazał się spokojny. Zarazem miał być on ostatni gdyż góry same w sobie nie są tak daleko, tylko trudno na nie wejść jak i później z nich wrócić. Miałam nadzieje na spokojną wyprawę, lecz zawsze wszystko musi iść w przeciwną stronę. Na mojej białej drodze ku szczytowi góry, stanął mi Wyklęty. Był dwa razy większy ode mnie. Na ciele nie miał sierści, tylko skóra, a pod nią było wyraźnie widać żebra, które dokładnie obrysowywały jego skórę, byłam zdziwiona że jeszcze nie przecięły skóry. Jego kły, wychodziły z paszczy, mierzyły paręnaście centymetrów długości i bez problemu jednym ruchem, rozerwały by mnie na pół. Tam gdzie powinien być kręgosłup, wyrastały długie ostrza, które były ostre jak brzytwa. Były długie i kończyły się dopiero u nasady ogona, który w sumie, sam w sobie także był długim kolcem. Posiadał czerwone oczy, niczym krew przelanych niewinnych ofiar. Przyglądały mi się uważnie, obserwując każdy mój najmniejszy ruch, jak podnoszenie się klatki piersiowej. Jego oczy bacznie mnie obserwowały. Czerwone ślepia przeszywały mnie na wskroś, docierając nawet do szpiku kości. Jego koścista, obleśna łapa postawiła krok w moją stronę, wiedząc że moje serce nie naturalnie szybko bije, oznaczając paniczny strach, który właśnie opanował każdą cząstkę mojego ciała. Znowu krok do przodu, a za nim kolejne kroki. Tylko ja stałam opanowana przez strach, który panował w moim ciele nie pozwalając na jakikolwiek ruch. Moje mięśnie zesztywniały, więc nie miałam możliwości poruszania łapami. Wszystko we mnie krzyczało: ''Uciekaj! Szybko! Zabije cię jeżeli nie uciekniesz! Rusz się!''. Jednak, strach i przerażenie przerodziło się w inną formę, gorszą od strachu. Zmarszczyłam powoli brwi, widząc moje oczy w czerwonych ślepiach stwora. Zielone oczy zalśniły płomieniem czystej złości i nienawiści. Ja, miałabym się poddać bez walki? Pozwolić by mnie bez problemu zabił lub uciec jak tchórz? Nie pozwolę na to. Moje oczy z przerażenia zaiskrzyły czystą złością. Moje wargi uniosły się same, ukazując światu moje długie ostre jak brzytwa, śnieżno białe zęby, które pocięły nie jednego przeciwnika. Z gardła wydobyło się groźne warczenie, które i tak nie miało znaczenia dla stworzenia, które stało kilka metrów ode mnie. Teraz ja postawiłam krok do przodu, śmiało i pewnie. Zamknęłam oczy, mówiąc sobie w myślach: ''Muszę wrócić! Znalazłam dom!". Otworzyłam oczy, którym znowu ukazał się potwór. Kłapnęłam zębami, lecz cięłam tylko powietrze. Za chwilę ofiarą miał być on, nie ja. Skoczyłam, ryzykując swoje życie w swoim ciele i zdrowe zmysły. Poczułam jak moje zęby, przecinają jego cienką skórę, która tylko chroniła go przed zimnem. Usłyszałam jego dziki pisk, którego nigdy nie słyszałam w swoim dwuletnim życiu. Wbiłam zęby, trzymałam i nie miałam zamiaru puścić. Jednakże po chwili, gdy latałam w powietrzu niczym szmaciana lalka uczepiona skrawka drewna, poczułam ból. Przeszył mnie niczym katana, przez co wydobyłam z siebie krzyk. Nigdy tak nie krzyczałam. Puściłam więc. Przeleciałam ze dwa metry górą a później przeturlałam się jakieś kilka metrów, zostawiając za sobą krwawy, czerwony szlak. Wylądowałam na śniegu, niosąc za sobą krwistą ścieżkę, która do mnie prowadziła. Poczułam na języku metaliczny smak, który nie był tak przyjemny jak kiedyś. Krew należała do mnie. Otworzyłam ciężko oczy, nadal marszcząc brwi i niemożliwie ciężko zacisnęłam zęby, które oznaczały pełną furię. Siłą woli schyliłam głowę, chcąc zobaczyć ranę. Była ona jednolita i podłużna, lecz ciągle ciekła z niej krew. Nie była głęboko, lecz w miejscu mocno unerwionym i ukrwionym. Każdy delikatny ruch sprawiał, cios niczym kataną. Cierpienie przeszywało moje ciało. Moje świecące zielone oczy, zaszyły mgłą, lecz widziałam stwora który oblizywał sobie ranę, którą mu ja zadałam. Musi mieć duszę. Kiedyś to coś też było wilkiem. Zamknęłam oczy i pozwoliłam mojej duszy zawładnąć ciałem stwora. Wszystko widziałam jego oczami. Przejęłam bicie jego serca i niepohamowaną chęć mordu mojego ciała, które leżało parę metrów dalej. Ja jednak planowałam coś innego. Uniosłam swoją łapę w stronę gardła. Poczułam długi pazur, który naciskał na skórę. Szybki ruch, który wykonałam w jego ciele zadał mu szybką śmierć. Wróciłam do swojego ciała. Obserwowałam ostatnie charczenie stwora. Czerwone oczy zaszły szybko mgłą. Leżał otoczony swoją własną krwią, pewnie nigdy się tego nie spodziewał. Wydałam z siebie westchnienie ulgi, lecz znowu poczułam piekący ból. Mój krzyk, niósł się na drugi kraniec naszej watahy, gdy wstawałam i szłam.
Szczyt góry, był nade mną kilka metrów wyżej. Jednak teraz chodziło o jedną, małą, nieistotną roślinkę, która miała uratować życie istocie, która mnie przygarnęła. Na ból przyzwyczaiłam się po pewnym czasie jak i zaczęłam go ignorować. Teraz stałam nad kwiatem, który był na tyle wytrzymały by wytrzymać daną tu temperaturę, ciśnienie, silny i chłodny wiatr jak i śnieżyce na takiej wysokości, które pojawiały się tu dość często i w jeszcze silniejszej mierze. Był mały, naprawdę wydawało by się, że jest nic nie znaczący, ale właśnie on potrafi przywrócić życie, bo nie ukrywajmy, alfa umiera powoli w swojej chorobie. Roślinka, kształtem przypominała kwiat róży. Lecz mniejsza i bardziej skromniejsza. Jej płatki wydawały się delikatne i bardo wrażliwe, lecz tu wyrosła co wskazywało na jej wytrzymałość. Brzegi płatków miały subtelny, liliowy odcień a reszta, była pokryta niewyróżniającym się, białym zwykłym kolorem. Chwyciłam go w zęby, lecz uważając na każdy mój ruch. Wracając mijałam zwłoki mojego rywala. Ciało które tonęło w czerwonym śniegu, wyglądało żałośnie. Rana ciągle doskwierała ale już nie tak bardzo jak wcześniej. Udało mi się zapanować nad krwawieniem, więc teraz pora wracać do watahy.
Weszłam do jaskini, po cichu, praktycznie nie zauważalnie. Wszędzie panował mrok, tylko w głębi jaskini można było dostrzec żarzące się jeszcze kawałki drewna, które świadczyły o małym ognisku, które już zdążyło zgasnąć. Obok nich siedziała samotna biała sylwetka nad inną, najpewniej nad alfą. Parę metrów dalej siedziała nasza medyczka z opuszczoną głową. Usłyszałam głos gammy.
- Nie wróci... nie zdąży - załamał się gdy mówił dwa ostatnie słowa. Słysząc to jedyne co zrobiłam to podeszłam jeszcze bliżej kładąc kwiat, przede mną, mówiąc.
- Oto jestem - powiedziałam.

Od Xeny Do Kastiel'a

 Stałam na miękkim i puszystym śniegu, oddech miałam równy (jak nigdy. Ze względu na moje problemy zdrowotne normalne funkcjonowanie organizmu było trudne). Wiatr wiał z dużą siłą przyprawiając mnie o 'gęsią skórkę'. Mimo to nadal nie zmieniałam mojego położenia. Spędzania czasu na Lodowej Polanie stało sie ostatnio moim ulubionym zajęciem, ponieważ wilki siedzące w jaskiniach denerwowały mnie jeszcze bardziej niż uciekające zające. Po mojej głowie błąkały się zagubione myśli.
-Zostań tu do końca.- jakiś głos w mojej głowie odezwał się. Tak właściwie nie mogłam go nazywać jakimś głosem, ponieważ towarzyszył mi od dawna.
-Chyba jednak wrócę, chłód przeszywa moje ciało- odetchnęłam.
-Połóż się, będzie fajnie.- rozkazał
Nie chcąc dłużej zajmować się nim zrobiłam to co nakazał.
Powieki stawały się coraz cięższe. Walczyłam z nimi, ale w końcu poddałam się i mój łeb bezwładnie opadł na ziemię.

< Kastiel? >

Xena

"Ciało zamarza tak Ł A T W O."

X E N A
Zwiadowca
Wadera | 3 lata | Kappa | Lód
Punkty - 219 565

C H A R A K T E R
 Xena jest spokojną wilczycą o ‘lekkim’ podejściu do życia. Uwielbia spokój i ciszę, nie znosi zamieszania wokół siebie. W razie potrzeby pomocy przez innego wilka jest w stanie a wszelką cenę mu pomóc, nie oczekując  nic w zamian. Zawsze wybiera cudze szczęście, nawet jeśli oznacza to skomplikowanie jej życia. W towarzystwie innych stara się nie przyciągać do siebie uwagi , ale nie oznacza to, że nie potrafi dobrze bawić się.
Swoją powabnością , wdziękiem i urodą przyciąga zainteresowane basiory.
Jej negatywnymi cechami jest lekka aspołeczność i tchórzostwo, w niektórych sytuacjach. Jeśli chodzi o cechy fizyczne to przede wszystkim jest szybka , zwinna i wytrzymała. 
H I S T O R I A
 Długo zastanawiałam się czy odejść od starej watahy i zacząć kompletnie nowe życie. Przekonała mnie do tego zgoda mojej mamy, która nie chciała mnie trzymać na łańcuchu.Rodzicielka- Nuit była roważną i szanowaną samicą alfa. Pragnęłam jedynie spokoju i uznania wśród innych wilków. Była skromna, wychowywała mnie i moja siostrę przekazując nam najważniejsze wartości. Była w stanie obronić nas własnym ciałem! Przywiązywała do swojego potomstwa dużą wagę, a w szczególności do samic, ponieważ basiory były wychowywane przez ojca- Zuko. Nie spędzała z nimi tak dużo czasu, ale nadal była w stanie przelać krew w naszej obronie. Dziwię się, że mówię o niej tak dobrze- to znaczy, że tęsknię. TĘSKNIĘ JAK CHOLERA! 
Wspólne wspomnienia rozsadzają mnie od środka. Między innymi dlatego mam mnemofobie i problemy psychiczne- bo tęsknię! Często słyszę głosy w mojej głosy w mojej głowie. Czasem nawet widzę zmarłych. Jedzenie...- tutaj też jest pewna bariera. nie mam siły walczyć z moimi słabościami i lękami. Czy ktoś pomoże mi...? Nie wiem. Siła tęskonoty na razie jest zbyt silna, ale kto wie, może na mojej dordze pojawi się ktoś kto zmieni wszystko?
U P O D O B A N I A
 Wkurzają ją wilki, których profesja nie wnosi nic do życia watahy. Tak jak uwielbia spędzać czas poza jaskinią (głównie Lodowa Polana, wzgórze u podnóża gór) tak nienawidzi hałasu. 
R O D Z I N A
 Matka - Nuit
Ojciec - Zuko
Brat - Liam
Brat - Isaac
Siostra - Blusij
Z A U R O C Z E N I E
 Brak
I N N E
 ---
S K A R G I / P O C H W A Ł Y
 0/0
K O N T A K T
 E- mail - shy12720@gmail.com 
S T A T Y S T Y K I
Inteligencja: 10  Szybkość: 12   Siła: 9   Zwinność: 11  Wytrzymałość: 10

Michaela

"My się nie zmieniamy.
Doskonalimy tylko swoją I S T O T Ę."
M I C H A E L A
Mentorka
Wadera | 3 lata | Epsilon | Kwas
Punkty - 12 415

C H A R A K T E R
 Mich to wadera... Miła, ale i też nie. Odważna, ale i też nie. Wytrzymała, ale i też nie. No właśnie. U niej zawsze jest jakieś ale.
Przy pierwszym spotkaniu, może być nieco... Obojętna do drugiej osoby. Swój prawdziwy charakter okazuje dopiero po dwóch, trzech dniach. A jej prawdziwy charakter toooooo?
Miła i uprzejma - to na pewno można do niej powiedzieć... No dobra... Nie bardzo. Częściej jest wredna i rzuca beznadziejnie głupimi docinkami. Zazwyczaj zdarza jej sie powiedzieć o kilka słów za dużo, co nie jest dla niej problemem, gdyż potrafi sprawnie i szybko zmienić temat.
Strasznie wrażliwa na piękno. Dostrzega je we wszystkim. Nawet w połamanych drzewach, rozbitych głazach... Jest ona również... Wrażliwa, wrażliwa. Jak się jej coś złego powie to... No wiadomo, bolą ją te słowa, ale stara się tego nie pokazywać. Często żartuje sama z siebie i obraca wszytko w żart. Tak jest jej po prostu... Lepiej.
Nie mówi nikomu o swoich problemach z psychiką. Dusi wszytko w sobie i nic nie chce nikomu powiedzieć. Tak jakby skrywała niesamowicie okropny sekret.
Jeśli chodzi o jej psychikę to... Można powiedzieć, że czasami staje się tak jakby opętana przez złego ducha. Nie rusza się wtedy z miejsca, a jej pysk wyraża jedno uczucie - chęć moru na niewinnych stowrzeniach. Trwa to tylko przez kilka minut, ale i tak przez to zdążyła już stracić wielu przyjaciół.
Ogólnie? Miła, wrażliwa, skryta w sobie i wesoła.
H I S T O R I A
 Zacznijmy może od... Dawno dawno temu, wczoraj, żyła sobie dwuletnia staruszka. Siedziała sobie na drewnianym kamieniu, w słonecznym cieniu i nic nie mówiąc rzekła... Dobra dobra, to nie to. Zacznijmy od początku...
Na świat przyszła w nocy, konkretnie o godzinie pierwszej trzynaście. Była to jedna z najpiękniejszych chwil jej rodziców: Chammander'a & Synoe. Bardzo pragnęli tego dziecka, lecz niestety musieli o niego walczyć dobre siedem lat. Synoe miała duże problemy z zajściem w ciąże, tak samo jak jej matka, babka i prababka, było to genetyczne. Jak się może czuć wilczyca, która w końcu doczekała się tego pięknego momentu w swoim życiu? Obiecała sobie razem z partnerem, że będą wychodzić ze skóry, by tylko ją dobrze wychować. Od tamtej pory nie było ważniejszej rzeczy, musieli o nią dbać.
Mijały tygodnie, a Michaela rosła jak na drożdżach. Rodziciele podziwiali jej postępy, cieszyli się z jej każdego wypowiedzianego słowa, każdego kroku, którego zrobiła na tych swoich małych nóżkach. Gdy odkryła swój żywioł, przez większość czasu nie umiała go opanować. Wypalała różne ślady w drzewach, zanim zjadła jakiś posiłek... Jego już nie było! Wypalił się!
Gdy skończyła rok, jej matka zmarła na bardzo dziwną chorobę. Pierwsze objawy wystąpiły, jak Michelle kończyła pół roku. Przez ostatni tydzień Synoe okropnie się męczyła. Wymiotowała krwią, jej futro nie lśniło tak jak dawniej, było matowe, bez życia. Ostatnią wolą tej wadery było to, żeby spaliła jej ciało, a prochy rozsypała wokół małego jeziorka. Zrobiła to, wypełniła zadanie.
Jej ojciec wiedział, że nie może się poddać po stracie swojej ukochanej. Uczył swoją córkę różnych technik walki. Chciał, żeby była wojowniczką - tak jak matka. Jednak ona nie miała tego w planach, nie nadawała się do tej roli. Michaela wiedziała, kim chce być i to na pewno nie była służba jako wojownik.
Niedługo po Synoe zmarł Chammander. Był on zwiadowcą, zginął na misji. Przeżyła tą stratę tak jak śmierć rodzicielki. Nie mogła zostać w poprzedniej watasze, za dużo miała tam złych wspomnień jak i tych wesołych, ale śmierć rodziców ją dobijała. Nie zniosła tego bólu i po prostu odeszła...
U P O D O B A N I A
 Michaela to wadera, której do gustu przypadło większość rzeczy. Pogoda, jedzenie, towarzystwo i wiele wiele innych. Chociaż tak się składa, że nie przepada za ciasnymi pomieszczeniami i samotnoscią. Często wyobraża sobie wizję siebie, w małej, ciasnej jaskini, z której nie ma wyjścia, lub też zagubionej w lesie. Sama mysl o tym ją przeraża. 
R O D Z I N A
 Ojciec - Chammander
Matka - Synoe
Z A U R O C Z E N I E
 A mawiają, że jedyne, czego potrzebujesz do szczęścia, to miłość. Kłamią.
I N N E
  - Nie potrafi wymówić litery "r"
 - Ma problemy z płodnością
S K A R G I / P O C H W A Ł Y
 0/0
K O N T A K T
 Howrse & Doggi - Angelinn      E- mail - silaplaczu@gmail.com
S T A T Y S T Y K I
Inteligencja: 15  Szybkość: 10  Siła: 6  Zwinność: 15  Wytrzymałość: 6

Od Yuki'ego Do Ashton'a

 Wyszliśmy z jaskini.
-W takim razie ja już się zmywam.
-Co?! Miałem Cię oprowadzić!
-Co?! Miałem Cię oprowadzić!- Powtórzyłem piskliwym głosem- Dam sobie radę.
-Czemu ty jesteś takim wrednym debilem?! Umrzesz samotnie!
-I bardzo dobrze. Nie chcę w moim życiu nikogo. Nikt mnie nigdy nie kochał więc ja też kochać nie będę- ruszyłem w stronę lasu.
-A mama?- Ruszył za mną
-Nie.
-Tata?
-NIE.
-Wujek?
-Wykorzystywał mnie sek...
-Serio?!
-PEWNIE, ŻE NIE! Odczep się!- warknąłem na niego. Zaśmiał się.
-Śmieszny jesteś.- parsknął
-A ty nie.- zmarszczyłem brwii
-Gdzie idziemy?
-Do lasu.-odparłem zrezygnowany
-Po coooo?
-Zapolujemy. Przydasz się na coś. Chyba.

<Ashton? Wyczuwam początek przyjaźni XD>

Od Yuki'ego Do Ririn

 Moje duchy odsłoniły zapadnie. W środku była masa błota.
-Wrzućcie kota do środka- Powiedziałem- Przydałaby mu się kąpiel- uśmiechnąłem się szyderczo. Aka zepchnęła go z gałęzi wprost do dziury.
-Utop się-stwierdziłem i przeskoczyłem pułapkę. Wadera rzuciła się do pomocy ofierze. Kto dołki kopie ten sam w nie wpada, nie?
Sama wadera nie cuchnęła głupotą. Ale nie potrafiła mnie zrozumieć. Nie wiem w sumie dlaczego pomaga temu cuchnącemu czemuś. Widocznie lubi się trzymać z półgłówkami. Okey. Jej wybór. Niech tylko nie zbliża się z nimi do mnie.
Dzięki omijaniu takich ludzi jeszcze żyję. Oni sami na siebie ściągają śmierć. W sumie łatwo takimi manipulować, ale brak im oleju w głowie, nawet rozkazów dobrze nie umieją spełnić. Ehh...
-Czekaj!- Podbiegła do mnie ta denerwująca wariatka...
-Czego?- Zaułażyłem, że jej sierść jest lekko ubłocona, ale kota nie ma. Dobrze.
-Jak masz na imię?- Spytała
-Yukio.

<Ririn?>

Od Shinigami'ego Do Relijyon

 Szedłem przez gęsty las od kilku godzin, szukając jakiegoś miejsca żeby przenocować. Włóczyłem się od tak dawna, a jakoś wciąż nie znalazłem tego miejsca, w którym chciałbym się zatrzymać na stałe. Czy to dziwne? Może… Z resztą – nawet nie wiem czy istnieje miejsce, w którym znajdzie się ono i dla mnie. Eh… To moje rozerwanie między światami jest bardzo uciążliwe… Gdzie nie pójdę, nigdzie nie pasuję. Może w końcu znajdę własny kąt, w którym inni nie będą mnie osądzać? Przecież sam sobie takich rodziców nie wybrałem… Gdybym mógł wybrać, z pewnością nie wybrałbym ich…
Stanąłem po środku ośnieżonej polany i rozejrzałem się. Biały puch sięgał mi do połowy łap, było coraz zimniej, zbliżał się wieczór. Las był tu rzadki, ewidentnie zbliżałem się do wyjścia z niego i jakiejś otwartej przestrzeni. Chociaż nie tego powinienem szukać, a jakiejś jaskini bądź jamy, żeby przenocować.
Ruszyłem spokojnie, po chwili znów znajdując się między drzewami. Z każdym krokiem byłem bliżej jeziora, które czułem od jakiegoś czasu. Przyjemny wieczorny zapach mieszał się z wonią chłodnej wody i mgły, zamarzniętego sitowia oraz śniegu i świerków. Odetchnąłem znajdując się w końcu na otwartej przestrzeni.
Jezioro jak jezioro, ale i tak wyjątkowo pięknie wyglądało. Mgła nadawała temu miejscu swoistego uroku zwłaszcza, że na horyzoncie słońce właśnie chowało się za widnokręgiem, rzucając fioletowo-niebieskie, chłodne, zimowe światło na całą równinę. Podszedłem do brzegu skutego lodem jeziora, by usiąść w śniegu i patrzeć zamyślony na ostatnie promienie, które ślizgały się po białej okolicy, a następnie zniknęły zostawiając jedynie fioletową poświatę, również powoli znikającą, po niedługim czasie ustępując miejsca gwiazdom i okrągłej tarczy księżyca w pełni.
Odetchnąłem chłodnym powietrzem, zamykając na moment oczy. Lekki wiaterek muskał swymi delikatnymi palcami me futro, rozwiewając grzywę i kojąc mięśnie zmęczone długą, całodzienną wędrówką. Zamyślony, pogrążony w świecie swoich myśli nie spostrzegłem kiedy nad jeziorem znalazł się ktoś jeszcze... Gdy otworzyłem oczy, po drugiej stronie, oświetlona od tyłu księżycowym blaskiem, siedziała wadera o popielatym, gładkim futrze… Siedziała patrząc na mnie uważnie swymi ciemnozielonymi, niemalże czarnymi oczami, w trakcie kiedy moje świeciły szkarłatem. Nasze spojrzenia się zetknęły.
Wadera była młoda, miała bardzo delikatną sylwetkę, zgrabnie umięśnioną i proporcjonalną. Szczupła i gibka, o żywych, teraz głęboko zainteresowanych mą postacią oczach, w kolorze igieł świerków w lesie za mną. Szare futro zwieńczała dłuższa grzywa i ogon o ciemniejszej barwie, a jej grzbiet, przednie łapy i czoło zdobiły kolorowe fragmenty, jakby zrobione z opali. Na szyi tajemniczej wadery wisiał drobny, skromny wisiorek o barwie nieba jesienną nocą.
W pewnym momencie wilczyca wstała, by ruszyć po oblodzonej tafli w moją stronę z nieodgadnionym wyrazem na pysku. Zbliżyła się do mnie truchtem, by zwolnić i zatrzymać się kilka metrów przede mną, wciąż uważnie mi się przyglądając.
- Kim jesteś? Dziwnie pachniesz… – spytała ciekawie dźwięcznym głosem. Ewidentnie miała nie więcej niż dwa i pół roku, bardzo była młoda, a biła od niej energia, chociaż teraz trochę zagłuszona zainteresowaniem.
- Zadałaś bardzo dobre pytanie… - odparłem spokojnie, również się jej przyglądając. Przekrzywiła głowę.
- To znaczy? – chyba nie takiej odpowiedzi się spodziewała, bo nieco zbiło ją to z tropu.
- Może prościej będzie, jeśli się przedstawię… Nazywam się Shinigami… - oznajmiłem takim samym tonem co wcześniej.
- Relijyon… Czego tu szukasz? – zadała inne pytanie, również się wpierw przedstawiwszy.
- Niczego szczególnego. Miejsca, gdzie będę mógł zostać na stałe – odrzekłem. Wciąż uważnie mi się przyglądała. Najwyraźniej wciąż stała się rozgryźć, kim, czy też raczej czym jestem. Jednak machnęła przyjaźnie ogonem, a jej oczy i pysk się uśmiechały.

<Relijyon?>

Shinigami

"Be a good pup and stay on my good side... 
by staying out of my W A Y."
S H I N I G A M I
Kat
Basior | 16 lat | Epsilon | Krew
Punkty - 12 885

C H A R A K T E R
 Jest to przede wszystkim bardzo obojętny basior. Jest samotniczy, małomówny, nie szuka towarzystwa i odnosi się do innych z rezerwą, dystansem. Jest chłodny, wręcz oziębły w stosunku do reszty świata, trzyma się w cieniu i nie okazuje żadnych uczuć. Czy je ma? Może jeszcze gdzieś są jakieś strzępki, jednak nikomu ich nie ukazuje. Nawet samemu sobie, chociaż w zimne noce, kiedy jest przejrzyste niebo, zdarza mu się podnieść łeb i spojrzeć tęsknie w niebo, wspominając swoich najbliższych... Na co dzień pozostaje obojętny, dystyngowany, z uniesioną dumnie głową, nie okazując tego, co dzieje się w jego wnętrzu. Jest bardzo inteligentny i sprawiedliwy, długie życie nauczyło go niejednego i potrafi wykorzystać wiedzę w praktyce. Łatwo się uczy, ma też świetnie wyćwiczoną pamięć, nic nie umknie jego uwadze, żaden najmniejszy choćby szczegół. Nie można odmówić mu lojalności i wierności, kiedy raz się z kimś zwiąże pozostaje z tą osobą do końca, to samo tyczy się watahy. Mimo iż nie buduje silnych więzi z jakimkolwiek jej członkiem, jest gotów stanąć w obronie i walczyć do ostatniej kropli krwi. Zna swoje miejsce i przestrzega zasad, jakie się mu narzuca, potrafi uznać czyjąś wyższość, czy też przyznać się do błędu. Jest bezgranicznie posłuszny Alfie, wykonuje jej polecenia bez słowa sprzeciwu, bo taka jego rola. Kiedy chodzi o egzekucje - zabija bez mrugnięcia powieką, nie jemu sądzi, czy słusznie czy nie. W walce staje się bezlitosny i krwawy, jednak nie mściwy, nie znęca się i nie torturuje, ma szacunek nawet do przeciwnika i zauważa jego mocne strony, wykorzystując te słabe. Doskonały obserwator i analizator. Jednym spojrzeniem, wyłącznie na podstawie drobnych gestów, jest w stanie rozgryźć nastrój czy nastawienie innej osoby, a krótka wymiana zdań jest w stanie dostarczyć mu wszelkie informacje o rozmówcy. Jest bardzo cierpliwy i wyrozumiały, nie jest możliwe wyprowadzenie go z równowagi, wiecznie opanowany i spokojny, bije od niego stanowczość, ale i asertywność. Nie płaszczy się, ani nie podlizuje, nie lubi takich wilków, które potrafią się tylko przymilać, a szacunek ma do wszystkich, nie ważne czy ta osoba stoi w hierarchii wyżej czy niżej. Stara się być obiektywny, jednak rzadko głośno wygłasza swoje poglądy, lepszy z niego słuchacz niż rozmówca. Potrafi jednak wesprzeć radą, wyciągną pomocną łapę, ale nie będzie się narzucał, ani do niczego nie będzie zmuszał. Jedną z istotnych cech jego charakteru jest to, że z jednej strony nie ufa nikomu, a z drugiej jemu można ufać... Nigdy nie zdradzi powierzonej mu tajemnicy, nie oszuka, nie okłamie - brzydzi się wiarołomstwem i jest to jedna z nielicznych postaw, jaką faktycznie gardzi. Do dobry przyjaciel, ale zły wróg.
H I S T O R I A
 Shinigami jest wilkiem zrodzonym z Wyklętego i wilczycy. Miał brata bliźniaka, zostali porzuceni w lesie i skazani na śmierć. W zamieci śnieżnej Shinigami mający wtedy ledwie cztery dni, został oddzielony od brata i już nigdy się nie spotkali. Małym basiorem, ledwo żywym z zimna i głodu, a także odwodnienia zajął się jakiś Wyklęty, czując w nim krew swej rasy i biorąc go za szczenie własnego gatunku. Shinigami spędził u boku samotnej Wklętej blisko rok, kiedy wadera zniknęła i już się nie pojawiła. Zwyczajnie bez słowa odeszła, może zginęła... Shinigami nigdy się nie dowiedział, co się z nią stało. Po raz drugi stracił grunt pod łapami, ale nauczony przez Wyklętą chłodnego obejścia i surowo wychowany, zbytnio się tym nie przejął i ruszył w podróż w nieznane. Pałętał się samotnie po świecie przez trzy lata, w trakcie których sam musiał o siebie dbać. Polowania, lodowate noce, zamiecie śnieżne i lawiny, surowy klimat... Wrogie nastawienie innych do bękarta nienależącego ani do Wilków, ani do Wyklętych skazało go na samotność i ukształtowało jego charakter, którego składowe wpajano mu od szczeniaka. Jako czteroletni, dojrzały już basior, przypadkiem w trakcie polowania niechcący uratował pewną białą, bielszą od śniegu wilczycę spod rogów jelenia, którego właśnie upolował. Wadera była bardzo przyjacielska, towarzyska, stanowiła zupełne przeciwieństwo chłodnego w obejściu, samotniczego Shinigamiego. A nazywała się Hoshi. Shinigami podszedł do wesołej, wręcz natrętnej trzyletniej podlotki sceptycznie. Jak się okazało, była ona córką samotnej Szamanki mieszkającej w kniei. Hoshi zabrała Shinigamiego ze sobą proponując mu nocleg i posiłek w zamian za uratowanie jej przed jeleniem, a że nie chciała się odczepić - basior się zgodził. Ani Szamanka ani Hoshi nie oceniły go po tym, jak pachniała jego krew. Nie zważały na jego odmienność. Tak się złożyło, że Shinigami został następnego dnia ciężko ranny w walce ze zmutowanym niedźwiedziem, więc jego pobyt u wader samoistnie się wydłużył. A między nim i Hoshi zaczęło się z czasem coś dziać... Shinigami zmienił się, zaczął uśmiechać, nauczył czułości, delikatności... Wszystko za sprawą bielszej od śniegu wadery, która skradła mu serce... Został u nich blisko rok... Wtedy okazało się, że Hoshi jest brzemienna... W ostatnim miesiącu nie wiadomo jakim cudem, ale w lesie wybuchł pożar. Szamanka zginęła przygnieciona przez płonące zgliszcza, a emocje przyśpieszyły poród. Urodzić się miały cztery szczeniaki... Urodziła się tylko jedna waderka, reszty Hoshi nie dała rady wydać na świat przed śmiercią... Ostatnie co powiedziała, to imię waderki... Yukine... bo właśnie zaczął padać śnieg... Shinigami pogrążył się w rozpaczy. Jednego dnia stracił wszystko. Została mu tylko Yukine. Jego malutka Yukine... Była bardzo słaba, urodzona za wcześnie w dodatku z wadą układu oddechowego, co miało przyczynę w tym, że geny Shinigamiego były mieszane... Yukine dusiła się w zimniejsze noce... Kiedy miała niecały rok, nie dała rady jednej z lodowatych nocy... Shinigami znów utracił cały swój świat. Zamknął się na uczucia, odciął od siebie wszystko. Znów wyruszył w samotną podróż, wyzbywając się jakichkolwiek uczuć i emocji, pieczętując swą przeszłość na dnie swego rannego, pooranego bliznami, martwego już serca, które przestało być zdolne do ciepła... Po wielu latach trafił tutaj i postanowił zostać już na stałe.
U P O D O B A N I A
 Jest to raczej samotniczy wilk, więc nie przepada za nachalnością i natręctwem. Nie oznacza to jednak, że będzie na taką osobę warczał i stanie się nie miły - nic z tych rzeczy. Po prostu nie przepada za takim towarzystwem, jednak zachowa to dla siebie. Wbrew pozorom odpowiada mu obecność wilków wesołych, pełnych życia, radosnych. To mu przypomina o jego ukochanej, niejako budzi takie delikatne ciepło w jego martwym sercu, mimo iż wiąże się to również z bólem i tęsknotą. Nienawidzi i gardzi kłamstwem, dwulicowością i wszelkiego rodzaju wiarołomstwem. Zwyczajnie nie jest w stanie tego zdzierżyć i już... Czemu...? Chyba tak po prostu... Za to bardzo lubi gwiaździste noce, kiedy niebo jest czyste i widać księżyc, często siedzi wtedy przed swoją jaskinią i patrzy w nieboskłon, zamyślony i przebywając mentalnie w zupełnie innym świecie.
R O D Z I N A
 Cóż, jego więzy rodzinne są dość skomplikowane. Ojciec był Wyklętym, matka zwykłą wilczycą, nie pamięta imion ani jednego, ani drugiego. Ma, lub miał, brata bliźniaka, ale nie wie czy przeżył, bo oboje zostali porzuceni jako ślepe jeszcze szczeniaki, a kiedy mieli dosłownie kilka dni, pogubili się. Czy jeszcze ktokolwiek z jego biologicznej rodziny żyje? Ojciec pewnie tak, ale Shinigami nie pa pojęcia gdzie i jak, ponadto nie bardzo go to obchodzi. Jedyne osoby w jego "rodzinie" jakie miały dla niego znaczenie, to jego partnerka i córka - Hoshi i Yukine... Shinigami nigdy o nich nie mówi...
Z A U R O C Z E N I E
 Nie szuka miłości... Nie po tym, jak bardzo cierpiał po jej utracie... Ale może ktoś na nowo pokaże mu jak kochać, ożywi jego serce...?
I N N E
 - Jego imię oznacza dosłownie "Bóg Śmierci".
- Symbole pod jego oczami w pełnię jarzą się na szkarłat, nie wiadomo dlaczego.
- Jako że jest pół Wyklętym, pół Wilkiem, pachnie nieco inaczej niż wszystkie inne Wilki i może to być mylące dla nowo poznanych osób.
- Jego ulubioną porą dnia jest wczesny ranek, kiedy wschodzi słońce i wieczór, kiedy zachodzi.
- Ma kolczyki w języku i uszach.
S K A R G I / P O C H W A Ł Y
 0/0
K O N T A K T
 Howrse - Kißa
S T A T Y S T Y K I
Inteligencja: 12  Szybkość: 10   Siła: 11  Zwinność: 10 Wytrzymałość: 8

Od Ashton'a Do Yuki'ego

 Rzuciłem się biegiem do jaskini naszej alfy. Lepiej dotrzeć tam czym prędzej, bo jeszcze Yuki zmieni zdanie. Co do tego basiora to wydawał się być nieco dziwny. Samotnik, nie daje się dotykać.... W każdym razie dał się przekonać. To najważniejsze.
- Relijyon! -krzyknąłem zaglądając do jaskini alfy.
W odpowiedzi usłyszałem krótkie 'Właź', więc zrobiłem jak nakazała.
- Mam nowego basiora. Chce dołączyć do watahy -wyjaśniłem pokazując głową na Yuki'ego.
Basior uśmiechnął się z dystansem i rozejrzał lekceważąco po jaskini.
- Miło mi. Jestem Relijyon -przedstawiła się wadera.
- Domyśliłem się po wrzaskach tego tutaj -jego wzrok powędrował w moją stronę.
Uśmiechnąłem się tylko. Sądząc po minie Yuki'ego już od pierwszego spotkania uważał mnie za idiotę. Dobrze, że tylko tak myślał, bo jeśli odważyłby się powiedzieć to na głos nie zostałaby z niego kupka popiołu. Może i jestem świrem ale bić się umiem.
- W porządku -powiedziała alfa chcąc zapobiec niepotrzebnej kłótni- Ash oprowadź go po terenach.
- Z chęcią -przytaknąłem głową- Chodź -zwróciłem się do basiora.

Yuki? <Ashton taki świr XD>

Od Ririn Do Yuki'ego

 No co za...!! Ach. A był taki miły dzień...
- Ej, wracaj tu! - krzyknęłam do niego.
Ale oczywiście nic nie dociera do takich wilków. Trzeba było użyć specjalnych środków. Niee, nie będę się przecież teleportować by go dogonić.
Gdy tak zanim szłam a on przeklinał cały świat pod nosem że zanim idę ,dostrzegłam ze coś skacze po gałęziach. Od razu pomyślałam ,że kot wymyślił kolejny żart. Przystanęłam w pewnej chwili by odkryć zamiary małego urwisa. A gdy zauważyłam co kot kombinuje powiedziałam spokojnym głosem do basiora.
- Radze ci tam nie iść -powiedziałam a on na to tylko prychną w moją stronę - Naprawdę nie idź tam - próbowałam go przekonać.
Odwrócił się w moją stronę i teraz stal naprzeciwko mnie.
- Myślisz że jestem taki głupi by uwierzyć ci? - jeszcze raz prychną.
~ "OK - pomyślałam i usiadłam na śniegu wpatrując się w basiora jak idzie do przygotowanej pułapki ~1...2...3..i....."

(Yukio) XD

Od Yuki'ego Do Ririn

 -Ty żałosny dachowcu!- chwyciłem go w zęby nie zwracając uwagi na wilczycę. Rzuciłem kota na śnieżny puch i przytrzymałem łapą, by nie uciekł. Pisnął przeraźliwie, chodź nie zrobiłem mu krzywdy.
-Ty POTWORZE!- krzyknęła wilczyca próbując mnie odepchnąć, ale nie miała tyle siły.
-Potworze?
-Tak! Potwór bez krzty humoru!- pisnęło białe stworzonko
-Jak mam się śmiać skoro nie jedząc od pięciu dni upolowałem królika, a ty mi go ukradłeś?!
-To tylko żarcik...- westchnął
-Więc teraz zjem Ciebie za ten żarcik!- Powiedziałem, a wadera pisnęła. Chcę go postraszyć. Nędzna istota..
-Nie! Zostaw go!- krzyknęła ta dziwaczka
-Zamknij się wariatko! Nie zjadam małych kotów!
-Oh...
-To... fajnie- Uśmiechnął się kot
-Spadaj- zdjąłem z niego łapę. Uciekł w las.
Wadera fuknęła.
-Oszalałeś?!-wydarła się na mnie. Ruszyłem przed siebie- EJ TY!!- krzyknęła.
Niech ona się odczepi. Ale nie, po co?! Idzie dalej za mną. Niech ją szlag.

<Ririn?>

Nowy NPC!


C H I
  Chi jest najbardziej denerwującym i zarazem najśmieszniejszym (oczywiście jak będzie się wkurzać) kotem na świecie. Uważa że jego żarty są prześmieszne i najlepsze na świecie, co kończy się ,że on ucieka gdzie raki zimują by nie zostać zabitym przez przypadkowe stworzenie które zostało "zażartowane" ~ jak to mówi Chi. Chi jednak jest dobrym przyjacielem jeśli się go dobrze pozna.

Od Ririn Do Yuki'ego

 Dzisiaj miałam wyjątkowy dzień. Jaki? A taki ,że gdy wychodziłam z jaskini pierwszy raz nie spadła na mnie góra śniegu warząca ze 100kg. Choć na początku myślałam że mam szczęście. Jednak wszystko się zmieniło gdy przez przypadek jakiś królik o białym futerku wbiegł w drzewo i padł na ziemie jakby nie żywy. Niezwykle szczęście! Lecz wszystkie te przypadki przebił jedna rzecz.... O to te małe przesłodkie stworzonko:
Koteł robił długie i dumne kroki śmiejąc się tak że chyba mnie nie zauważył. Zniżyłam się do parteru i gdy mój nosek spotkał się z noskiem kotka ten od razu się przestraszył i wystrzelił w górę jak z procy (tylko nie bardzo wysoko). Było słychać charakterystyczne i wystraszone: MIAUUUU!!
Ja natomiast zaczęłam się głośno chichrać. Gdy kot wylądował na czterech łapach zaczęłam się jeszcze bardziej śmiać z jego puszystego i okrągłego ciała (chyba wiecie jak wygląda wystraszony kot XD). Zwierzątko wyglądało na obrażone. I jeszcze bardziej go wkurzyć dotknęłam łapą puszysta (trochę wyglądał jak chomik ) pyszczek.
- Jakiś ty mięciutki -powiedziałam słodko co spowodowało kolejny wybuch śmiechu.
- Taaa śmiej się. - powiedział kot co mnie trochę zdziwiło. - I co zdziwiona - powiedział triumfalnie kot.
Złapałam go w łapy i zaczęłam obracać.
- Musisz mieć chyba jakieś baterie. - powiedziałam choć wiedziałam ,że prawda jest inna.
- Puszczaj!! - wykrzykną próbując swoimi łapkami się wydostać. - Bo jeśli nie zrobię ci taki sam kawal jak tamtemu basiorowi....! - wykrzykną a po chwili znieruchomiał patrząc się w coś co stało za mną.
- Dobrze wiedzieć - powiedział ktoś za mną.
Odwróciłam pyszczek w tamtą stronę i ujrzałam śnieżnobiałego basiora z czerwonym szalikiem na szyi.

(Yukio)

Od Yuki'ego Do Ashton'a - Quest nr 3

 Szedłem wzdłuż lodowatego strumienia wdychając zimne, poranne powietrze. Brr... co Ci głupi ludzie zrobili z tym pięknym światem, że ta woda, przy tak niskiej temperaturze jeszcze jest płynna? Nie wiem, czy ktokolwiek powinien ją pić...
Przeskoczyłem mały strumyk bez najmniejszego problemu. Schodziłem z ośnieżonej góry, od MOJEJ groty, w stronę tego bujnego lasu. Przybyłem tu z dwa dni temu, w ciężką śnieżycę i dopiero teraz opuściłem ciepłe schronienie. Może są tu jakieś inne wilki, prócz mnie? Jakaś konkretniejsza zwierzyna? Jestem niewyobrażalnie głodny... jeśli nie znajdę tu nic do jedzenia, to muszę iść dalej, choć perspektywa mieszkania w miejscu z ciepłą, czystą wodą brzmi bardziej, niż zachęcająco. Mam nadzieję. Nagle z oddali dało się słyszeć cichy.... jęko-pisko-krzyk.
-Huh... eee... ratunku? Pomocy!- usłyszałem. Ki diabeł? Przyśpieszyłem kroku. Krzyk prowadził z urwiska, w stronę którego zmierzał strumień, tworzący mały wodospad. Czyżby jakiś idiota? Przecież ten strumień rwący nie jest...
-AAAAH! POMOCY!!- Usłyszałem. Podbiegłem do urwiska. Na jego końcu wisiał wilk trzymający się łapami skały... zlewany przez wodę ze strumienia pokrytą kawałkami lodu, nie był w stanie wdrapać się na górę. Postanowiłem mu pomóc. Po chwili tej jego szamotaniny wdrapał się na powierzchnię, a raczej ja "wdrapałem" jego.
-Z-zimno- stwierdził szczękając zębami
-You don't say- przewróciłem oczami zażenowany- Chodź- Powiedziałem idąc, trochę zawiedziony tym, że nie dotarłem do lasu, w stronę mojej groty. Wilk ruszył moim śladem ochoczo. Łatwy. Hehe.
-Kim jesteś?- Spytał zaciekawiony.
-Yukio- Odpowiedziałem nie wyczuwając zagrożenia ze strony tej przemoczonej istoty.
-Ashto-ton- odpowiedział. Drżał z zimna.
-Już prawie jesteśmy- Wskakiwałem po skałkach. Ruch go rozgrzeje....? Tak myślę.
Nie minęło pięć minut i już byliśmy na miejscu.
Weszliśmy do groty. Z początku jest ona trochę oblodzona, dalej już sucha. Na jej końcu jest otwór w ziemi. Gdy się zeskoczy, przed sobą ma się wielkie jezioro ciepłej wody. Uwielbiam to spokojne miejsce.
-Rozgrzej się- Powiedziałem pijąc wodę. Musi ona pochodzić z bardzo głęboka, bo jako jedyna zamarza w niskich temperaturach. Wcześniej, gdy wyszedłem z jaskini zamarzła mi na futerku. Oczywiście A...A...yyy...Ashton, tak, to to imię, zamiast rozgrzewać się, wskoczył do wody. Przewróciłem oczami i patrzyłem jak pluska się w mojej, do teraz, czystej wodzie. Położyłem się na skalnej posadzce.
-Jesteś w naszej watasze?- spytał z uśmiechem
-Nie. Raczej nie-
-To dołąąąąąącz- wyszedł na brzeg.
-Nie wiem czy powinienem. Zjadam dusze napotkanym wilkom.
-SERIO?!
-Nie- wredny uśmiech
-Ufff- odetchnął z wyraźną ulgą
-Jestem inny i wilki za mną nie przepadają.
-Czyli jednak jesz dusze??- spytał wystraszony
-Nie, pożeram ciało w całości- odrzekłem poirytowany
Na szczęście pozostawił to bez komentarza. Siedzieliśmy w ciszy parę pięknych chwil, ale niestety wszystko co dobre szybko się kończy.
-Zaprowadzę Cię do Alphy- zaproponował ochoczo, trącając mnie łapą
-Po co?- spytałem odsuwając się kawałek w bok, by mnie nie tykał.
-Jak to po co? Dołączysz do nas!
-No nie wiem... lubię.. działać na własną rękę.
-Wilki to jedna, wielka rodzina.- powiedział z wyrzutem
-Do czasu.-podsumowałem
-Hej, masz z sobą jakiś problem?- wyczułem irytację w jego głosie.
-Nie- odparłem stanowczo.
-To co Ci szkodzi spróbować?
Co mi szkodzi spróbować? W sumie racja. Większość życia plątałem się po świecie...
-....Zawsze mogę...
-No jasne, że możesz! Chodź!- Wyskoczył na górę. A ja za nim. Zobaczmy czy znajdę tu swoje miejsce.

<Ashton? :P>

Od Szeylen Do Ayoko

 Już miałam zabrać się za tego jakże smacznego renifera, a tu… KLOPS!
- Co ty robisz?
- Zaraz chwileczkę, a co ty tutaj robisz? Właśnie przeszkadzasz mi w obiedzie.
- Właściwie to szukam obiadu.
Wadera popatrzyła na mnie, tak jakby była głodna. Hmm… głuptasku, przecież ona jest głodna.
- Dam ci trochę mięsa pod warunkiem, że mi się przedstawisz… - powiedziałam tajemniczo
- Ayoko
-Szeylen
Ni stąd ni z owąd się zaśmiałam. Popatrzyłam na Ayoko litościwie.
- Bierz – dodałam
Uśmiechnęłyśmy się jak na zawołanie i wzięłyśmy się za jedzenie.
- Tu jest teren jakiejś watahy? – spytała
- Oczywiście, wataha Domen Glace na pewno cię przyjmie. Ja ci to załatwię. Bo nasza kochana alfa Relijon jest bardzo otwarta na nowych członków. Ja ci mówię, zaraz cię tam zaprowadzę – powiedziałam szybko
Teraz obie już się śmiałyśmy.
- Może coś mi o sobie powiesz? - spytałam

<Siemka Ayoko. No to opowiadaj XD>

Od Ayoko

 Wędrowałam przez okryty śniegiem las tak samo jak robiłam to w ostatnim czasie. Właściwie, to nie wiem od kiedy tak wędruję, ale to może i lepiej. Nikogo nie było w pobliżu co jeszcze bardziej mnie ucieszyło, położyłam się na śniegu i zaczęłam rozmyślać. Powoli zagłębiając się we własnych myślach poczułam głód. Nie znałam tego terenu więc nie wiedziałam, czy jest tu jakaś zwierzyna. Nie należę do wilków lubiących się poddawać, więc poszukam. Pobiegłam przed siebie w poszukiwaniu ofiary, śnieg szeleścił pod moimi łapami co mogło utrudnić sprawę, ale co z tego? Miałam szczęście, gdyż po pewnym czasie ujrzałam przed sobą stado reniferów. Byłam daleko, i na szczęście mnie nie wyczuły. Zaczęłam się skradać, ale po chwili wszystkie renifery uciekły a ja zostałam pozbawiona obiadu. ,,Pięknie..."- pomyślałam. Patrzyłam jeszcze przez chwilę na uciekające stado, jeden renifer nagle padł.Ni z tego ni z owego zdechł. Zapewne znajduję się na terenie kolejnej watahy.Pobiegłam szybko w stronę zwierzęcia, by upewnić się, że jest ot wilk, a nie pantera śnieżna bądź coś innego. Miałam rację, to wilk. Właśnie chciał wgryźć się w swoją zdobycz gdy ja podeszłam i zapytałam:
-Co tu robisz?

<Ktoś?>

Od Szylen Do Rivaille'go

 - W prawo albo w lewo – powiedziałam sarkastycznie
Zachichotałam, bo basior się uśmiechnął.
- W prawo – powiedziałam – Chyba…
- To chyba czy na pewno?
- Weź wyluuuzzzzuuuujjjjj – zaśmiałam się
Zerknął na mnie z ukosa.
- Jak masz na imię? – spytał
- Jestem Szeylen, a ty?
- Rivaille
- Ładne imię
Zrobił dziwną minę. Ymmm??? Skręciliśmy w lewo.
- Dzięki…
- Nie ma za co.
~ No weź nie zgrywaj idiotki, idiotko ~ pomyślałam
Teraz trzeba się jeszcze przeprawić przez las. Więc naprzód gnaj… Taa, no pewnie.
- Jesteś pewna, że dobrze idziemy?
- No nie, w ogóle – nutka sarkazmu, znowu
- No to fajnie
Uśmiechnęłam się szyderczo.
- Też się cieszę. – dodałam
~ Błahahahahahaha! ~ powiedział dziwny głos w mojej głowie
Nie ma się co dziwić, w końcu jestem szaloną idiotką…

<Sory, że musiałeś trochę na tego posta czekać>

Yukio

"Idź przed siebie z podniesioną głową, nie daj satysfakcji  W R O G O M."
Y U K I O
Zabójca
Basior | 3 lata | Epsilon | Psyche "Władca Dusz"
Punkty - 31 410

C H A R A K T E R
  Yukio jest na pierwszy rzut oka wrednym i samolubnym wilkiem. Może to dlatego, że wszyscy się od niego odwrócili? Nie lubi być ograniczany przez cokolwiek i kogokolwiek. Podąża własnymi ścieżkami. Jest nierozważnym lekkoduchem, rzadko pokazuje uczucia, mimo to jest tolerancyjny i bywa uczynny. Jest inteligentnym wilkiem lubiącym wyzwania. Ze względu na jego wredne odpowiedzi, uszczypliwe komentarze i przyzwyczajenie do radzenia sobie samemu nie ma raczej przyjaciół. Jednak, jeśli twój charakter mu się spodoba pewnie z chęcią Ci pomoże- dzięki swojej mocy może wezwać ducha kogoś z twoich znajomych lub rodziny. Yukio nie zadaje się z mało inteligentnymi osobami. Nie ufa im. Jest ciekawski.
H I S T O R I A
 Yukio urodził się na drugim końcu kontynentu, w miejscu, w którym panowały liczne przesądy. Jeden z nich mówił, że jeśli w watasze narodzi się wilk umiejący panować nad duszami to w jego pierwsze urodziny zje dusze wilków z całej watahy. Wilki ze strachu przed zjedzeniem wygnały go poza ich tereny. Yukio ponad rok szedł przed siebie. Aż w końcu dotarł w te piękne miejsce... i zakończył swoją podróż.
U P O D O B A N I A
 Kocha niczym nieograniczoną wolność Nienawidzi ludzi ze zbyt wysokim poczuciem własnej wartości (czasem jest hipokrytą :P). Lubi walkę, wyzwania (więc też hazard) i własną wygodę. 
R O D Z I N A
 Miał matkę i ojca, ale oni jeszcze bardziej chcieli się go pozbyć niż cała reszta watah...chwila. Może on potrzebuje po prostu trochę ciepła?
Z A U R O C Z E N I E
 Kocha pizzę! Hawajską. Ale już dawno nie ma jej na tym świecie ;_;
I N N E
 Jest chorowity. Ma trzech niewidzialnych pomocników: Ake, Kamę i Boo. Są to dwie księżniczki i jeden książę  pomniejszych dusz. Ogółem spokojne i niegroźne, ale Yukio wie, jak to zmienić. Mieszka w grocie w górach. Są w niej gorące źródła.
S K A R G I / P O C H W A Ł Y
 0/0
K O N T A K T
 E- mail - vessthewolf@gmail.com
S T A T Y S T Y K I
Inteligencja: 16  Szybkość: 12   Siła: 12   Zwinność: 13 Wytrzymałość: 10

Nerka

"Kiedy rozsądek śpi, rodzą się  P O T W O R Y."
 N E R K A
Wyrocznia
Wadera | 16 lat | Epsilon | Intuicja
Punkty - 10 000

C H A R A K T E R
 Nerka ma ogromnie dużo taktu i zrozumienia dla innych ludzi. Jej wrodzona dobroć pomaga jej właściwie zrozumieć innych. Jest powściągliwa i ostrożna w podejmowaniu decyzji. Niestety często kieruje się uczuciami, co nie zawsze wychodzi jej na korzyść. Nikogo nie podejrzewają o złe intencje. Bardzo ważni są dla niej przyjaciele, gdyż miała dość nieprzyjemne relacje z rodziną. Zawsze stanie w obronie bliskich jej osób i jest w stanie oddać życie za kogoś kogo kocha. Wyrocznią została z zafascynowania magią i zielarstwem. Lubi pomagać innym i dawać im rady. Jest lojalna, wierna, opiekuńcza, wyrozumiała, pomocna, ale również dość impulsywna, niecierpliwa w oczekiwaniu na różne wieści i bardzo emocjonalna. Rozwiązując problem zawsze trafia w sedno sprawy.
H I S T O R I A
 Nerka, co to za imię? Cóż, po prostu mało piję i mam nieco niesprawne nerki. Od szczeniaka nie dogadywałam się z rodzicami, nie uznawałam ich za watahę i właściwie rzadko przebywałam w ich towarzystwie i rozmawiałam, choć mieszkaliśmy w jednej jaskini. Z czasem nasze relacje zaczęły się pogarszać i nie radziłam sobie psychicznie, byłam smutna i załamana, bez grama nadziei. Myślałam, że w końcu nie wytrzymam i stworzę napar z łyka sosny, który jest śmiertelnie trujący i.. wypiję go. Na szczęście poznałam Patricio, swojego ukochanego, który podobnie jak ja wkrótce, prowadził życie samotnego wilka, lecz patrząc na jego usposobienie nigdy nie pomyślałabym, że jest sam jak palec. Uciekłam z nim i odtąd moje życie uległo diametralnej zmianie. Nadzieja i szczęście wróciło. Po drodze spotkaliśmy przyjazną watahę, która widząc nas samych zaproponowała sojusz. Od razu się zgodziłam, chciałam by uczucie wspólnoty powróciło i tak też się stało. Patricio również dołączył do watahy, ale jako, że podjął się czarnej roboty, to często musi biegać na przeróżne akcje, dlatego widzimy się rzadziej, ale nasza miłość kwitnie. Biorąc pod uwagę moje umiejętności, zostałam drugą wyrocznią i sprawdziłam się w tej profesji. Szczenięta często przychodzą do mnie, by posłuchać o przygodach, jakie przeżyłam będąc wyrodną córką i ‘’samotnym’’ wilkiem. Wataha przyjęła mnie bardzo ciepło i cieszę się, że jestem  tu gdzie jestem.
U P O D O B A N I A
 Muszę się przyznać, że uwielbiam jeść. Wiele wader zazdrości mi mojej przemiany materii. Jem dużo i często, a wcale nie tyję. Lubię pić ziołowe herbaty, które sama tworzę i wymyślam (niektóre mają nawet lecznicze właściwości!). Bardzo lubię muzykę, słuchanie jej i śpiew sprawia mi ogromną przyjemność. Uwielbiam towarzystwo innych wilków i źle znoszę samotność.
R O D Z I N A
 Gdy osiągnęła dojrzałość, opuściła swoich rodziców, by w miarę możliwości znaleźć przyjazną i lojalną watahę.
Z A U R O C Z E N I E
 Patricio, rudo-szary puszysty wilk. Jest silny, lojalny, wojowniczy i opiekuńczy, wbrew pozorom bardzo wrażliwy i emocjonalny.
I N N E
 Często popada w stany depresyjne, gdy długo nie widzi swojego partnera. Co dziwne, jest wiecznie uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do innych.
S K A R G I / P O C H W A Ł Y
0/0
K O N T A K T
 Howrse - EWS       Doggi - AgilityLayla       E- mail - seclussion@wp.pl
S T A T Y S T Y K I
Inteligencja: 15  Szybkość: 15   Siła: 10   Zwinność: 5  Wytrzymałość: 5

Od Leji Do Shiren'a

 Basior na mnie szarżował. Pewnie nie wiedział że należę do watahy w pobliżu, nagle za nim stanął piesiec. Wilk bawet na niego nie spojrzał, tylko skoczył na mnie. Odepchnęłam go i wgryzłam w grzbiet, potem zakręciłam go i rzuciłam z całej siły. Basior poleciał w tył, ale potem znowu do mnie podbiegł, udrapnął mnie w pysk, czy on myśli że jestem jakaś słaba? Pewnie tak... Na moje zawołanie na około niego wyrosły wysokie lodowe kolce. Uśmiechnęłam się złośliwie.
-Ej! Nawet nie wiesz z kim zadzierasz!
Wrzasnął basior.
-A nie widzisz? Z mało sprytnym basiorem!
Odpowiedziałam dalej się uśmiechając.
-Ale ja należę do watahy!
Odparł.
-A co myślisz?! Że ja nie należę?!
Spytałam coraz bardziej zdenerwowana.
-No... Nie.
Powiedział wilk.
-To się mylisz...
Już zaczęłam mówić.
-Czekaj... Chwilka! A do jakiej watahy?
Przerwał mi basior.
-Domen Glace.
Powiedziałam dumnie.
-Ja też!!!
Wypalił.
-Co?!
To mówiąc wypóściłam wilka, ale jednak gdy tylko wyszedł, chwyciłam go za kark i pociągnęłam do jaskini. W niej rozpaliłam ogień, a potem za pomocą mocy, zamórowałam wodą wejście do jaskini.
-Co ty...?
Spytał wilk rozglądając się po jaskini. Ja tylko go uciszyłam.

<Shiren?>

Od Shiren'a

 Nowa wataha, wszyscy pewnie są przyjaźnie nastawieni do innych... Według mnie na tym świecie nie mam miejsca na zaufanie i przyjaźń, a słowo miłość jest mi obce. Szkoda tylko, że tylko ja się z tym zgadzam. Chyba jestem tym jedynym na setki, którego reszta uważa za "samotnego wilka', a niektórzy dziwaków. Przecież "Każdy wilk musi się trzymać blisko reszty, bo inaczej zdechniesz"... yhym, jasne. Jakoś ja jeszcze tu stoję! Ta zasada jest beznadziejna, bo według niej ja nie mam prawa żyć. Dobra... ogar, bo przecież nie można całego życia spędzić w samotności. Zacznę w końcu kogoś szukać.
Zacząłem się rozglądać. Z daleka zobaczyłem ślady. Podbiegłem jak najszybciej umiałem przez ten śnieg prawie do brzucha. Powęszyłem. Ślady były na pewno wilka, w dodatku przechodził tędy niedawno. Zacząłem iść po śladach. Nagle zapach krwi, zdecydowanie renifera.
- Nie idź za krwią... to tylko zapach.. ślady ważniejsze.. - mówiłem do siebie, ale to "coś" wygrało i zacząłem iść do krwi. Niedługo potem ranny renifer leżący na śniegu. Zmęczony, pewnie przed czymś uciekał.
- Więc podano do stołu. - uśmiechnąłem się i zacząłem powoli podchodzić do wilka. Nim spostrzegłem jakaś wadera stanęła między mną a pożywieniem. Coś do mnie mówiła. Czyżby sądziła, że ją wysłucham? Głupiutka waderka. Odepchnąłem ją i znów ruszyłem do renifera. Patrzył błagalnie, aby zakończyć jego męczarnie. Skoczyłem na niego, lecz w locie coś mnie odepchnęło. Runąłem na ziemię. Rozejrzałem się rozwścieczony wstając. Ta wadera, nie wie jeszcze z kim zadziera. Ruszyłem na nią i ugryzłem w kark. Wadera od boku ugryzła mnie w żebra. Zawarczałem. Wadera na pewno nie była z naszej watahy, więc mogę robić z nią co chce. Uśmiech pojawił się na moim psyku. Ruszyłem na nią niczym taran, przewróciła się, a wtedy cofnąłem się i znów pobiegłem na nią, ale tym razem szarżą. Wtedy wilk z watahy pojawił się za mną.

<Ktoś?>

Ayoko

"Nie rzucaj mi kłód pod nogi, bo nie wiadomo, 
czy nie potknę się kiedyś o jedną z nich biegnąc,
 by ratować Ci Ż Y C I E."
A Y O K O
Straż Nocna
Wadera | 5 lat | Epsilon | Śnieg
Punkty - 24 195

C H A R A K T E R
 Ayoko jest miła i sympatyczna o ile, nie zrobiłeś nic jej i jej bliskim.Nie przepada za towarzystwem innych wilków, lubi być sama, często rozmyśla, i nie lubi gdy ktoś wyrywa ją z tego stanu. Lubi biegać, i spacerować,jest podróżniczką. Czasem jest wesoła i towarzyska, ale tylko czasami. Na co dzień jest oschła i odpycha każdego, kto chce ją o coś spytać, najczęściej jednak spławia takie osoby mówiąc, że ma coś ważnego do zrobienia, woli słuchać szumu strumienia i śpiewu ptaków, niż bezsensownego gadania innych wilków.
H I S T O R I A
 Za zgodą rodziców i Alphy poprzedniej watahy opuściła rodzinny dom i została podróżniczką, przewinęła się przez kilkadziesiąt stad aż w końcu tu trafiła. Postanowiła, że zostanie na dłużej.
U P O D O B A N I A
 Lubi słuchać odgłosów natury, samotność, biegać,spacerować,podróżować, ciszę, oraz podziwiać piękne widoki. Kocha wolność i naturę, nie wyobraża sobie życia bez tego. Nienawidzi niszczenia przyrody, natrętnych wilków, zła.
R O D Z I N A
 Matka Namina, ojciec Snowflake, brat Arthemis
Z A U R O C Z E N I E
 Nie myśli o miłości, ale kto wie co los przyniesie?
I N N E
  ---
S K A R G I / P O C H W A Ł Y
0/0
K O N T A K T
 Howrse - Hanowerska
S T A T Y S T Y K I
Inteligencja: 12  Szybkość: 11   Siła: 11   Zwinność: 10   Wytrzymałość: 11

Shiren

"Czy dałeś koniowi siłę, grzywą przystrajasz mu szyję
 i sprawiasz, że biegnie jak szarańcza aż silne parskanie przeraża?
 Mocno bije kopytem, radośnie z mocą rzuca się na oręż,
 nie boi się, drwi sobie z lęku. On nie ucieka przed mieczem. 
Gdy kołczan nad nim zadźwięczy, ostrze oszczepu i dzidy, 
pędzie w śród huku i dudnienia. Nie wstrzyma go sygnał T R Ą B Y..."
S H I R E N
Zabójca
Basior | 6 lat | Epsilon | Śmierć
Punkty - 12 455

C H A R A K T E R
 Można śmiało powiedzieć, że Shiren jest zwariowany, psychiczny i chory na łeb. Wilk ten jest bardzo tajemniczy i agresywny. We wszystkich widzi wroga, ale są wilki, które potrafią go uspokoić, czuje się przy nich jak przy matce. Nie przepada raczej za towarzystwem, bo ci zawsze mówią innym, że jest dziwakiem. Trzyma się z boku, ponieważ boi się stanąć wśród swoich. Ma wielką dumę i łatwo mu zaleźć za skórę. Szybko wpada w furię i ogólnie się denerwuje. Niezwykle poważny, a w walce opanowany. Wręcz uwielbia smak i zapach krwi. Kiedy poczuje jej woń jest "jakby przyciągany" do miejsca skąd się wydobywa, a wtedy wpada jakby w trans. Nie widzi niczego poza nią, więc lepiej nie być rannym przy nim. Lubi się znęcać nad innymi stworzeniami. Bezwzględny, nie patrzy czy to przyjaciel, nieznajomy, czy nawet partnerka, po prostu robi to na co ma ochotę. Jedno słowo za daleko i może być po tobie. Można go nazwać psychopatą, a nawet maszyną do zabijania. Niektórzy mówią, że ma serce z kamienia, którego nikt nie może rozbić.
H I S T O R I A
 Shiren miał bardzo smutne dzieciństwo. Pełne cierpienia i wojen. Urodził się on w samym środku wojny między trzema ogromnymi watahami. Razem walczyło około 150 wilków. Kiedy miał 6 miesięcy jego ojca zamordowano, a matkę kilka dni później. Z rodzeństwa przeżyli tylko dwaj bracia - Jeff i Toby. Miesiąc później Jeff został zabity. Razem z jedynym bratem żyli w najbardziej odludnym miejscu w lesie. Gdzie zaglądały tylko potwory, ale i tak było tam bezpieczniej niż na wojnie. Dwa lata później wojna się skończyła, wojska się powybijały, a Alfy po stoczonej walce ostatecznej też nie żyły zbyt długo. Dlatego jako jedynych krewnych byłych Alf zostali wybrani Shiren i Toby. Wilki, które przetrwały zostały podzielone na połowę i jednymi władał Toby, a drugimi Shiren. Dwaj bracia, przyrzekli sobie, że nigdy nie będą walczyli przeciwko sobie. Minęło pół roku, a obje watahy miały się nadzwyczaj dobrze. Shiren miał partnerkę, a wkrótce miały narodzić się i szczeniaki. Kiedy jednak się narodziły matka zmarła, a szczeniaki wzięła pod opiekę inna wadera, która miała dzieci, lecz zginęły. I tu wszystko się zaczęło, Shiren nie mógł pogodzić się z faktem, że jego ukochana nie żyje... zaczął wpadać w obłęd. Po pięciu miesiącach szczeniaki zachorowały. Wszyscy medycy w jego watasze zawodzili, więc posłał po medyka do watahy brata. Dzień po jego wizycie maluchy zmarły. Tutaj Shiren pękł. Zaczął mówić do siebie, a o wszystko obwiniał brata, bo przecież to jego lekarz "zabił" jego potomków. Następnego roku wybrał się do niego w odwiedziny, a kiedy zostali sami skorzystał z okazji i go zabił. Czuł się jakby był do tego stworzony. Patrząc jak jego brat się wykrwawia zaczął go jeść, aż w końcu niedługo potem ktoś do niego podszedł. Mała waderka, patrzyła z załzawionymi oczami na ciało swego ojca. Shiren śmiał się zadowolony ze swojego dzieła. Po powrocie do watahy poddani obrócili się przeciwko niemu. Uciekł ze swoim poczuciem winy do lasu, tam gdzie ukrywał się wraz z bratem, którego niedawno zabił. Tam wreszcie się opanował i jego obłęd zmniejszył się, a kiedy wrócił do watahy wszyscy go wyśmiewali, a szczeniaki uciekały od niego. Poszedł do nowej Alfy. Zaczął się wykłócać, że to jego wataha. W końcu wadera ustąpiła mu miejsca na tronie. Wykorzystał swe wojska by zniszczyć watahę swojego brat i udało mu się, lecz kiedy wszystko się skończyło został wygnany. Wędrował tak, aż trafił tutaj.
U P O D O B A N I A
 Jeżeli chcesz się z nim zaznajomić musisz wiedzieć, że kocha krew i cierpienie, o śmierci żywych istot już nie wspominając. Nienawidzi jednak wszystkiego co stoi po tej drugiej stronie muru, dobroci, nowego życia, miłości itd. uważa, że wszystko co tam jest, jest przereklamowane i możesz się tylko ukłuć.
R O D Z I N A
 Ojciec - Reven [*]
Matka - Freya [*]
Rodzeństwo - Ravenna [*], Sasha [*], Jeff [*], Toby [*]
Dzieci - Ignis [*], Terra [*], Cervos [*], Aqua [*]
Z A U R O C Z E N I E
 Nie wiesz jeszcze? Miłość jest  p r z e r e k l a m o w a n a.
I N N E
  ---
S K A R G I / P O C H W A Ł Y
0/0
K O N T A K T
 Howrse - Maja0020
S T A T Y S T Y K I
Inteligencja: 6   Szybkość: 11   Siła: 15   Zwinność: 10   Wytrzymałość: 10
© Agata | WioskaSzablonów | x.